środa, 4 czerwca 2014

Człowiek bez duszy cz. 17


Przybyła mgła, odwieczna towarzyszka wielu snów. Selthus obudził się na wygodnym łóżku. Pomacał wielki guz który zdążył już wyrosnąć. Obok siedziała w ciszy Serinal. Uśmiechnęła się szeroko. Miała  mleczno białe włosy, opadające na odkryte ramiona jedwabistą falą. Oczy koloru ciemnej czerwieni, niekiedy przechodziły w pomarańcz. Skórę nieco ciemniejszą od innych, zawsze pudrowała, aby nadać bardziej blady odcień. Miała na sobie jedwabną suknię koloru ciemnego fioletu z szerokimi rękawami wyszywanymi srebrnymi nićmi. Smukłą kibić ozdabiał ciężki pas przyozdobiony opalami mieniącymi się wszystkimi kolorami. Gdy się uśmiechała, większości mężczyzn topniało serce. Ona jednak lubiła je potem przebić sztyletem z kości słoniowej, w imię Bóstwa Ciemności.
Selthus podniósł się na rękach i usiadł jak najdalej.
- Dlaczego nie powiedziałeś kim jesteś? Byłbyś znacznie lepiej traktowany. - powiedziała dźwięcznym głosem.
- Wybacz Pani. - wykrzywił przy tym usta, nadając słowu pozory obelgi. - Na powierzchni często nekromanci spotykają się raczej z wrogością niż uwielbieniem.
Serinal spojrzała spod spuszczonych, długich rzęs.
- Nie jesteś na powierzchni. - dotknęła lekko jego ramienia, bawiąc się materiałem płaszcza. - Twoja... profesja, jest u nas bardzo ceniona. Niewielu potrafi to co ty. - wstała i przeciągnęła się leniwie.
Przypominała teraz kotkę, zmysłową i drapieżną.
- Gdzie jest mój brat? - zapytał bezpośrednio.
Wyraz twarzy elfki natychmiast uległ zmianie. Wydawała się znudzona i zła.
- Nie jest już twój, należy do mojej siostry. Pierwsza go znalazła, niestety. - wydęła dolną wargę w dziwnym kaprysie.
W Selthusie wezbrał gniew. Musiał się jednak hamować. Ona tu miała władzę, był tak jakby jej własnością i należało grać według zasad.
- Gdzie są inni mężczyźni? Ci którzy mi towarzyszyli? - zapytał, aby zmienić nieco temat.
- Znudzili mi się, są u naszego Boga. - odparła z dumą.
Nekromancie zrobiło się niedobrze. Najwyraźniej poświęcono ich podczas jego nieobecności. Ile zostało jeszcze czasu? Jak szybko i on się znudzi? Nie mógł zginąć. Nie teraz, gdy w końcu znalazł brata.
- Pokaż mi to. - powiedział nagle, wiedziony dziwnym przeczuciem.
Przez twarz dziewczyny przeszły uczucia podejrzenia, ale zaraz zostały zastąpione radością. Selthus zastanowił się czy chciała go przeciągnąć na swoją stronę? Coś planowała, to było bardziej niż pewne.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odparła, bawiąc się końcówkami długich włosów.
Selthus wiedział, że już podjęła decyzję, była zbyt radosna. Musiała jednak grać tą rolę. A on swoją. Przysunął się do niej i niepewnie odgarnął włosy z ramion. Drgnęła, ale nie odsunęła się od niego. Nekromanta uśmiechnął się do własnych myśli. A jednak... dobrze podejrzewał. Nachylił się i zaczął szeptać do ucha.
- Jesteś kapłanką... masz władzę.
Serinal uśmiechnęła się szeroko. Wzięła go za rękaw i pociągnęła ze sobą. Zachowywała się jak głupiutka dziewka, których pełno było na powierzchni. Selthus zastanowił się ile mogła mieć lat. Wiedział, że Mroczne elfy starzeją się inaczej od ludzi. Wyszli na długi korytarz, którego ścianki pokryto świecącą emalią. Tak wiele razy zmieniali kierunek, że już po chwili zgubił się w plątaninie. Gdy w końcu stanęli, zaparło mu dech w piersiach. Stał przed największym z  budynków, w zapomnianym przez światło słońca mieście. Upodobniono go do jakiegoś pałacu. Strzeliste wierze, pomalowano w barwne kolory które teraz, przez lata, porosły zielonymi i fioletowymi grzybami. W niemal każdym oknie paliło się blade światło.
- Widzisz? Każdy z tych kolorów reprezentuje inny aspekt ciemności. - pokazywała wielkie, barwne kolumny z błyszczącego kryształu.
Wznosiły się wysoko, wzdłuż wyłożonego srebrnymi płytkami chodnika.
- Myślałem, że ciemność ma tylko jeden odcień. - odparł idąc posłusznie za nią.
- Bo jesteś głupiutki. - dotknęła jego nosa, a chłopak ze zdumienia zamrugał kilkakrotnie.
- Co symbolizuje czerwony? - zapytał, przyglądając się pięknej robocie.
Kolumny nie były jednolite. Każda została ozdobiona innymi płaskorzeźbami. Akurat na czerwonej, po dokładniejszych oględzinach, dostrzegł sceny wojen i składania ofiar.
- Krew, śmierć, nienawiść ale i miłość, namiętność. - przysunęła się nieco do niego.
Teraz to ona szeptała do ucha.
- To też twój kolor, nekromancji. - wymruczała i pociągnęła go dalej.
Mijali szybko barwną alejkę słupów. Nigdy nie był w tej części miasta i jakoś nie żałował. Podejrzewał, że zaraz zniknie zasłona ułudy. Wrota do przybytku Bogów były równie pokaźne. Zrobione ze złota, szczegółowo ozdobione masą perłową i drogocennymi klejnotami które blado migotały w słabym oświetleniu. Pod czarnym murem budynku stali uzbrojeni strażnicy. Otworzyli wrota z taką łatwością, jakby były wykonane z mgły i cienia. Gdy nekromanta zobaczył kolejne kolumny, nie zdziwiło go to. Te jednak były całkowicie czarne, tak jak niemal każdy element wnętrza. Przedsionek świątyni był dla odwiedzających i wiernych. Ustawiono wszędzie kamienne ławy i wysokie podwyższenia, na których migotały fioletowe płomienie.
- Niezwykły kolor. - zainteresował się podchodząc.
- To magia. Powinieneś to wiedzieć najlepiej. - uśmiechnęła się ciągnąc go dalej.
Dotarli do części przeznaczonej jedynie dla kapłanów. Było to wielkie pomieszczenie, odgrodzone czerwoną kotarą. Wzdłuż, poustawiano uzbrojonych strażników. Mieściło ołtarz wykonany z obsydianu. Wielki i prosty, bez żadnych zdobień. Z tyłu ustawiono tron, a po bokach kilka mniejszych, zapewne dla kapłanów.
- Proszę... jesteśmy na miejscu. Czujesz? - zapytała rozpościerając ręce, jakby chciała polecieć. - Oddech Boga.
Selthus nic nie czuł, oprócz odoru starej krwi i pleśni. Pokiwał jednak głową aby jej nie drażnić. Podszedł niepewnie do ołtarza. Dotknął idealnie gładkiej powierzchni.
- Ilu już oddało na nim życie? - zapytał szeptem.
- Tylu ilu trzeba. - odparła podchodząc od tyłu.
Oparła mu głowę na ramieniu.
- Boisz się? - zapytała po chwili.
Jasne że się bał, trząsł się cały w środku wyczuwając coś dziwnego. Jakby wpatrzone w niego oczy. Zupełnie jak wtedy w mauzoleum, lata świetlne temu. Wciągnął ze świstem powietrze, gdy wydawało się że słyszy szepty w głowie. Coś jakby napierało na niego, chciało pociągnąć z sobą w głęboką czeluść.
- Nie. Jestem nekromantą, wyznaję kult śmierci. Tak jak wy. - odparł, odwracając się do niej.
Ta odpowiedź chyba ją zadowoliła, gdyż posłała mu słodki uśmiech. Zarzuciła ręce na szyję, na szczęście nie zauważając jak cały się spiął.
- Jesteś ciekawszy niż myślałam. Może nawet cię nie zabiję. Przynajmniej na razie. - powiedziała z zawadiackim uśmiechem.
Selthus miał ochotę ją udusić, ale nic nie zrobił. Nie w otoczeniu strażników. Po tej dość dziwnej wycieczce, wrócili do komnat. Zostawiła go samego, chcąc zapewne wziąć udział w kolejnych rytuałach. Gdy tylko zniknęła, napłynęła mgła snu.

Człowiek bez duszy cz. 16


Noc zastała go ponownie obolałego, ale już mógł wstać o własnych siłach. Ze zdziwieniem dotknął świeżych bandażów, nie czując bólu. Selirion nie spał za dnia, podobnie jak reszta elfów. Nikt nie odważył się zamknąć oczu, gdy horda elfich zombie przypatrywała się czarnymi ślepiami. Selthus zastanawiał się jednak, dlaczego nie został obudzony wcześniej?  Czyżby bali się teraz bardziej niż przypuszczał. Gdy wstał, wszyscy odetchnęli z ulgą. Z lekką pomocą Seliriona, podszedł do ogrodzenia w którym stało sześciu zombie. Każdy wyglądał chyba gorzej od poprzedniego. Jednego prawdopodobnie przeciwnicy wcześniej wzięli za cel strzelniczy, gdyż został przeszyty tyloma strzałami, iż przypominał raczej karykaturę jeżozwierza. Inny natomiast, nie miał głowy, pozostałe nosiły bardziej lub mniej widoczne ślady śmierci. Selthus pokiwał z zadowoleniem głową, obserwując swoje dzieło. Dotąd nie wiedział jak tego dokonał. Podejrzewał, że w chwili utraty przytomności musiał wyzwolić falę energii która przebudziła najbliższych umarłych. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos Seliriona.
- I jak? Możesz ich... echym... odesłać? - zapytał niepewnie elf.
- Oczywiście że tak. - odparł pewnym siebie głosem.
W duchu zaś modlił się aby jednak nie być w błędzie. Rozkazał zrobić przejście w obramowaniu, na co elfy zareagowały groźnym pomrukiem. Spełnili jednak polecenie. Nekromanta powolnym krokiem wszedł do środka, nie oglądając się za siebie. Wiedział, że zaraz po tym zamknięto szczelinę. Zapewne w tej właśnie chwili skazany został na śmierć, gdyż niewielu wierzyło w jego umiejętności i zdolność ich odwołania. Nie dbał o to. Teraz miał władzę, a oni musieli czekać na dalszy ruch. Selthus skrzywił się lekko, gdy ramienia dotknął jeden z umarłych. W szaleńczym tempie przypominał sobie wszystko ,co czytał o odsyłaniu takich  pokrak. Uniósł wysoko dłonie, nucąc zaklęcie.
- Odejdźcie do Krainy Cieni. - zaintonował na końcu.
Nic się jednak nie stało, a elfy za plecami dobyły broni, gotowe odeprzeć kolejny atak. Nie nastąpił jednak. Nieumarli wpatrywali się w niego tępo.
- Cudnie... armia półgłówków. - wyszeptał Selthus, załamując ręce.
- Co mówiłeś? - zapytał Selirion, podchodząc nieco do ogrodzenia. - Dlaczego nie działa?
- Dajcie mi... kostur... albo kij, byle długi. - powiedział do stojących elfów.
Nikt się nie poruszył. Chyba zesztywnieli przez strach. Selirion warknął coś w ich języku i dopiero wtedy kilku rzuciło się, aby poszukać czegoś odpowiedniego. Selthus jak gdyby nigdy nic, oparł się o ogrodzenie. Nie atakowali, a to uznawał za dobry znak. Gdy zamknął oczy skupiając umysł, wyczuwał ich istnienia. Czekające, gotowe do akcji, na JEGO rozkaz. Zdziwiło go to, ale nic nie powiedział. Gdy wróciły elfy niosąc ze sobą na szybko ostrugane kije, musiał wybrać najlepszy. Dwa z nich odrzucił, były zbyt krótkie, trzeci za krzywy, ale czwarty dobrze leżał w dłoni. Kiwnął głową i odwrócił się do zombie. Powtórzył zaklęcie, skupiając wolę i energię w kawałku drewna. Otworzył oczy dopiero gdy usłyszał za sobą westchnienie ulgi Seliriona. Umarli odeszli, upadli gdzie stali. Stanowili teraz wyjątkowo paskudny widok. Nekromanta spokojnie wyszedł z ogrodzenia. Przestało być już potrzebne. Oczy wszystkich ponownie spoczęły na nim. Westchnął, zmęczony, podpierając się na prowizorycznym kosturze.
- Macie zamiar tak się gapić, czy w końcu wyruszymy? - zapytał, szczerząc się w bezczelnym uśmiechu.
Wystarczyło aby w końcu ruszyli. Szybko zebrali ekwipunek i zwinęli prowizoryczny obóz. Nie chcieli jednak pochować ciał, nadal tkwiących w ogrodzeniu z pali. Selthus jednak stwierdził, że jeśli ich nie pochowają, pójdą za nimi do jaskiń. Uwaga przekonała elfy, sprawnie wykopali rów w którym ich złożyli.
Wejście prowadzące w dół do miasta, zlokalizowali szybciej niż podejrzewał. Wiedział, że mają ich sporo, ale tajemnicą było jak je odnajdują. Gdy zeszli pod ziemię, z westchnieniem pożegnał blask gwiazd.
- W końcu się przyzwyczaisz. - stwierdził Selirion.
- Wątpię. - warknął na to, szczelniej owijając się płaszczem.
Nienawidził jaskiń, ich wilgoci, zapachu pleśni, echa rozbrzmiewającego wszędzie wokół i oczywiście elfów.
- Co teraz ze mną będzie? - zapytał z krzywym grymasem.
- Wrócisz gdzie twoje miejsce. - odparł elf z dziwnym uśmiechem.
- Wiesz równe dobrze jak ja, że nie jest wraz z innymi maskotkami twojej siostry.
Selirion wzruszył tylko ramionami.
- Kto wie, może los przeznaczył ci inną rolę? Bądź jednak pewien, że jesteś tu teraz ważniejszy niż chce to przyznać Serinal. To może jej się nie spodobać. - poklepał go uspokajająco po plecach.
Doszli wraz z oddziałem do głównej sali. Olbrzymie sklepienie nikło daleko w mroku. Na ścianach przytwierdzono migoczące kryształy i fluorescencyjne grzyby. W oddali wynurzało się ciche z pozoru miasto Mrocznych elfów. Składało się z wyrytych w ścianach kamiennych domów i świątyń, które przyćmiewały jedna drugą. W oddali majaczyła największa, świątynia Boga Ciemności. Serinal była drugą w hierarchii kapłanką. O pierwszej nigdy nie słyszał, ale wiedział, że ona pociąga za sznurki. Gdy właśnie miał się udać do komnat, odprowadzany przez Seliriona, ujrzał "ducha". Stanął jak wryty, wpatrując się w drobną postać idącą w otoczeniu kapłanów.
- To nie możliwe... - wyszeptał.
Bał się mrugać, aby przypadkiem widok nie zniknął. Daleko przed nim szedł Albis. Dwa lata pobytu u Mrocznych zmieniły go. Miał już jedenaście lat, był wyższy niż zapamiętał, ale szczuplejszy. Nie miał kajdan, ani niczego co by oznaczało przynależność do kogoś. Kapłanki otaczały go jak ćmy płomień świecy. Szczebiotały wysokimi głosami w dziwnym języku. Albis po chwili również przystanął. Jego usta ułożyły się w bezgłośne imię.
- Selthus...
- Chodźmy, to nie twoje miejsce. - Selirion położył mu rękę na ramieniu, ale omal nie dostał za to między żebra.
Selthus, nie patrząc na nic, zaczął biec w kierunku Albisa. Ten zaś zrobił to samo. Nie dane im jednak było się spotkać. Zostali zatrzymali z obu stron. Selthusa złapali i unieruchomili strażnicy, a Albisa kapłanki. Nic nie mogli zrobić. Stał krzycząc ile sił w płucach najróżniejsze przekleństwa, obserwował z przerażeniem jak odciągają brata i prowadzą gdzieś w mroki jaskiń. Zaraz potem poczuł mocne uderzenie w tył głowy i zapanowała ciemność.
© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock