Nadeszła
mgła snu, rozwiewając się zupełnie... Mężczyzna wstał obolały z łóżka. Potarł
zmęczony, zdrętwiały kark. Nienawidził śnić. To było znacznie gorsze od
zwykłych wspomnień, których zresztą wystrzegał się jak ognia. W snach bowiem
nie miał władzy, nic nie mógł zrobić i zawsze przeżywał te same momenty. Do
znudzenia... Uśmiechnął się paskudnie na wspomnienie swego dawnego mistrza.
Xanidor był dobry dla niego... ale nic nie trwa wiecznie. Zadrżał od nieistniejącego
wiatru. Wstał i przeciągnął się leniwie. Wciąż panowała noc. Dom pozostawał w
uśpieniu. Selthus podszedł do okna i wyjrzał w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak
zagrożenia. Nic jednak nie dostrzegł, co go bynajmniej nie uspokoiło. Niemal
automatycznie wrócił do łóżka i szczelnie okrył się miękkim kocem.
- Xanidor... - wyszeptał i nerwowo rozejrzał się jakby w obawie przed atakiem.
Ułożył głowę na poduszce i ponownie zapadł w sen.
To co stało się potem, było niekończącym się pasmem nieszczęść. Po Elvero
zginęło jeszcze kilku, mniej ważnych żołnierzy i jeden rycerz. Ludzie zaczęli
obawiać się Twierdzy której nadano nazwę Siedliska Śmierci. Unikano jej i mieszkających
tam ludzi jak tylko się dało. Za wszystko oczywiście obwiniano Lorda, który powinien
ich chronić, zaś herb Sowy i ród Celadorów, powoli stały się nienawidzone. Nie
pomagał w całej sytuacji nienaturalny upór Lorda, który nie chciał wydać głowy
czarownika. Twierdził, że jego gość, nie ma on nic wspólnego z tymi
nieszczęśliwymi zgonami. Po części miał racje...
Selthus jak zwykle przebywał w pracowni Xanidora. Przeglądał księgi, od których
wielu innych dostałoby pomieszania zmysłów. Ostatnio dokonał ciekawego odkrycia
i chciał je wypróbować. Niestety tracił obiekty do swych badań. O żywych,
anonimowych ludzi było w tych czasach coraz trudniej. Na szczęście we wszystkim
służył mu pomocą Xanidor. Daleko na
zachodzie wciąż uznawano stare prawa, w tym niewolnictwo. To miało rozwiązać
ich mały problem z zasobami.
- Mistrzu spójrz co znalazłem. - powiedział chłopak, ukazując na otwartej dłoni
niewielki kamyk z pojedynczym, migoczącym znakiem.
Xanidor, który w tym czasie wyglądał lepiej niż kiedykolwiek, podszedł do niego
z uśmiechem.
- Bardzo dobrze. Musisz jednak uważać. Starożytne runy to nie zabawki. Nie zawsze
służą twym celom. Potrafią być bardzo... nieprzewidywalne. - poklepał go po
ramieniu i ruszył do wyjścia.
- Znowu wychodzisz? - zapytał ze zmartwieniem w głosie.
- Obowiązki nigdy nie są miłe. Muszę jednak spełnić w końcu prośbę twego ojca.
Niecierpliwi się coraz bardziej. - wyszedł z wieży znikając mu z oczu.
