Nekromanta był pewien,
że czas powoli się kończy. Jak długo jeszcze będą zabawiali się jego losem?
Westchnął, najciszej jak potrafił, a następnie na twarz wyszedł mu ten sam
wredny i pewny siebie uśmiech. Nie mógł pokazać, że się boi. To oznaczałoby
koniec. Szli jeszcze przez jakiś czas w nerwowym milczeniu. Selthus ponownie zrównał
się z Selirionem.
- Dlaczego nie używacie
koni? Szybciej byście dotarli, a resztę trasy przebyli pieszo. - elf wywrócił
oczami.
- Nigdy do końca nie
wiemy w jakim miejscu powierzchni wyjdziemy. Tworzymy tunele na bieżąco, ukryte
wejścia do wnętrza miast, są następnie zawalamy. Nie wiedzielibyśmy gdzie
zostawić konie. - zaśmiał się cicho.
Usłyszeli ostrzegawczy
świst. Zwiadowcy z przodu pochodu dostrzegli wroga. Okazała się nią niewielka
grupka Mrocznych elfów. Liczyli najwyżej piętnaście osób, ale wszyscy byli
świetnie uzbrojeni.
- Nwari, zostajesz
tutaj. Nie chcę powtórki nocy. - wyszeptał Selirion, mrużąc niebezpiecznie
oczy.
Selthus chciał
zaprotestować, ale jakiś elf mocno ścisnął mu ramię. Gdy tylko reszta grupy
zniknęła z pola widzenia, opanowała go wściekłość. Nie dość, że jest więźniem,
to jeszcze traktują go jak... jak śmiecia. Emocje w nim buzowały. Selirion
zostawił do "pomocy" dwóch, młodych strażników. Siedzieli pod
drzewem, spoglądając nieprzyjemnym wzrokiem. Musiał coś zrobić i to jeszcze tej
nocy. W przeciwnym razie, już do końca będzie "Nwari". Nic nie
znaczącym człowiekiem, który nawet nie potrafił walczyć. W ciemnych szatach
wymacał niewielki woreczek z ziołami. Przygotował go wcześniej. Miał posłużyć w
razie ucieczki. Rzucony, tworzył wyjątkowo paskudny odór, który po pewnym
czasie paraliżował ofiarę na kilka
minut. Selthus, jak gdyby nigdy nic podszedł do nich z szerokim uśmiechem.
Poruszał się ze spokojem, naturalnie. Mimo wszystko elfy spoglądały nieufnie.
Widział w ich oczach wszystko co podejrzewał. Pogardę... Wciąż się uśmiechając,
rzucił im pod nogi woreczek. Zanucił ciche zaklęcie które go uaktywniało. Przeciwnicy
wstali, dobywając mieczy. Spod ziemi trysnęła zielona chmura. Nekromanta musiał
odskoczyć, aby samemu nie stracić przytomności. Zdziwiła go siła sztuczki. Zadziałała
szybciej niż oczekiwał.
- Ja to mam szczęście.
Raz zaklęcia działają, a potem zupełnie nic się nie dzieje. - pokręcił
zniesmaczony głową, niknąc w pobliskich zaroślach.
Prowadziły go odgłosy
bitwy. Czuł przyspieszone bicie serca. Był strasznie podekscytowany, a wiedział,
że to bynajmniej nie pomoże. Ostrożnie podszedł bliżej. Omal nie potknął się o
ciało, które niewiele odznaczało się od podłoża. Nie znał ofiary i nie dbał o
jego los. Podszedł bliżej, szykując zaklęcia. Od razu zorientował się, że coś jest
nie tak. Selirion był w odwrocie. Przeciwnicy, wrogi klan, okazał się znacznie
liczniejszy niż zakładano. To była pułapka. Z przerażeniem obserwował, jak
przyboczni elfa padają niczym muchy pod gradem strzał. Najwyraźniej, dodatkowy
oddział wrogów ukrył się w koronach pobliskich drzew. Nekromanta zastanowił się
jak będzie korzystniej. Wiedział, że jeśli Selirion zginie, teoretycznie zyska
wolność. O ile oczywiście zdoła uciec przed tymi drugimi, na co raczej nie
liczył. Nie miał zamiaru ponownie trafiać do lochów. Zacisnął mocno zęby i
rzucił pierwsze zaklęcie. Rozbłysło niesamowicie silne światło, oślepiając
wszystkich wokół. Mroczne elfy nie widzą zbyt dobrze za dnia. Niewielka, jasna
kula, unosiła się nad ziemią jeszcze przez jakąś chwilę. Dzięki niej Selthus
mógł spokojnie zlokalizować cele. Było ich więcej niż oczekiwał. Na drzewach
siedziało około dwudziestu łuczników, a na ziemi piętnastu wojowników z
zakrzywionymi ostrzami.
- Niedobrze... -
wyszeptał.
Nie miał już odwrotu.
Uniósł wysoko dłonie, chcąc przyzwać ducha elfa którego wcześniej zniewolił. Ku
zaskoczeniu odpowiedział natychmiast. Selthus już się obawiał, że mroczne elfy
są silniejsze od ludzi, znacznie trudniej będzie nad nimi zapanować. Cóż,
najwyraźniej je przecenił.
Istota sunęła cicho
kilka centymetrów od ziemi. Po przejściu trawa miała czarny kolor, jakby po spaleniu.
Nekromanta z zainteresowaniem obserwował tą odmienność od Elvera. Zgromadzeni
na polanie zaprzestali walki. Wpatrywali się z zaskoczeniem w widmo. Selthus
wykonał lekki ruch dłonią, nakazując zmorze spełnić polecenie. Stwór wydał
przeciągły świst, po czym zniknął z oczu, zagłębiając się w ziemi. Zapanowała
niesamowita cisza przerywana jedynie przyspieszonymi oddechami elfów. Gdy nic
się nie stało, z zaskoczeniem popatrzeli po sobie, po czym rzucili się na
Selthusa. Ten jednak stał z niesamowitym spokojem w miejscu. Zastanawiał się
kiedy w końcu się ruszą. Gdy byli zaledwie kilka metrów od niego, ziemia
zadrżała pod stopami, a na twarz nekromanty wyszedł paskudny uśmiech. Spomiędzy
traw wystrzeliły zgniłe pnącza, które szczelnie oplotły się wokół ofiar. Miały
paskudny kolor i świeciły lekko na zielono. Mimo, że uwięzieni ścinali je, nadal
odrastały w jeszcze większej liczbie. W końcu, tak dokładnie oplotły elfów, że
przypominali jedynie jedną, skłębioną masę zieleni. Trzask łamanych kości
mieszał się z krzykami. Jednak to cisza, która zapanowała po tym, była znacznie
bardziej przerażająca. Selthus odwrócił się szybko w stronę ukrytych wśród
drzew łuczników. Z zadowoleniem stwierdził, że większość do tej pory uciekła.
Reszta zaczęła jednak uparcie strzelać. Nim zdążył się schować, dwie go
przeszyły. Osunął się ukryty za pniem drzewa. Poszukał wzrokiem Seliriona. Elf
prowadził grupę w kierunku wroga, ale nie mieli zbyt wielu łuczników. Nie
stanowili więc większego zagrożenia.
- Wszystko muszę za nich
robić. - warknął chłopak, dotykając z bolesnym grymasem wystające z ramienia
strzały.
Wiedział, że długo już
nie wytrzyma. Tamto zaklęcie podziałało lepiej niż przypuszczał, ale nie
zostało już wiele czasu. Siły malały wraz z płynącą z niego krwią. Potrząsnął
głową, chcąc odgonić zamroczenie które wzmagało się z każdą chwilą. Gdzieś z
tyłu usłyszał krzyki, ale nie wiedział czy to wrogowie czy... przyjaciele. Choć,
tym słowem raczej by ich nie nazwał. Dusza elfa nad którym zdobył panowanie już
odpłynęła. Nie miał więc nic więcej do wykorzystania. Nagle zmrużył oczy i
ponownie się uśmiechnął. Gdyby ktoś go wtedy widział, zapewne uciekłby
przerażony straszliwym grymasem. Z niebezpiecznym błyskiem w oku, podczołgał
się do pierwszego leżącego obok ciała. W
sumie na polu bitwy poległo wielu. Dla niego, bez różnicy było po której
stronie walczyli. Jak to powiedział kiedyś Xanidor.
- Trup, to trup. Jesteś
stworzony do rządzenia nimi.
Selthus kiwnął głową do myśli.
- Wstańcie więc... - uniósł
obolałe dłonie nad ciałem.
Umarły momentalnie
otworzył oczy. Nie miały one jednak dawnej barwy. Były całkowicie czarne.
Zaczął nagle dygotać i wydawać straszliwe odgłosy, nie podobne do ludzkich.
Selthus odskoczył przestraszony. Nigdy tego nie próbował, nawet o tym nie
czytał. Nie sądził aby było możliwe, ale czy miał inne wyjście? Zacisnął mocno
zęby i z niesamowitym wysiłkiem wrócił. Musiał go dotknąć, co wywoływało
dreszcz przerażenia. Skóra umarłego była niesamowicie zimna, choć chłopak nie
sądził aby zdążył tak szybko ostygnąć.
- Rozkazuję... wstań. -
wyszeptał drżącym głosem.
Stwór natychmiast
skierował na niego martw oczy. Nie poruszał się, tylko patrzył. Selthus dygotał
teraz bardziej od niego. Gdy z niesamowitą szybkością skoczył, zaciskając mu na
szyi sztywne palce, nie zdążył nawet krzyknąć. Walczył teraz o życie. Spleceni
ze sobą przeturlali się na bok. Nekromanta nagle zdał sobie sprawę, że przecież
wciąż nie ma broni. Musiał polegać tylko na sobie i umiejętnościach, ale czy
potrafił? Nadal nie miał do nich zaufania. Raz działały, potem nie... jak
ruletka. Z wysiłkiem odsunął ręce stwora i kopnął go w brzuch, odpychając
nieco. Nie było jednak czasu na oddech. Istota szybko podniosła się i ponowiła
atak. Selthus ledwie zdążył usiąść. Wyciągnął przed siebie dłoń i wkładając w
to całą siłę umysłu i pewność siebie, wykrzyknął.
- Stój!
Nieumarły zamarł w
połowie drogi. Usta wykrzywiły paskudny grymas, odsłaniając lśniące zęby.
Selthus pokazał płynnym ruchem na walczących.
- Tam są wrogowie. Zabij
ich dla mnie. - powiedział, a głos mu już nie drżał.
Stwór kiwnął sztywno
głową i ruszył zabijać. Chłopak zaraz po tym zobaczył czarne plamy przed oczami
i osunął się na miękką ściółkę.
Sen rozwiał się nagle
ukazując dalsze wypadki. Miał straszny koszmar, którego nie pamiętał. Tylko
oczy, świetliste punkciki majaczyły w umyśle. Wraz z przebudzeniem wrócił ból.
Rwało go ramię i bok, z których już wydobyto strzały. Obok prowizorycznego
łóżka złożonego ze skór zwierząt, siedział Selirion.
- Już myśleliśmy, że się
nie obudzisz. - powiedział, podając kubek z parującym płynem.
Selthus jęknął i
próbował usiąść, ale natychmiast dostał zawrotów głowy. Z trudem upił niewielki
łyk i wypluł szybko zawartość.
- Bogowie! Chcesz mnie
otruć?!
Doszły do niego śmiechy
reszty elfów.
- Gdybym chciał nie
rozmawialibyśmy teraz. - pokręcił głową, zamyślony. - Ocaliłeś nam skórę w
tamtym lesie. Pamiętasz, co było potem?
Miał niezbyt ciekawą
minę, a Selthus natychmiast zaczął mieć obawy, że ożywieniec narobił większych
kłopotów. Pokręcił głową.
- Straciłem
przytomność... czy, ktoś jeszcze zginął? - nie odważył się zadać pytania którego
pragnął.
- Dzięki tobie, udało
się uniknąć kolejnych strat. - powiedział, z szerokim uśmiechem. - Chociaż
wciąż nie wiemy co zrobić... z nimi. - odparł, krzywiąc się przy tym i
wskazując na ciemny kąt jaskini.
Znajdowało się tam
prowizoryczne ogrodzenie z zaostrzonych do środka pali.
- Co? - zapytał Selthus,
unosząc się z jękiem wyżej, aby lepiej widzieć.
- Gdy podobno straciłeś
przytomność, reszta ciał nagle wstała i rzuciła się na przeciwników. Nie mieli
szans... Najgorsze jest jednak to, że nadal... no, nadal żyją. - pomasował kark
nie wiedząc co uczynić dalej.
Selthus zrobił wielkie
oczy.
- Powinni się rozpaść.
Twierdzisz, że ich dusze nadal tkwią w ciałach?! - wykrzyknął, opadając na
posłanie.
- TAK! Nie wiemy jak się
ich pozbyć! - wykrzyknął Selirion.
Selthus uśmiechnął się
nagle szeroko. Nie zdawał sobie sprawy z własnej siły. Oni jednak też nie. A to
oznaczało, że powinni brać go teraz pod uwagę.
- Jak odpocznę to ich odeślę.
- odparł zamykając oczy.
- C...co? Mamy z nimi
spać w jednej jaskini?! - oburzył się elf.
- Tak. Dotąd to
robiliście. Choć nie wiem po co zrobiliście głupie obramowanie. To przecież i
tak nic nie pomoże. - wyobrażał sobie jego minę.
Otworzył oczy aby
napawać się przerażeniem, wściekłością i bezsilnością, kolejno malującymi się
na twarzy elfa.
- Miłych snów
Selirionie. - odparł, zasypiając.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz