piątek, 23 maja 2014

Człowiek bez duszy cz. 15


Nekromanta był pewien, że czas powoli się kończy. Jak długo jeszcze będą zabawiali się jego losem? Westchnął, najciszej jak potrafił, a następnie na twarz wyszedł mu ten sam wredny i pewny siebie uśmiech. Nie mógł pokazać, że się boi. To oznaczałoby koniec. Szli jeszcze przez jakiś czas w nerwowym milczeniu. Selthus ponownie zrównał się z Selirionem.
- Dlaczego nie używacie koni? Szybciej byście dotarli, a resztę trasy przebyli pieszo. - elf wywrócił oczami.
- Nigdy do końca nie wiemy w jakim miejscu powierzchni wyjdziemy. Tworzymy tunele na bieżąco, ukryte wejścia do wnętrza miast, są następnie zawalamy. Nie wiedzielibyśmy gdzie zostawić konie. - zaśmiał się cicho.
Usłyszeli ostrzegawczy świst. Zwiadowcy z przodu pochodu dostrzegli wroga. Okazała się nią niewielka grupka Mrocznych elfów. Liczyli najwyżej piętnaście osób, ale wszyscy byli świetnie uzbrojeni.
- Nwari, zostajesz tutaj. Nie chcę powtórki nocy. - wyszeptał Selirion, mrużąc niebezpiecznie oczy.
Selthus chciał zaprotestować, ale jakiś elf mocno ścisnął mu ramię. Gdy tylko reszta grupy zniknęła z pola widzenia, opanowała go wściekłość. Nie dość, że jest więźniem, to jeszcze traktują go jak... jak śmiecia. Emocje w nim buzowały. Selirion zostawił do "pomocy" dwóch, młodych strażników. Siedzieli pod drzewem, spoglądając nieprzyjemnym wzrokiem. Musiał coś zrobić i to jeszcze tej nocy. W przeciwnym razie, już do końca będzie "Nwari". Nic nie znaczącym człowiekiem, który nawet nie potrafił walczyć. W ciemnych szatach wymacał niewielki woreczek z ziołami. Przygotował go wcześniej. Miał posłużyć w razie ucieczki. Rzucony, tworzył wyjątkowo paskudny odór, który po pewnym czasie paraliżował  ofiarę na kilka minut. Selthus, jak gdyby nigdy nic podszedł do nich z szerokim uśmiechem. Poruszał się ze spokojem, naturalnie. Mimo wszystko elfy spoglądały nieufnie. Widział w ich oczach wszystko co podejrzewał. Pogardę... Wciąż się uśmiechając, rzucił im pod nogi woreczek. Zanucił ciche zaklęcie które go uaktywniało. Przeciwnicy wstali, dobywając mieczy. Spod ziemi trysnęła zielona chmura. Nekromanta musiał odskoczyć, aby samemu nie stracić przytomności. Zdziwiła go siła sztuczki. Zadziałała szybciej niż oczekiwał.
- Ja to mam szczęście. Raz zaklęcia działają, a potem zupełnie nic się nie dzieje. - pokręcił zniesmaczony głową, niknąc w pobliskich zaroślach.
Prowadziły go odgłosy bitwy. Czuł przyspieszone bicie serca. Był strasznie podekscytowany, a wiedział, że to bynajmniej nie pomoże. Ostrożnie podszedł bliżej. Omal nie potknął się o ciało, które niewiele odznaczało się od podłoża. Nie znał ofiary i nie dbał o jego los. Podszedł bliżej, szykując zaklęcia. Od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Selirion był w odwrocie. Przeciwnicy, wrogi klan, okazał się znacznie liczniejszy niż zakładano. To była pułapka. Z przerażeniem obserwował, jak przyboczni elfa padają niczym muchy pod gradem strzał. Najwyraźniej, dodatkowy oddział wrogów ukrył się w koronach pobliskich drzew. Nekromanta zastanowił się jak będzie korzystniej. Wiedział, że jeśli Selirion zginie, teoretycznie zyska wolność. O ile oczywiście zdoła uciec przed tymi drugimi, na co raczej nie liczył. Nie miał zamiaru ponownie trafiać do lochów. Zacisnął mocno zęby i rzucił pierwsze zaklęcie. Rozbłysło niesamowicie silne światło, oślepiając wszystkich wokół. Mroczne elfy nie widzą zbyt dobrze za dnia. Niewielka, jasna kula, unosiła się nad ziemią jeszcze przez jakąś chwilę. Dzięki niej Selthus mógł spokojnie zlokalizować cele. Było ich więcej niż oczekiwał. Na drzewach siedziało około dwudziestu łuczników, a na ziemi piętnastu wojowników z zakrzywionymi ostrzami.
- Niedobrze... - wyszeptał.
Nie miał już odwrotu. Uniósł wysoko dłonie, chcąc przyzwać ducha elfa którego wcześniej zniewolił. Ku zaskoczeniu odpowiedział natychmiast. Selthus już się obawiał, że mroczne elfy są silniejsze od ludzi, znacznie trudniej będzie nad nimi zapanować. Cóż, najwyraźniej je przecenił.
Istota sunęła cicho kilka centymetrów od ziemi. Po przejściu trawa miała czarny kolor, jakby po spaleniu. Nekromanta z zainteresowaniem obserwował tą odmienność od Elvera. Zgromadzeni na polanie zaprzestali walki. Wpatrywali się z zaskoczeniem w widmo. Selthus wykonał lekki ruch dłonią, nakazując zmorze spełnić polecenie. Stwór wydał przeciągły świst, po czym zniknął z oczu, zagłębiając się w ziemi. Zapanowała niesamowita cisza przerywana jedynie przyspieszonymi oddechami elfów. Gdy nic się nie stało, z zaskoczeniem popatrzeli po sobie, po czym rzucili się na Selthusa. Ten jednak stał z niesamowitym spokojem w miejscu. Zastanawiał się kiedy w końcu się ruszą. Gdy byli zaledwie kilka metrów od niego, ziemia zadrżała pod stopami, a na twarz nekromanty wyszedł paskudny uśmiech. Spomiędzy traw wystrzeliły zgniłe pnącza, które szczelnie oplotły się wokół ofiar. Miały paskudny kolor i świeciły lekko na zielono. Mimo, że uwięzieni ścinali je, nadal odrastały w jeszcze większej liczbie. W końcu, tak dokładnie oplotły elfów, że przypominali jedynie jedną, skłębioną masę zieleni. Trzask łamanych kości mieszał się z krzykami. Jednak to cisza, która zapanowała po tym, była znacznie bardziej przerażająca. Selthus odwrócił się szybko w stronę ukrytych wśród drzew łuczników. Z zadowoleniem stwierdził, że większość do tej pory uciekła. Reszta zaczęła jednak uparcie strzelać. Nim zdążył się schować, dwie go przeszyły. Osunął się ukryty za pniem drzewa. Poszukał wzrokiem Seliriona. Elf prowadził grupę w kierunku wroga, ale nie mieli zbyt wielu łuczników. Nie stanowili więc większego zagrożenia.
- Wszystko muszę za nich robić. - warknął chłopak, dotykając z bolesnym grymasem wystające z ramienia strzały.
Wiedział, że długo już nie wytrzyma. Tamto zaklęcie podziałało lepiej niż przypuszczał, ale nie zostało już wiele czasu. Siły malały wraz z płynącą z niego krwią. Potrząsnął głową, chcąc odgonić zamroczenie które wzmagało się z każdą chwilą. Gdzieś z tyłu usłyszał krzyki, ale nie wiedział czy to wrogowie czy... przyjaciele. Choć, tym słowem raczej by ich nie nazwał. Dusza elfa nad którym zdobył panowanie już odpłynęła. Nie miał więc nic więcej do wykorzystania. Nagle zmrużył oczy i ponownie się uśmiechnął. Gdyby ktoś go wtedy widział, zapewne uciekłby przerażony straszliwym grymasem. Z niebezpiecznym błyskiem w oku, podczołgał się do pierwszego leżącego obok ciała.  W sumie na polu bitwy poległo wielu. Dla niego, bez różnicy było po której stronie walczyli. Jak to powiedział kiedyś Xanidor.
- Trup, to trup. Jesteś stworzony do rządzenia nimi.
Selthus kiwnął głową do myśli.
- Wstańcie więc... - uniósł obolałe dłonie nad ciałem.
Umarły momentalnie otworzył oczy. Nie miały one jednak dawnej barwy. Były całkowicie czarne. Zaczął nagle dygotać i wydawać straszliwe odgłosy, nie podobne do ludzkich. Selthus odskoczył przestraszony. Nigdy tego nie próbował, nawet o tym nie czytał. Nie sądził aby było możliwe, ale czy miał inne wyjście? Zacisnął mocno zęby i z niesamowitym wysiłkiem wrócił. Musiał go dotknąć, co wywoływało dreszcz przerażenia. Skóra umarłego była niesamowicie zimna, choć chłopak nie sądził aby zdążył tak szybko ostygnąć.
- Rozkazuję... wstań. - wyszeptał drżącym głosem.
Stwór natychmiast skierował na niego martw oczy. Nie poruszał się, tylko patrzył. Selthus dygotał teraz bardziej od niego. Gdy z niesamowitą szybkością skoczył, zaciskając mu na szyi sztywne palce, nie zdążył nawet krzyknąć. Walczył teraz o życie. Spleceni ze sobą przeturlali się na bok. Nekromanta nagle zdał sobie sprawę, że przecież wciąż nie ma broni. Musiał polegać tylko na sobie i umiejętnościach, ale czy potrafił? Nadal nie miał do nich zaufania. Raz działały, potem nie... jak ruletka. Z wysiłkiem odsunął ręce stwora i kopnął go w brzuch, odpychając nieco. Nie było jednak czasu na oddech. Istota szybko podniosła się i ponowiła atak. Selthus ledwie zdążył usiąść. Wyciągnął przed siebie dłoń i wkładając w to całą siłę umysłu i pewność siebie, wykrzyknął.
- Stój!
Nieumarły zamarł w połowie drogi. Usta wykrzywiły paskudny grymas, odsłaniając lśniące zęby. Selthus pokazał płynnym ruchem na walczących.
- Tam są wrogowie. Zabij ich dla mnie. - powiedział, a głos mu już nie drżał.
Stwór kiwnął sztywno głową i ruszył zabijać. Chłopak zaraz po tym zobaczył czarne plamy przed oczami i osunął się na miękką ściółkę.
Sen rozwiał się nagle ukazując dalsze wypadki. Miał straszny koszmar, którego nie pamiętał. Tylko oczy, świetliste punkciki majaczyły w umyśle. Wraz z przebudzeniem wrócił ból. Rwało go ramię i bok, z których już wydobyto strzały. Obok prowizorycznego łóżka złożonego ze skór zwierząt, siedział Selirion.
- Już myśleliśmy, że się nie obudzisz. - powiedział, podając kubek z parującym płynem.
Selthus jęknął i próbował usiąść, ale natychmiast dostał zawrotów głowy. Z trudem upił niewielki łyk i wypluł szybko zawartość.
- Bogowie! Chcesz mnie otruć?!
Doszły do niego śmiechy reszty elfów.
- Gdybym chciał nie rozmawialibyśmy teraz. - pokręcił głową, zamyślony. - Ocaliłeś nam skórę w tamtym lesie. Pamiętasz, co było potem?
Miał niezbyt ciekawą minę, a Selthus natychmiast zaczął mieć obawy, że ożywieniec narobił większych kłopotów. Pokręcił głową.
- Straciłem przytomność... czy, ktoś jeszcze zginął? - nie odważył się zadać pytania którego pragnął.
- Dzięki tobie, udało się uniknąć kolejnych strat. - powiedział, z szerokim uśmiechem. - Chociaż wciąż nie wiemy co zrobić... z nimi. - odparł, krzywiąc się przy tym i wskazując na ciemny kąt jaskini.
Znajdowało się tam prowizoryczne ogrodzenie z zaostrzonych do środka pali.
- Co? - zapytał Selthus, unosząc się z jękiem wyżej, aby lepiej widzieć.
- Gdy podobno straciłeś przytomność, reszta ciał nagle wstała i rzuciła się na przeciwników. Nie mieli szans... Najgorsze jest jednak to, że nadal... no, nadal żyją. - pomasował kark nie wiedząc co uczynić dalej.
Selthus zrobił wielkie oczy.
- Powinni się rozpaść. Twierdzisz, że ich dusze nadal tkwią w ciałach?! - wykrzyknął, opadając na posłanie.
- TAK! Nie wiemy jak się ich pozbyć! - wykrzyknął Selirion.
Selthus uśmiechnął się nagle szeroko. Nie zdawał sobie sprawy z własnej siły. Oni jednak też nie. A to oznaczało, że powinni brać go teraz pod uwagę.
- Jak odpocznę to ich odeślę. - odparł zamykając oczy.
- C...co? Mamy z nimi spać w jednej jaskini?! - oburzył się elf.
- Tak. Dotąd to robiliście. Choć nie wiem po co zrobiliście głupie obramowanie. To przecież i tak nic nie pomoże. - wyobrażał sobie jego minę.
Otworzył oczy aby napawać się przerażeniem, wściekłością i bezsilnością, kolejno malującymi się na twarzy elfa.
- Miłych snów Selirionie. - odparł, zasypiając.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock