Sceneria pozostała ta
sama, tylko czas uległ zmianie. Od tamtego wydarzenia Serinal zakazała
jakichkolwiek wędrówek. Szczegół, że nigdy mu na nie, nie pozwalano. Tłumaczyła
to tym, że jest cenny dla kultu. Uważał jednak, że po prostu jeszcze się nie
znudziła. Kilka dni później odwiedził go Selirion. Niósł wielki pęk kluczy i
jak zwykle uraczył go szerokim uśmiechem. Selthus jeszcze nie rozgryzł tego
elfa.
- Widzę, że jesteś jeszcze
wśród nas. Dobrze. - odparł, siadając nieopodal.
- Dlaczego miałbym nie
być? - pokazał dwie bransolety oznaczające niewolę.
- Kobiety to zmienne
bestie. Należy na nie uważać.
- Nie tylko na nie. -
odparł z krzywym uśmiechem.
Selirion zaśmiał się szczerze.
- Lubię cię Nwari.
Chodź, musisz rozruszać kości. - wyszli z komnat kapłanek.
Przeszli spory kawałek
drogi w milczeniu. Elf nagle dał mu coś błyszczącego.
- Udało mi się w końcu znaleźć.
Pomyślałem, że się ucieszysz. - odparł z dziwną miną.
Selthus delikatnie
włożył stary pierścień w którym uwięził duszę Elvera.
- Dziękuję, z jakiej
okazji? - zapytał, nadal mu nie ufając.
Elf wzruszył jednak
ramionami.
- Mam dług. Tamtej nocy,
w lesie... uratowałeś mnie i resztę oddziału. Nie zapominam takich rzeczy.
Selthus był zaskoczony,
ale nic więcej nie powiedział. Nie było potrzeby. Wyglądało na to, że pogłoski
i plotki o Mrocznych elfach, niekoniecznie były prawdziwe. Mieli jakieś tam
poczucie honoru, a ten fakt budził nadzieję. Ponownie wyszli na powierzchnię, w
zupełnie innym miejscu niż poprzednio. Panowała już noc, ale Selthus nie
wiedział ile czasu pozostało do świtu.
- Po co mnie tu
zabrałeś? - zapytał, rozglądając się niepewnie.
Wyczuwał wokół dziwną
aurę, śmierć musiała kiedyś tańczyć na polanie przed nimi.
- Według podań przodków
miała tu miejsce wielka bitwa. Stoczyli ją najlepsi wojownicy klanów jacy
kiedykolwiek istnieli. - zatoczył ręką łuk.
- Chcesz... nie, to nie
możliwe. - kręcił głową Selthus, krzyżując ręce na piersi.
- Chociaż spróbuj. Może
mógłbyś sprowadzić przynajmniej kilku?
- Po co? Budujesz armię?
- zaśmiał się chłopak.
Gdy jednak rozmówca
pozostał poważny, śmiech ugrzązł mu w gardle.
- Nie mówisz poważnie?!
Przecież masz już wielu wojowników!
- Tak, masz rację. Jednak
są zwykle wierni kapłankom. Tylko niewielu podziela moje zdanie. - Selirion usiadł
na zwalonym drzewie.
Przez chwilę milczeli,
co robiło się już kłopotliwe. Gdy uniósł oczy, widniała w nich nadzieja. Coś
czego Selthus nie się spodziewał ujrzeć.
- Wielu moich braci ma
już dość tego, jak rządzą nami kobiety kapłanki. - wykrzywił usta w grymasie.
Wstał nagle, dobywając
sztyletu i przyciskając mu go do gardła.
- Powiedz mi, ale
szczerze, kłamstwo od razu przejrzę. Czy już jesteś JEJ? Serinal ma kolejną
zabawkę? Jeśli mi pomożesz, przysięgam... uwolnię cię z tego całego bagna.
Selthus z nieodgadnioną
miną odsuną sztylet na bezpieczną odległość.
- Uwolnij NAS. Mnie i
Albisa, a dostaniesz armię. - odparł pewnym głosem.
- Jeśli mnie zdradzisz.
- wysyczał elf.
- To co? Zabijesz mnie?
Uwierz, są rzeczy gorsze od śmierci. Poza tym, dzięki temu twoja siostra
przekona się, że nie jestem zwierzątkiem. - straszny uśmiech sprawił, że elf odsunął
się na krok.
- Umowa stoi. Armia w
zamian za wolność. - wyciągnął dłoń.
Selthus uścisnął ją
mocno, kiwając głową.
- Będzie potrzebne wiele
rzeczy...
Przez sen uśmiechnął się
na wspomnienie kilku spokojniejszych raczej chwil, spędzonych w niewoli. Było
ciężko nie myśleć o bracie, ale nie miał wyboru. Musiał się skupić, gdyż
zajęcie wymagało absolutnej koncentracji. Jeszcze nigdy nie ocierał się tak
często o dziwną granicę między życiem a śmiercią. Selirion spełnił obietnicę.
Dostarczał wszelkich potrzebnych składników, przyrządów, a nawet ludzi.
Nekromanta nigdy jednak nie ośmielił się zapytać, skąd to wszystko bierze. Elf
wykradał go za każdym razem gdy kapłanka była wzywana do świątyni. Liczne
ceremonie nie pozwalały jej na zbyt częste spędzanie z nim czasu. Co tylko
ułatwiało zadanie. Gdy jednak była z nim, starała się przekonać do siebie.
Czasami godzinami rozmawiali o najróżniejszych rzeczach. Głównie ona mówiła,
dostarczając ważnych informacji, zamaskowanych tonami głupich słów, zupełnie
nie potrzebnymi. Musiał jednak przyznać, że czasami, na krótką chwilę,
zapominał przy niej kim są. Jakie pomiędzy wzniesiono granice uprzedzeń i
ograniczeń. Mógł w tych chwilach nawet odpocząć, od pogoni za śmiercią. Czasami
zabierała go na niedostępne dla innych gmachy, umiejscowione niemal przy samym
sklepieniu jaskini. Zdradzała wtedy marzenia o normalnym życiu. Aby móc stąpać
pośród blasku gwiazd. Słońca nie widziała nigdy, niesamowicie się go bała. Gdy
leżeli razem na jednej z półek skalnych, obserwując piękny taniec świecących
robaczków, zapytała nagle, nie patrząc na niego.
- Myślisz, że kiedyś
będzie to możliwe?
Selthus, na wpół już
drzemiąc, błądził ręką w jej długich włosach. Uwielbiał ich dotykać.
- Co?
Przewróciła się na
brzuch i wlepiła w niego błyszczące, rubinowe oczy.
- Och, przecież wiesz.
Jestem kapłanką. - dodała, dla podkreślenia położenia.
- I? Przecież właśnie
dlatego nic cię nie ogranicza.
Odwróciła się plecami.
Przez chwilę zdawało mu się, że widzi łzy w pięknych oczach.
- Nic nie rozumiesz.
Jesteśmy do siebie bardziej podobni niż sądzisz Nwari. - powiedziała
przegryzając mocno wargę.
Selthus skrzywił się
lekko, słysząc nadane przezwisko.
- Jestem Selthus nie
Nwari, zwierzątko, niewolnik lub własność. - odwarknął, siadając.
Serinal też usiadła. W
oczach malowało się coś, czego nie widział nigdy. Nagle pomyślał, że ta głupia
elfka zapałała do niego uczuciem. To było niepojęte i niepokojące. Spuściła
głowę, zakrywając jedwabistą falą włosów twarz.
- Nie chciałam... po
prostu, już się przyzwyczaiłam do tego imienia.
Selthus westchnął,
targany nagle wyrzutami sumienia. Czymś, o czym również zdążył już zapomnieć.
Przysunął się i odgarnął jej włosy z twarzy, a następnie pocałował w czoło,
lekko i szybko. Wciąż niepewny, na ile może sobie pozwolić. Spojrzała
zaskoczona, ale nie odeszła. Zamiast tego, przysunęła się bliżej.
- Możesz mnie nazywać
jak chcesz. - powiedział z uśmiechem. - Tylko nie jakiś dziwnym przezwiskiem,
albo kotku. Nienawidzę sformułowania... właściwie, lepiej też nie mów... - nie
dokończył, gdyż rzuciła się na niego, naciągając mocniej kaptur na głowę.
- Zawsze wszystko psujesz. - zaśmiała się a on pomyślał, że właściwie mógłby tu zostać... byle z nią.
- Zawsze wszystko psujesz. - zaśmiała się a on pomyślał, że właściwie mógłby tu zostać... byle z nią.