Selthus jeszcze przez chwilę stał w bezruchu zbyt podekscytowany aby móc
uwierzyć w swe szczęście. Zdobył tyle mocy o jakiej nigdy nie mógł śnić. Miał
nauczyciela, wielkiego czarownika, a w dodatku, na pewno razem, sprowadzą jego
matkę z martwych! Dzień nie mógł być już lepszy. Zamknął księgę, schował runę
do kieszeni i wybiegł z wieży. Czym prędzej skierował się do komnat swego
brata. Minęło wiele czasu od kiedy ostatnio rozmawiali, ale nie mógł się
przecież rozpraszać dla zwykłej słabości. Wielkie rzeczy wymagają poświęceń,
przynajmniej tak uważał jego Mistrz. Od czasu jego przyjazdu tu minęły ponad dwa
lata. Albis w tym czasie również nie próżnował. Doskonalił swoją wiedzę o
ziołach i już teraz potrafił wyleczyć niemal każde powszechne schorzenie. Nani
uparcie twierdziła że chłopak ma talent, ukryty gdzieś głęboko. Zapewne chciała
go z niego wydobyć. Selthus uśmiechnął się krzywo do swoich myśli. Przyjdzie
czas i na nią, jak tylko zabraknie mu obiektów. Musiał jednak jeszcze poczekać.
Xanidor twierdził, że nie powinien przez najbliższy czas eksperymentować na
żywych. Ale w końcu po co komu żywi? Martwi byli równie dobrzy. Taki Elvero, dla
przykładu. Miał zamiar niedługo złożyć mu wizytę w jego ślicznym mauzoleum. Na pewno
stęsknił się za dawnym uczniem.
Oczywiście nie śmiałby się oficjalnie sprzeciwić Mistrzowi. Musiał jeszcze tyle
się od niego nauczyć. Przyspieszył, wpadając do zielonej komnaty swego brata.
Pachniało tu ziołami i mokrą ziemią. Za namową Nani, Albis zmienił komnatę na
tą, w odleglejszym skrzydle. Miała piękny taras, łączący się z wielkim ogrodem.
Selthus jednak podejrzewał, że medyczka zrobiła to celowo, aby wyrwać Albisa
spod wpływu złego brata. Nie dbał o to. Gardził tą kobietą i wiedział, że ona
również nie darzyła go sympatią. Gdy jednak zobaczył ją teraz w komnatach brata,
z trudem powstrzymał swój temperament.
- Co tu robisz? - zapytał przez zęby, co nadało jego głosowi nieprzyjemne
brzmienie podobne do syku.
Kobieta uśmiechnęła się słodko.
- Udzielam mu lekcji, a jak myślisz. - spojrzała na niego z pożałowaniem. -
Wyglądasz zupełnie jak ten czarownik. Od kiedy to zacząłeś się ubierać jak on?
Selthus poprawił z dumą czarny płaszcz.
- Wyjdź. - powiedział, mrużąc niebezpiecznie oczy.
Wiedział, że jeśli ta jędza zaraz nie zniknie mu z oczu, zamieni ją w coś...
ciekawego. W końcu potrafił już wiele, teoretycznie. Albis uśmiechnął się
uspokajająco.
- Selthusie, chodźmy do ogrodu. Sami. - powiedział, spoglądając na kobietę.
Ta skinęła głową i wycofała się ale nie wyszła z komnaty, co zirytowało
chłopaka. Wraz z bratem ruszył do pięknego ogrodu. Skrzywił się czując
zmieszane słodkie zapachy.
- Czy wszystko w porządku? - zapytał Albis.
- Czy coś musi się stać, abym zechciał porozmawiać z własnym bratem? - zaśmiał
się Selthus.
- Nie tylko... ostatnio mało rozmawiamy. Wciąż przebywasz z tym czarownikiem
i... - nie dokończył, gdyż Selthus ostrym ruchem mu przerwał.
- Nie rozmawiajmy tu o tym. Widzę że masz... piękny ogród. - powiedział,
krzywiąc się lekko.
- Podoba ci się? Ostatnio nawet czarownik dał mi jedną roślinę. - pochwalił się
brat.
Selthus natychmiast spoważniał. Czego on mógł chcieć od Albisa? Przecież jego
brat był nikim. To z NIM chciał współpracować. A może już się znudził?
- Selthusie? Zbladłeś. - powiedział do niego, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Chłopak gwałtownie odrzucił jego rękę i uśmiechnął się wrednie. Przez te
miesiące świetnie wyćwiczył w sobie ten grymas, wyrażający zarazem absolutną
pogardę i utajoną groźbę.
- Jesteś ślepy? Zawsze tak wyglądam. - warknął, idąc w stronę zacienionej ławki
pod wielkim drzewem.
Albis stał jeszcze przez chwilę, zaskoczony tym nagłym wybuchem. Dopiero po
jakimś czasie usiadł obok niego.
- Chciałeś o czymś rozmawiać?
- Tak... ale nie wiem czy powinienem. - powiedział, unikając jego wzroku.
Nie był pewien jak jego młody brat zareaguje na informację o powrocie matki.
Dla niego było to absolutnie cudowne, ale on zmienił swój pogląd nawet na
mroczniejsze sztuki. Jego brat zaś był głupi i zaślepiony przez tą jędzę Nani.
- Powiedz mi... proszę. Przecież wiesz, że możesz mi zaufać. Kiedyś mówiliśmy
sobie wszystko. - Albis był podekscytowany.
Wpatrywał się w niego wielkimi oczami.
- Tak, kiedyś. - odparł Selthus z paskudnym grymasem. - Xanidor chce sprowadzić
naszą matkę. Do nas... rozumiesz? - zapytał chwytając go lodowatą ręką.
Albis wydawał się go nie słyszeć. Zmarszczył brwi i pokręcił głową.
- Ale ona nie żyje.
Selthus prychnął, wstając szybko. Zaczął krążyć wokół ławki i gestykulować
żywo.
- Nie bądź głupszy niż jesteś. Śmierć to tylko drobna niedogodność. Prawdziwy
czarownik potrafi i ją zwalczyć. - powiedział, z dumą unosząc głowę.
- C...co? Ty potrafisz? - również wstał, z niedowierzaniem kręcąc głową.
- Nie, ja nie umiem, ale Xanidor tak! On jest silny i mądry! Obiecał że ją
sprowadzi. To będzie już niebawem, a ja mu w tym pomogę. Czyż to nie cudowne?!
- chwycił go na przedramiona i potrząsnął. - Pomyśl! Znowu będziemy razem!
Będziemy rodziną.
Albis uśmiechnął się jakby sztucznie, co nie uszło uwadze Selthusa. Teraz
pożałował że dał się ponieść emocjom. Nic już jednak nie mógł na to poradzić.
- Tylko pamiętaj, nikomu nie możesz powiedzieć. Nie wolno ci. - ścisnął go
mocniej a na twarzy chłopca wyszedł grymas bólu.
- To boli, puść mnie!
- Obiecaj!
- Puść Selthusie! Obiecuję! - zaczął płakać.
Gdy został uwolniony pobiegł z płaczem do swoich komnat. Selthus jeszcze przez
chwilę stał w miejscu spoglądając na swoje dłonie.
- Co się ze mną dzieje? Kiedyś nigdy bym go nie skrzywdził. - ruszył szybko w
kierunku wieży czarownika, spychając na dno swego serca wszelkie skrupuły.
Resurgere and Grinmir-stock
Bardzo ciekawa i wciągająca opowieść. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńNo i udało mi się przeczytać. Naprawdę nieprzeciętna, niesamowita, niebywała, genialna i ekscytująca opowieść!!!!!!!!!!!! :3
OdpowiedzUsuńDzięki :D Fajnie wiedzieć że komuś się podoba ^^
OdpowiedzUsuńA w kolejnych dniach dodam następne części :D
Ekstra. Będę śledzić. :3
OdpowiedzUsuń~ autorka drugiego komentarza
38 yr old Web Developer II Eleen Beevers, hailing from Rimouski enjoys watching movies like Godzilla and Knife making. Took a trip to Abbey Church of Saint-Savin sur Gartempe and drives a Ferrari 250 GT LWB California Spider. Kliknij tutaj
OdpowiedzUsuń