Gdy w końcu zdjęto
kaptur, rozejrzał się czujnie. Z początku nic nie widział. Odepchnęła go fala
smrodu gdy doszła do nosa. Znajdował się w jakiejś wielkiej jaskini, której
koniec niknął w mroku. Wokół były kraty, wykonane z przezroczystego kryształu świecącego
słabym światłem. Nie dostrzegł więcej źródeł światła. Nie siedział jednak sam.
W niewielkich celach spali ludzie. Niektórzy mieli na sobie zbroje z herbami
Lodów dla których niegdyś walczyli. Leżeli obok inni, w obdartych łachmanach, w
najróżniejszym wieku. Było ich zbyt wielu, aby można wszystkich dostrzec.
- Gdzie jest mój brat?!
- wykrzyknął, idąc w kierunku krat.
Natychmiast też oberwał
tępym narzędziem i znalazł się na ziemi, przyciskając ręce do obolałej głowy.
- Stul pysk. -
wychrypiał ktoś i odszedł od celi.
Sen rozmył się w jedną,
czerwoną falę bólu. Selthus usiadł na łóżku, macając obolałą głowę. Czaszkę
rozsadzał niesamowity ból, jakby galopowała po niej zbrojna konnica. Jęknął
podejrzewając, że to skaranie pańskie. Mimowolnie przypomniał sobie tamte pełne
grozy chwile. Nie pamiętał już ile dni spędził w lochu. W ciemnościach, nie
mógł rozróżnić wędrówki słońca. Co gorsza, wciąż nie miał żadnych informacji o
Albisie. Podejrzewał, że go zabili. Dwa razy dziennie dostawał coś, zapewne
mającego być jedzeniem. Niesamowicie śmierdzącą, odrażająca papkę, i kubek
brudnej wody. Najpierw nie jadł, mając nadzieję że jakoś się wydostanie. Mylił
się... Kraty były odporne na wszelką magię. Przywołania nie wychodziły, a głód
stawał się coraz silniejszy. Co gorsza gdy spał, musieli go przeszukać, gdyż
zabrali pierścień z duszą Elvero. W końcu musiał zjeść. Przy pierwszej próbie
znalazł w jedzeniu robaka i zwymiotował. Oberwał za to od strażnika po żebrach
i następnym razem zjadł wszystko.
Zapadł ponownie w sen.
Wspomnienia napłynęły jeszcze szybciej ukazując lochy. Zauważył, że co jakiś
czas wybierają spośród więźniów dwóch, czasami trzech. Nikt jeszcze nie wrócił.
Gdy już stracił wszelką nadzieję na wolność, przyszedł gość. Z początku go nie
rozpoznał. Dopiero gdy się odezwał, drgnął nerwowo, odsuwając od niego jak
najdalej. Mroczny elf uśmiechnął się szeroko. To był ten sam, który go pojmał.
- Widzę, że zażywasz
naszej słynnej gościnności? - zadrwił, opierając się plecami o kratę.
Selthus odwzajemnił
wredny uśmiech. Nie chciał dać mu satysfakcji.
- Nie narzekam. Liczyłem
na coś więcej. - odparł, zadziornie
unosząc głowę.
Elf przez chwilę nie
potrafił ukryć zdumienia. Widać, spodziewał się błagania o litość.
- Słyszałem, że
nekromanci to twarde sztuki, ale mnie zaskoczyłeś. Jesteś młody. - kiwał przez
chwilę głową, jakby do własnych myśli.
- I co z tego? Nawet
ktoś taki jak ja, z łatwością cię zabije. - stwierdził nekromanta, nie
spuszczając wzroku.
- No proszę. Ledwo
trzymasz się na nogach a mi grozisz? - zaśmiał się głośno.
Selthus strzepnął z
szaty wielkiego pająka spacerującego leniwie.
- Nie lekceważ mnie.
Mogę wydawać się słaby, ale tak nie jest. Wiesz, co dzieje się z nekromantą gdy
umiera? - zrobił stosowną pauzę. - Zamienia się w Lisza. A wiesz co potrafią
Lisze?
Mroczny elf już się nie
uśmiechał. Wstał i bez słowa wyszedł, zostawiając nekromantę samego z mrocznymi
myślami.
- Nie złamiesz mnie... -
wyszeptał jeszcze w próżnię.
Nie pamiętał co działo
się potem. Sen łaskawie to pominął. Pominął godziny nerwowego wyczekiwania na
odrażający pokarm, próby odrzucenia myśli o śmierci brata i wiele innych
katuszy, których doznawał. Rozmyły się w mglistą plamę. Gdy ponownie obraz się
wyostrzył, zobaczył znanego elfa. Znowu go odwiedził. Ostatnio bywał tu coraz
częściej. Z monotonnych rozmów dowiedział się, że ma na imię Selirion, jest
dowódcą całego oddziału i jednym z książąt. Starał się być dla więźnia miły,
ale Selthus nigdy mu nie ufał.
- Mam niespodziankę. -
powiedział nagle, podając mu pakunek.
Nekromanta ostrożnie go
rozwinął i tylko siłą woli powstrzymał się przed zjedzeniem wszystkiego na jego
oczach. Był tam chleb, twardy ale zawsze, kawałek wędzonego mięsa i bukłak z winem, dość wodnistym, ale dla Selthusa
był to najlepszy trunek jaki pił kiedykolwiek.
- To jakiś podstęp? -
zapytał z pełną buzią.
- Nie, powiedzmy że ktoś
chce abyś żył. - po tych słowach ponownie wyszedł.
***
Proszę o komentowanie ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz