środa, 4 czerwca 2014

Człowiek bez duszy cz. 16


Noc zastała go ponownie obolałego, ale już mógł wstać o własnych siłach. Ze zdziwieniem dotknął świeżych bandażów, nie czując bólu. Selirion nie spał za dnia, podobnie jak reszta elfów. Nikt nie odważył się zamknąć oczu, gdy horda elfich zombie przypatrywała się czarnymi ślepiami. Selthus zastanawiał się jednak, dlaczego nie został obudzony wcześniej?  Czyżby bali się teraz bardziej niż przypuszczał. Gdy wstał, wszyscy odetchnęli z ulgą. Z lekką pomocą Seliriona, podszedł do ogrodzenia w którym stało sześciu zombie. Każdy wyglądał chyba gorzej od poprzedniego. Jednego prawdopodobnie przeciwnicy wcześniej wzięli za cel strzelniczy, gdyż został przeszyty tyloma strzałami, iż przypominał raczej karykaturę jeżozwierza. Inny natomiast, nie miał głowy, pozostałe nosiły bardziej lub mniej widoczne ślady śmierci. Selthus pokiwał z zadowoleniem głową, obserwując swoje dzieło. Dotąd nie wiedział jak tego dokonał. Podejrzewał, że w chwili utraty przytomności musiał wyzwolić falę energii która przebudziła najbliższych umarłych. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos Seliriona.
- I jak? Możesz ich... echym... odesłać? - zapytał niepewnie elf.
- Oczywiście że tak. - odparł pewnym siebie głosem.
W duchu zaś modlił się aby jednak nie być w błędzie. Rozkazał zrobić przejście w obramowaniu, na co elfy zareagowały groźnym pomrukiem. Spełnili jednak polecenie. Nekromanta powolnym krokiem wszedł do środka, nie oglądając się za siebie. Wiedział, że zaraz po tym zamknięto szczelinę. Zapewne w tej właśnie chwili skazany został na śmierć, gdyż niewielu wierzyło w jego umiejętności i zdolność ich odwołania. Nie dbał o to. Teraz miał władzę, a oni musieli czekać na dalszy ruch. Selthus skrzywił się lekko, gdy ramienia dotknął jeden z umarłych. W szaleńczym tempie przypominał sobie wszystko ,co czytał o odsyłaniu takich  pokrak. Uniósł wysoko dłonie, nucąc zaklęcie.
- Odejdźcie do Krainy Cieni. - zaintonował na końcu.
Nic się jednak nie stało, a elfy za plecami dobyły broni, gotowe odeprzeć kolejny atak. Nie nastąpił jednak. Nieumarli wpatrywali się w niego tępo.
- Cudnie... armia półgłówków. - wyszeptał Selthus, załamując ręce.
- Co mówiłeś? - zapytał Selirion, podchodząc nieco do ogrodzenia. - Dlaczego nie działa?
- Dajcie mi... kostur... albo kij, byle długi. - powiedział do stojących elfów.
Nikt się nie poruszył. Chyba zesztywnieli przez strach. Selirion warknął coś w ich języku i dopiero wtedy kilku rzuciło się, aby poszukać czegoś odpowiedniego. Selthus jak gdyby nigdy nic, oparł się o ogrodzenie. Nie atakowali, a to uznawał za dobry znak. Gdy zamknął oczy skupiając umysł, wyczuwał ich istnienia. Czekające, gotowe do akcji, na JEGO rozkaz. Zdziwiło go to, ale nic nie powiedział. Gdy wróciły elfy niosąc ze sobą na szybko ostrugane kije, musiał wybrać najlepszy. Dwa z nich odrzucił, były zbyt krótkie, trzeci za krzywy, ale czwarty dobrze leżał w dłoni. Kiwnął głową i odwrócił się do zombie. Powtórzył zaklęcie, skupiając wolę i energię w kawałku drewna. Otworzył oczy dopiero gdy usłyszał za sobą westchnienie ulgi Seliriona. Umarli odeszli, upadli gdzie stali. Stanowili teraz wyjątkowo paskudny widok. Nekromanta spokojnie wyszedł z ogrodzenia. Przestało być już potrzebne. Oczy wszystkich ponownie spoczęły na nim. Westchnął, zmęczony, podpierając się na prowizorycznym kosturze.
- Macie zamiar tak się gapić, czy w końcu wyruszymy? - zapytał, szczerząc się w bezczelnym uśmiechu.
Wystarczyło aby w końcu ruszyli. Szybko zebrali ekwipunek i zwinęli prowizoryczny obóz. Nie chcieli jednak pochować ciał, nadal tkwiących w ogrodzeniu z pali. Selthus jednak stwierdził, że jeśli ich nie pochowają, pójdą za nimi do jaskiń. Uwaga przekonała elfy, sprawnie wykopali rów w którym ich złożyli.
Wejście prowadzące w dół do miasta, zlokalizowali szybciej niż podejrzewał. Wiedział, że mają ich sporo, ale tajemnicą było jak je odnajdują. Gdy zeszli pod ziemię, z westchnieniem pożegnał blask gwiazd.
- W końcu się przyzwyczaisz. - stwierdził Selirion.
- Wątpię. - warknął na to, szczelniej owijając się płaszczem.
Nienawidził jaskiń, ich wilgoci, zapachu pleśni, echa rozbrzmiewającego wszędzie wokół i oczywiście elfów.
- Co teraz ze mną będzie? - zapytał z krzywym grymasem.
- Wrócisz gdzie twoje miejsce. - odparł elf z dziwnym uśmiechem.
- Wiesz równe dobrze jak ja, że nie jest wraz z innymi maskotkami twojej siostry.
Selirion wzruszył tylko ramionami.
- Kto wie, może los przeznaczył ci inną rolę? Bądź jednak pewien, że jesteś tu teraz ważniejszy niż chce to przyznać Serinal. To może jej się nie spodobać. - poklepał go uspokajająco po plecach.
Doszli wraz z oddziałem do głównej sali. Olbrzymie sklepienie nikło daleko w mroku. Na ścianach przytwierdzono migoczące kryształy i fluorescencyjne grzyby. W oddali wynurzało się ciche z pozoru miasto Mrocznych elfów. Składało się z wyrytych w ścianach kamiennych domów i świątyń, które przyćmiewały jedna drugą. W oddali majaczyła największa, świątynia Boga Ciemności. Serinal była drugą w hierarchii kapłanką. O pierwszej nigdy nie słyszał, ale wiedział, że ona pociąga za sznurki. Gdy właśnie miał się udać do komnat, odprowadzany przez Seliriona, ujrzał "ducha". Stanął jak wryty, wpatrując się w drobną postać idącą w otoczeniu kapłanów.
- To nie możliwe... - wyszeptał.
Bał się mrugać, aby przypadkiem widok nie zniknął. Daleko przed nim szedł Albis. Dwa lata pobytu u Mrocznych zmieniły go. Miał już jedenaście lat, był wyższy niż zapamiętał, ale szczuplejszy. Nie miał kajdan, ani niczego co by oznaczało przynależność do kogoś. Kapłanki otaczały go jak ćmy płomień świecy. Szczebiotały wysokimi głosami w dziwnym języku. Albis po chwili również przystanął. Jego usta ułożyły się w bezgłośne imię.
- Selthus...
- Chodźmy, to nie twoje miejsce. - Selirion położył mu rękę na ramieniu, ale omal nie dostał za to między żebra.
Selthus, nie patrząc na nic, zaczął biec w kierunku Albisa. Ten zaś zrobił to samo. Nie dane im jednak było się spotkać. Zostali zatrzymali z obu stron. Selthusa złapali i unieruchomili strażnicy, a Albisa kapłanki. Nic nie mogli zrobić. Stał krzycząc ile sił w płucach najróżniejsze przekleństwa, obserwował z przerażeniem jak odciągają brata i prowadzą gdzieś w mroki jaskiń. Zaraz potem poczuł mocne uderzenie w tył głowy i zapanowała ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock