Noc zastała go ponownie
obolałego, ale już mógł wstać o własnych siłach. Ze zdziwieniem dotknął
świeżych bandażów, nie czując bólu. Selirion nie spał za dnia, podobnie jak
reszta elfów. Nikt nie odważył się zamknąć oczu, gdy horda elfich zombie
przypatrywała się czarnymi ślepiami. Selthus zastanawiał się jednak, dlaczego nie
został obudzony wcześniej? Czyżby bali
się teraz bardziej niż przypuszczał. Gdy wstał, wszyscy odetchnęli z ulgą. Z
lekką pomocą Seliriona, podszedł do ogrodzenia w którym stało sześciu zombie.
Każdy wyglądał chyba gorzej od poprzedniego. Jednego prawdopodobnie przeciwnicy
wcześniej wzięli za cel strzelniczy, gdyż został przeszyty tyloma strzałami, iż
przypominał raczej karykaturę jeżozwierza. Inny natomiast, nie miał głowy,
pozostałe nosiły bardziej lub mniej widoczne ślady śmierci. Selthus pokiwał z
zadowoleniem głową, obserwując swoje dzieło. Dotąd nie wiedział jak tego
dokonał. Podejrzewał, że w chwili utraty przytomności musiał wyzwolić falę
energii która przebudziła najbliższych umarłych. Z zamyślenia wyrwał go cichy
głos Seliriona.
- I jak? Możesz ich...
echym... odesłać? - zapytał niepewnie elf.
- Oczywiście że tak. -
odparł pewnym siebie głosem.
W duchu zaś modlił się
aby jednak nie być w błędzie. Rozkazał zrobić przejście w obramowaniu, na co
elfy zareagowały groźnym pomrukiem. Spełnili jednak polecenie. Nekromanta
powolnym krokiem wszedł do środka, nie oglądając się za siebie. Wiedział, że
zaraz po tym zamknięto szczelinę. Zapewne w tej właśnie chwili skazany został na
śmierć, gdyż niewielu wierzyło w jego umiejętności i zdolność ich odwołania.
Nie dbał o to. Teraz miał władzę, a oni musieli czekać na dalszy ruch. Selthus
skrzywił się lekko, gdy ramienia dotknął jeden z umarłych. W szaleńczym tempie
przypominał sobie wszystko ,co czytał o odsyłaniu takich pokrak. Uniósł wysoko dłonie, nucąc zaklęcie.
- Odejdźcie do Krainy
Cieni. - zaintonował na końcu.
Nic się jednak nie stało,
a elfy za plecami dobyły broni, gotowe odeprzeć kolejny atak. Nie nastąpił
jednak. Nieumarli wpatrywali się w niego tępo.
- Cudnie... armia
półgłówków. - wyszeptał Selthus, załamując ręce.
- Co mówiłeś? - zapytał
Selirion, podchodząc nieco do ogrodzenia. - Dlaczego nie działa?
- Dajcie mi... kostur...
albo kij, byle długi. - powiedział do stojących elfów.
Nikt się nie poruszył.
Chyba zesztywnieli przez strach. Selirion warknął coś w ich języku i dopiero
wtedy kilku rzuciło się, aby poszukać czegoś odpowiedniego. Selthus jak gdyby
nigdy nic, oparł się o ogrodzenie. Nie atakowali, a to uznawał za dobry znak.
Gdy zamknął oczy skupiając umysł, wyczuwał ich istnienia. Czekające, gotowe do
akcji, na JEGO rozkaz. Zdziwiło go to, ale nic nie powiedział. Gdy wróciły elfy
niosąc ze sobą na szybko ostrugane kije, musiał wybrać najlepszy. Dwa z nich odrzucił,
były zbyt krótkie, trzeci za krzywy, ale czwarty dobrze leżał w dłoni. Kiwnął
głową i odwrócił się do zombie. Powtórzył zaklęcie, skupiając wolę i energię w
kawałku drewna. Otworzył oczy dopiero gdy usłyszał za sobą westchnienie ulgi
Seliriona. Umarli odeszli, upadli gdzie stali. Stanowili teraz wyjątkowo
paskudny widok. Nekromanta spokojnie wyszedł z ogrodzenia. Przestało być już
potrzebne. Oczy wszystkich ponownie spoczęły na nim. Westchnął, zmęczony,
podpierając się na prowizorycznym kosturze.
- Macie zamiar tak się
gapić, czy w końcu wyruszymy? - zapytał, szczerząc się w bezczelnym uśmiechu.
Wystarczyło aby w końcu
ruszyli. Szybko zebrali ekwipunek i zwinęli prowizoryczny obóz. Nie chcieli
jednak pochować ciał, nadal tkwiących w ogrodzeniu z pali. Selthus jednak
stwierdził, że jeśli ich nie pochowają, pójdą za nimi do jaskiń. Uwaga przekonała
elfy, sprawnie wykopali rów w którym ich złożyli.
Wejście prowadzące w dół
do miasta, zlokalizowali szybciej niż podejrzewał. Wiedział, że mają ich sporo,
ale tajemnicą było jak je odnajdują. Gdy zeszli pod ziemię, z westchnieniem
pożegnał blask gwiazd.
- W końcu się przyzwyczaisz.
- stwierdził Selirion.
- Wątpię. - warknął na
to, szczelniej owijając się płaszczem.
Nienawidził jaskiń, ich
wilgoci, zapachu pleśni, echa rozbrzmiewającego wszędzie wokół i oczywiście
elfów.
- Co teraz ze mną będzie?
- zapytał z krzywym grymasem.
- Wrócisz gdzie twoje
miejsce. - odparł elf z dziwnym uśmiechem.
- Wiesz równe dobrze jak
ja, że nie jest wraz z innymi maskotkami twojej siostry.
Selirion wzruszył tylko ramionami.
- Kto wie, może los
przeznaczył ci inną rolę? Bądź jednak pewien, że jesteś tu teraz ważniejszy niż
chce to przyznać Serinal. To może jej się nie spodobać. - poklepał go
uspokajająco po plecach.
Doszli wraz z oddziałem
do głównej sali. Olbrzymie sklepienie nikło daleko w mroku. Na ścianach przytwierdzono
migoczące kryształy i fluorescencyjne grzyby. W oddali wynurzało się ciche z
pozoru miasto Mrocznych elfów. Składało się z wyrytych w ścianach kamiennych
domów i świątyń, które przyćmiewały jedna drugą. W oddali majaczyła największa,
świątynia Boga Ciemności. Serinal była drugą w hierarchii kapłanką. O pierwszej
nigdy nie słyszał, ale wiedział, że ona pociąga za sznurki. Gdy właśnie miał
się udać do komnat, odprowadzany przez Seliriona, ujrzał "ducha".
Stanął jak wryty, wpatrując się w drobną postać idącą w otoczeniu kapłanów.
- To nie możliwe... -
wyszeptał.
Bał się mrugać, aby
przypadkiem widok nie zniknął. Daleko przed nim szedł Albis. Dwa lata pobytu u
Mrocznych zmieniły go. Miał już jedenaście lat, był wyższy niż zapamiętał, ale
szczuplejszy. Nie miał kajdan, ani niczego co by oznaczało przynależność do
kogoś. Kapłanki otaczały go jak ćmy płomień świecy. Szczebiotały wysokimi
głosami w dziwnym języku. Albis po chwili również przystanął. Jego usta ułożyły
się w bezgłośne imię.
- Selthus...
- Chodźmy, to nie twoje
miejsce. - Selirion położył mu rękę na ramieniu, ale omal nie dostał za to
między żebra.
Selthus, nie patrząc na
nic, zaczął biec w kierunku Albisa. Ten zaś zrobił to samo. Nie dane im jednak
było się spotkać. Zostali zatrzymali z obu stron. Selthusa złapali i
unieruchomili strażnicy, a Albisa kapłanki. Nic nie mogli zrobić. Stał krzycząc
ile sił w płucach najróżniejsze przekleństwa, obserwował z przerażeniem jak
odciągają brata i prowadzą gdzieś w mroki jaskiń. Zaraz potem poczuł mocne
uderzenie w tył głowy i zapanowała ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz