piątek, 23 maja 2014

Człowiek bez duszy cz. 14


Szybko zaprowadził go do czekającego już z oddziałem Seliriona. Było ich trzydziestu, w tym dziesięciu łuczników. Elf uśmiechnął się do niego.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowy?
Selthus zamrugał, zaskoczony oczami.
- Ty mówisz serio? Wychodzimy? - zapytał dla pewności.
Selirion przybrał poważny wyraz twarzy.
- Tylko tam nie będzie oczu i uszu ciemności. Kapłanki nic nie usłyszą. - wyszedł przez wielkie, kamienne wrota.
Szli przez jakiś czas w milczeniu. Selthus czuł wyjątkowe zdenerwowanie. Gdy jednak na twarzy poczuł zimny, rześki wiatr, uśmiechnął się szeroko. Czuł jakby nie oglądał nieba od niepamiętnych czasów. Zdziwił się, że wciąż jest na swoim miejscu, piękne jak nigdy przedtem. Na zewnątrz panowała noc. Było zimno i z przerażeniem stwierdził, że spędził w podziemiach mniej czasu niż przypuszczał. Spojrzał niepewnie na towarzysza.
- Ile u was gościłem?
Selirion zamyślił się. idąc spokojnie przez gęsty, mroczny las. Nie potrzebował światła aby widzieć najdrobniejsze nierówności terenu.
- Niemal dwa lata. To i tak więcej niż się spodziewałem. Masz szczęście, że nadal żyjesz. A teraz nie gadaj, tylko chodź. Jeszcze daleka droga przed nami.
Przez dłuższy czas szli w całkowitym milczeniu. W Selthusie tymczasem narastały obawy. A jeśli wyruszyli po to, aby go potem zamordować? W końcu nie było lepszej po temu okazji. Gdy rozbili pierwszy obóz w jakiejś niewielkiej jaskini, aby schronić się przed blaskiem dnia, obawy narosły do niesamowitych rozmiarów. Usiadł w kącie i spoglądał na towarzyszy z podejrzeniem. Rozpalili niewielki ogień, nad którym przypiekali mięso. Selthus westchnął przeciągle i zaczął przeglądać jedną z magicznych ksiąg. Niewiele rozumiał z bełkotu na pożółkłych stronach. Doszedł do wniosku, że albo napisał ją geniusz, albo kompletny idiota.  Oparł zmęczoną głowę o skałę. Obserwował spod przymkniętych powiek. Czuł się senny tą całonocną wędrówką. Ból nóg i wszystkich mięśni utrudniał sen. Przez cały czas uwięzienia i odpoczynek w komnatach kapłanki, odwykł od wysiłku. Poza tym przejął odmienny cykl dnia i nocy mrocznych elfów. Nim zdążył zareagować, zapadł w sen we śnie...
Zbudził go ostry głos Seliriona. Potrząsał mocno jego ramieniem.
- Wstawaj, pora wyruszać. - szeptał, zaś ciemne oczy błyszczały mu w półmroku.
Selthus jęknął i odebrał suszone mięso wraz z lodowatą wodą. Od tego też odwykł. Do tej pory miał do dyspozycji całkiem smaczne jedzenie, sprowadzane specjalnie dla kapłanek z najdalszych zakątków mrocznego świata elfów. Wstał jednak, rozcierając bolące mięśnie. Wziął przykład z elfich towarzyszy. Zachowywali się cicho i pewnie. On jednak, mimo starań był głośny i strasznie niezdarny. Gdy potknął się o garnek i narobił niesamowitego hałasu, spojrzeli wrogo.
- Co?! Nie każdy widzi tu w ciemności. - odparł wściekły.
Od tej pory nazywali go "Nwari", co  w ich języku znaczyło "Niezdarny". Kolejna noc zeszła im na męczącej wędrówce, w trakcie której starał się jeszcze bardziej nie zasłużyć na to imię. Niestety, im bardziej próbował, tym większym był pośmiewiskiem. Gdy szedł w niewielkim oddaleniu z Selirionem, ten stwierdził.
- Nie próbuj nam zaimponować. Nie jesteś jednym z nas. Bądź sobą, gdyż właśnie dlatego jeszcze żyjesz.
Selthus nie bardzo rozumiał te słowa.
- A kim w waszych oczach jestem? Nwari? Żałosnym człowiekiem, czy kolejną ofiarą Bóstwa Ciemności? - zapytał, jednocześnie intuicyjnie gładząc woreczek z runami, schowany w jednej z kieszeni płaszcza.
- Nwari nie jest obrazą. Powinieneś być wdzięczny, że zechcieli poświęcić czas aby wynaleźć ci imię. Dzięki temu nie jesteś już bezimienny. - wzruszył ramionami, a Selthusowi zrobiło się niedobrze.
Był dla nich niczym, tak jak się spodziewał. Selirion nagle przystanął na jakiś lekki dźwięk przypominający pisk gryzonia. To był sygnał, że dotarli do celu. Przykucnął i pociągnął go za sobą.
- Co się... - nie dokończył, gdyż elf ruchem ręki nakazał ciszę.
Nachylił się i szepnął mu do ucha.
- To wrogie plemię mrocznych. Jeśli ich wybijesz, zasłużysz sobie szacunek. Musisz działać szybko. Ruszaj... - popchnął go lekko w kierunku, z którego dobiegały ciche odgłosy rozmowy.
Chłopak był przerażony. Ręce mu się trzęsły, a w głowie miał tylko pustkę. Niewiele pamiętał z dawnych nauk Mistrza. Poza tym, z wyjątkiem kilku ziół które udało się uzbierać w drodze, nie miał żadnych innych materiałów. A przecież nekromancja wymagała ciał i zaklętych dusz. Zacisnął mocno zęby i wziął głęboki oddech. Wiedział już, że zaraz zginie, jeśli czegoś nie wymyśli. Zaczął nerwowo wertować zbutwiałe karty księgi, ale w tych ciemnościach nic nie widział.  Poza tym i tak nie potrafił rozczytać tego bełkotu.
- Co powtarzał Mistrz? Co zrobić w takiej sytuacji? Gdy wszystko zawiedzie? - szeptał bezgłośnie, starając się odciąć od dobiegających zewsząd odgłosów.
Ktoś trącił go z tyłu, chcąc zapewne dać znać, że ma się pospieszyć. Pogorszyło to tylko sytuację. Jak miał powiedzieć, że nic nie pamięta? Gdy otworzył oczy już znał odpowiedź. Było mu wszystko jedno, cieszył się jedynie, że nie zginie w śmierdzącym lochu, albo przywiązany do lodowatego ołtarza, niczym jagnię. Ostatni wdech i wyszedł dumnie na ścieżkę, tuż przed spory oddział wroga. Zaskoczył ich, przez krótką chwilę miał przewagę.
Uśmiechnął się paskudnie i rzucił jedyną rzeczą którą miał pod ręką... księgą. Trafiła jednego w twarz, doprowadzając tym do wściekłości resztę. Tak szybko, jak tego dnia, nigdy jeszcze nie biegł. Przez nieuwagę potknął się o wystający korzeń i zniknął z oczu, ukryty przez gęsto rosnące krzaki. Nie wiedział czy bardziej wściekły był na przeklęte elfy, Seliriona, czy samego siebie, że uciekł i jednak nie dał się zadźgać. Miałby to już za sobą. Koniec z poniżeniem, niepewnością i strachem. Tymczasem, jego odrażający towarzysze będą musieli wymyśleć nowe imię. Ciekawe, jak w ich języku mówiło się "strachliwy zając"... Z tyłu dochodziły odgłosy bitwy. Najwyraźniej faktycznie nie mieli zamiaru puścić go wolno. Po jakimś czasie zapanowała cisza, a on modlił się, sam nie wiedział do kogo, aby nie zostać odnalezionym. Bał się oddychać, czuł, że zdradzi bicie serca słuchać niczym dzwon. Gdy ktoś kopnął go mocno w bok, jęknął przerażony i odwrócił się, chcąc odeprzeć kolejne. Nie zdołał... Jeszcze teraz na wspomnienie tamtej nocy, czuł ból we wszystkich żebrach. Pobili go nim przyszedł Selirion. Właściwie jednak nie był pewny czy nie stał z boku, przyglądając się wszystkiemu. W końcu był mrocznym elfem, a po nich wszystkiego można się spodziewać. Podniesiono go brutalnie z ziemi, ale nie był w stanie ustać na nogach o własnych siłach. Spojrzał w niewyrażającą żadnych uczuć twarz Seliriona. Obejrzał go i na koniec wymierzył solidny cios w szczękę, po którym chłopak stracił przytomność. Obudził się w tej samej jaskini, w której zatrzymali się wcześniej na dzień. Miał już owinięte bandażem żebra, ale nadal oddychał z trudem. Gdy usiadł, omal nie zemdlał od niesamowitego bólu który opanował ciało. Wypluł z ust piasek, zapewne dostał się tam, gdy upadł twarzą w błoto. Reszta elfów przyglądała się nieufnie. Jedli spokojnie jakiś śmierdzący gulasz. Selirion przyniósł parującą miskę i wetknął siłą w zdrętwiałe palce.
- Jedz, gdy nadejdzie noc mam nadzieję, że nie przyniesiesz kolejnego wstydu. – powiedział, oddalając się szybko.
Selthus odprowadził go wściekłym wzrokiem i z apetytem zjadł gorące jadło. Pogładził leżącą obok księgę i zastanowił się dlaczego jeszcze żyje. Zapytałby swego elfiego towarzysza, ale nie wiedział czy otrzyma odpowiedź, czy tylko kolejny cios. Gdy zjadł, ponownie otworzył księgę i zaczął z uwagą studiować zawiłe teksty. Nadal nic nie rozumiał, ale była ona jedynym co miał, więc uznał, że skoro żyje, nie może się poddać. Zemsta stała się jego paliwem…
Noc nadeszła szybciej niż podejrzewał. Tym razem jednak miał zamiar pokazać kilka sztuczek. Udało mu się w ciągu dnia dobrać do ciała zabitego elfa, co spotkało się z otwartą krytyką reszty. Odpowiednio przygotował najważniejsze części ciała. Odciął bujne, srebrzyste włosy, wyciął serce… Przygotował nową mieszankę ziół, ale brak było kamieni szlachetnych, dlatego zastosował zamiennik, w postaci szarych, rzecznych. Miał nadzieję, że doprowadzi chociaż do tego samego efektu jak wtedy, przy pierwszym spotkaniu z Mrocznymi elfami. Śmierdzące opary nie były w sumie takie złe. Gdy wyruszali, był gotowy. Mimo strasznego bólu czuł tremę i coś na kształt dumy, mimo, że za wcześnie jeszcze na to. Tym razem zapuścili się znacznie dalej na terytorium drugiego klanu. Selirion ponownie podszedł i położył mu mocno rękę na ramieniu.
- Dobrze radzę, tym razem nic nie próbuj. Żyjesz tylko dlatego, że ich powstrzymałem. Nie łudź się jednak, że następnym razem zrobię to samo. - twarz nie wyrażała żadnych uczuć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock