środa, 8 października 2014

Człowiek bez duszy cz. 19



Gdy nastał dzień, ponownie przyszedł Selirion. Już wielokrotnie wyruszali na powierzchnię. W tym czasie, ożywił całkiem liczną grupkę nieumarłych którzy uczyli elfy dawnej walki. Niektórzy potrafili sporządzać zapomniane już pułapki, z jakich niegdyś słynął ten dumny lud. Jednak z każdym dniem, targały nim coraz większe wątpliwości. Nie wiedział bowiem jaki los szykuje dla siostry Selirion.
- Jesteś pewien, że wygracie? - zapytał pewnego razu, składając kolejnego wojownika.
Udostępniono mu odległą jaskinię, w pobliżu starożytnego cmentarza. Miejsce dawnego boju, okazało się zbyt ... dawne. Nie znalazł niemal niczego co mógłby wykorzystać. Ot jedną, zabłąkaną duszyczkę, przechowywaną na potem.
- Nie ma innej opcji. - powiedział elf, oparty o pobliską ścianę.
Wokół ustawiono mnóstwo regałów zawalonych najdziwniejszymi przyrządami. Dla wielu były to śmieci, dla niego jednak środki do osiągnięcia celu.
- Wiesz, że jeśli mnie zabiją, całe wojsko... zniknie? - powiedział, z krzywym uśmiechem.
- Dlatego nie będziesz brał udziału w buncie.
Selthus odwrócił wzrok, nagle nie mogąc na niego patrzeć. Wciąż się martwił. Według planu, mieli jednocześnie zaatakować wszystkie główne wejścia. Przedrzeć się do świątyń i zmusić do poddania kapłanki, ewentualnie powybijać. W tym samym momencie, inna grupa uwolni Albisa i zaprowadzi w bezpieczne miejsce. Wszystko miało przebiec szybko i sprawnie. Selthus jednak nie był do końca przekonany.
- A co z Serinal? - zapytał, patrząc na niego.  
- Chyba żartujesz?! - elf zaśmiał się, ale bez wesołości. - Jednak jesteś jej?! Owinęła cię wokół palca? Miałem cię za kogoś... - nie dokończył, gdyż Selthus przerwał.
- Daruj sobie. Lubię ją i tyle. Co zamierzasz z nią zrobić potem?
- Zabiję w najbardziej okrutny sposób jaki przyjdzie mi do głowy. - odparł elf.
Selthus jęknął wpatrując się jak głupek.
-  Na Bogów, jesteś aż tak głupi? Jasne, że jej nie skrzywdzę. To moja siostra! Nie wiem... pewnie zamknę w wieży aby przeszła jej wściekłość. Potem będzie mogła robić co zechce. Gdy tylko będę pewien, że nie wbije  mi sztyletu w plecy. - powiedział, masując sztywny kark.
- Jaką masz pewność, że podczas walk jej nie skrzywdzą? - zapytał, jednocześnie dodając kolejne składniki do zaklęcia.
Jeszcze chwila i kolejny nieumarły powstanie, aby wypełniać jego wolę. Zapanowała przedłużająca się cisza. W końcu Selthus spojrzał na niego, a widząc niepewny wyraz twarz tamtego, zaklął.
- Może zginąć?! - warknął wściekły.
- Nic na to nie poradzę. Chciałbym, ale nie jest głupia. Zaraz wyczuje, że coś jest nie w porządku.
Zmrużył niebezpiecznie oczy. Uniósł ręce nad ciałem zakutego w zbroję wojownika. Niewiele miał już z elfa, ale wydawał się silnym żołnierzem, zapewne kiedyś.
- Może będę mógł coś poradzić? - zapytał bardziej siebie.
Selirion przestąpił nerwowo z nogi na nogę.
- Mów, wiesz że nie lubię czekać.
Nekromanta wywrócił oczami.
- Przeceniasz mnie. - wyszeptał zaklęcie, zaś istota z głuchym jękiem drgnęła.
Selirion zrobił się bardziej blady i odsunął najdalej jak mógł. Nigdy się nie przyzwyczaił.  
- Mógłbym ją zabrać w bezpieczne miejsce, przed atakiem. - wyszeptał, dotykając ciała nieumarłego.
Sprawdzał czy nie ma większych wad, czy reaguje odpowiednio, czy przypadkiem nie chce go zabić.
- Wykluczone. Jesteś naszym atutem. Nie podejmę ryzyka. Poza tym jeśli zginiesz, my wraz z tobą. Przyprowadzimy ją, co ostrzegam bardzo jej się nie spodoba. - stwierdził z szerokim uśmiechem.
- Nie dbam o jej gusta. Liczy się, że będzie żyła. - nadal nie patrzył na niego, jakby bał się tego co może dostrzec w oczach elfa.
- Polubiłeś tą samolubną księżniczkę. - Selirion zaśmiał się nerwowo.
- Może... dla mnie nie jest samolubna tylko... - zastanowił się szukając odpowiedniego słowa. - ...odległa.
Nie był jednak pewien czy właśnie to chciał powiedzieć. Może mimo wszystko miał jeszcze jakieś uczucia? Ukryte głęboko w mrocznym wnętrzu?
Scena rozpadła się na kawałki niczym rozbite szkło. Przez chwilę widział w jednym momencie wiele scen, przemieszanych ze sobą. Tyle śmierci... Jęknął, ale nie dane mu było się zbudzić. Zamiast tego przypomniało się coś innego i myśli natychmiast poszły tym właśnie torem.
W tej części snu, Selthus siedział zamyślony w wielkiej jaskini, którą łaskawie udostępniono. Mógł szybko dostać się do głównych tuneli prowadzących w stronę miasta. Serinal dotąd nie zauważyła jego nieobecności, albo wręcz przeciwnie, po prostu nie dbała o to co się dzieje gdy go nie potrzebuje. Selirion tymczasem krążył wokół nerwowo, nie bardzo wiedząc gdzie usiąść.
- Po co właściwie chcesz to robić? Przecież wiesz, równie dobrze jak ja, że w podziemiu te stworzenia nie są zupełnie potrzebne. - powtarzał, po raz setny chyba.
- Wiem, ale ja je lubię. - odparł z szerokim uśmiechem nekromanta. - Poza tym chcę sprawdzić czy potrafię.
- Strata czasu... - mamrotał pod nosem. - Właściwie po co jestem potrzebny?
Selthus przeciągnął się leniwie.
- Cóż... jeśli coś znowu się na mnie rzuci, miło by było gdybyś wtedy pomógł.
Elf nie wydawał się zbyt zachwycony, ale nic nie powiedział. Nekromanta wstał i podszedł do wielkiego, kamiennego stołu. Zostały na nim ułożone najróżniejsze przedmioty w tym migotliwe kryształy, zasuszone zioła, a nawet złoto. Wokół leżały błyszczące metalicznie ostrza, o egzotycznych kształtach. Selirion widząc jak towarzysz zapala powoli świece, zajrzał ciekawsko przez ramię.
- I co? To ma go ożywić? - zapytał nagle, a Selthus podskoczył wściekły.
- Mógłbyś się odsunąć?! Nie lubię jak ktoś mi sapie do ucha. - odparł, biorąc zakrzywiony nożyk.
Selirion mamrotał jeszcze przez chwilę przekleństwa na wszystkich nekromantów świata, poczym stanął pod ścianą. Selthus uniósł wysoko ręce i wyśpiewał dźwięcznie modlitwę w nieznanym języku. Złożył szybko ofiarę z gołębia, kropiąc krwią pobliską, miękką ziemię. Rzucił rozkruszony szafir, kilka złotych krążków, spalił niewielką kępkę ziół, cały czas powtarzając zaklęcia. Z ziemi zaczął się wydostawać mglisty opar. Wił się powoli, jakby obdarzony życiem, wokół mebli i nóg stojących w pomieszczeniu. Elf jęknął, ale nie wyszedł. Chyba był na to zbyt ciekawski. Zaraz za oparami, migotało delikatne, fioletowe światło. Gdy powietrze przeszył donośny świst, elfowi włosy stanęły dęba.
- Czy tak miało być? - wyszeptał.
Selthus spojrzał zdenerwowany.
- Nie gadaj tyle bo i ciebie złoże w ofierze. - powiedział, ponownie skupiając sie nad przywołaniem.
Szczerze, nie miał pojęcia czy właśnie tak miało być. Lubił eksperymentować, co często omal nie doprowadziło do śmierci jego lub innych. Musiał się jednak jakoś uczyć. Gdy świst zaczął wyjątkowo drażnić, wykrzywił twarz w grymasie bólu. W uszach strasznie dudniło, ale musiał wytrzymać jeszcze tylko chwilkę. Wokół zaczęły pękać wszystkie szklane przedmioty. Najpierw poszły flakoniki z ziołami i płynami. Rozprysły się na maleńkie kawałki w bezgłośnym krzyku. Następnie, dygoczące na półkach przedmiotach zaczynały spadać z brzdękiem na kamienną posadzkę. Gdy wybuchła szklana kula, uznał, że jednak wystarczy, bo następna zapewne będzie jego głowa. Gdy tylko to pomyślał, hałas zniknął tak nagle, że zachwiał się na nogach zaskoczony. Elf jęczał gdzieś nieopodal, przyciskając ręce do uszu z których ciekły strużki krwi. Nie miał jednak czasu aby się nim teraz przejmować. Zaintonował kolejne zaklęcia, praktycznie nie słysząc głosu. Miarowe dudnienie w głowie wszystko zagłuszało. W końcu z wilgotnej i miękkiej warstwy ziemi, coś się wynurzyło. Ciemne, i obrzydliwe, ale jednak nekromanta czuł narastającą dumę. Podłużny kształt za którym pojawiła sie reszta ciemnego cielska, stanął przed nim w całej okazałości. Rumak był koszmarem każdego, kto mógłby go ujrzeć. Skóra obciągnięta na sterczących kościach tak jakby zaraz miała pęknąć, zamiast oczu puste ślepia w których jarzył się złowrogi, fioletowy blask. Grzywa zrobiona z posklejanych wodorostów, stanowiła okropny kontrast do całości. Kopyta, nerwowo stukały o ziemię, niecierpliwe biegu.
- Selthusie to najbrzydsze... coś, co kiedykolwiek udało ci się stworzyć. - stwierdził elf, wstając.
Nekromanta przyjrzał się krytycznie dziełu. Musiał przyznać, że urodą nie grzeszył. Teoretycznie o to jednak chodziło.
- Wystarczy, że wytrzyma mój ciężar. - odparł, specjalnie ignorując żarty.
- Założę się o swój sztylet, że runie pod tobą. - Selirion najwyraźniej świetnie się bawił, mimo straszliwego bólu głowy.
- Umowa stoi. - odparł szybko, wskakując na konia.
Przez głowę przeszło mu, że na szczęście chociaż on nie chce go zabić, przynajmniej na razie. Gdy siedział, boleśnie wbijały mu się wystające kości kręgosłupa rumaka. Nie dał jednak po sobie niczego poznać. Skrzywił się znacznie, wyczuwając jak kosteczki pękają jedna po drugiej. Zaraz koń runie, a on wraz z nim. Nie uśmiechało mu się to, więc szybko zeskoczył z grzbietu. Przybrał dla niepoznaki beztroską minę.
- Widzisz? Wytrzymał. - powiedział klepiąc konia po boku.
Ten zaś właśnie w tym momencie, na jego oczach rozpadł się w drobny proszek. Wielka, biała czaszka stwora wylądowała na pozostałości z głuchym uderzeniem.
- Wygrałem! Marny z ciebie nekromanta, jak słowo daję. - elf śmiał się z małej porażki, a Selthus miał przemożną ochotę jednak złożyć kolejną ofiarę... większą.
- Ja wygrałem. Miał runąć pode mną, a nie obok. - zaśmiał się paskudnie, widząc nagłą zmianę w jego twarzy.
Elf chciał protestować, ale był na z góry straconej pozycji. Pogodzony z losem oddał szybko piękny, długi sztylet, ozdobiony czarnymi opalami.
- Dobrze jest z tobą robić interesy. - skwitował jeszcze nekromanta, idąc spokojnie w kierunku kamiennego stołu.
Będzie musiał jeszcze wiele poprawić. Przede wszystkim wytrzymałość rumaka. Gdy jednak tego dokona, będzie mógł go wezwać w dowolnej chwili.
© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock