piątek, 9 maja 2014

Człowiek bez duszy cz. 12


Gdy w końcu zdjęto kaptur, rozejrzał się czujnie. Z początku nic nie widział. Odepchnęła go fala smrodu gdy doszła do nosa. Znajdował się w jakiejś wielkiej jaskini, której koniec niknął w mroku. Wokół były kraty, wykonane z przezroczystego kryształu świecącego słabym światłem. Nie dostrzegł więcej źródeł światła. Nie siedział jednak sam. W niewielkich celach spali ludzie. Niektórzy mieli na sobie zbroje z herbami Lodów dla których niegdyś walczyli. Leżeli obok inni, w obdartych łachmanach, w najróżniejszym wieku. Było ich zbyt wielu, aby można wszystkich dostrzec.
- Gdzie jest mój brat?! - wykrzyknął, idąc w kierunku krat.
Natychmiast też oberwał tępym narzędziem i znalazł się na ziemi, przyciskając ręce do obolałej głowy.
- Stul pysk. - wychrypiał ktoś i odszedł od celi.
Sen rozmył się w jedną, czerwoną falę bólu. Selthus usiadł na łóżku, macając obolałą głowę. Czaszkę rozsadzał niesamowity ból, jakby galopowała po niej zbrojna konnica. Jęknął podejrzewając, że to skaranie pańskie. Mimowolnie przypomniał sobie tamte pełne grozy chwile. Nie pamiętał już ile dni spędził w lochu. W ciemnościach, nie mógł rozróżnić wędrówki słońca. Co gorsza, wciąż nie miał żadnych informacji o Albisie. Podejrzewał, że go zabili. Dwa razy dziennie dostawał coś, zapewne mającego być jedzeniem. Niesamowicie śmierdzącą, odrażająca papkę, i kubek brudnej wody. Najpierw nie jadł, mając nadzieję że jakoś się wydostanie. Mylił się... Kraty były odporne na wszelką magię. Przywołania nie wychodziły, a głód stawał się coraz silniejszy. Co gorsza gdy spał, musieli go przeszukać, gdyż zabrali pierścień z duszą Elvero. W końcu musiał zjeść. Przy pierwszej próbie znalazł w jedzeniu robaka i zwymiotował. Oberwał za to od strażnika po żebrach i następnym razem zjadł wszystko.
Zapadł ponownie w sen. Wspomnienia napłynęły jeszcze szybciej ukazując lochy. Zauważył, że co jakiś czas wybierają spośród więźniów dwóch, czasami trzech. Nikt jeszcze nie wrócił. Gdy już stracił wszelką nadzieję na wolność, przyszedł gość. Z początku go nie rozpoznał. Dopiero gdy się odezwał, drgnął nerwowo, odsuwając od niego jak najdalej. Mroczny elf uśmiechnął się szeroko. To był ten sam, który go pojmał.
- Widzę, że zażywasz naszej słynnej gościnności? - zadrwił, opierając się plecami o kratę.
Selthus odwzajemnił wredny uśmiech. Nie chciał dać mu satysfakcji.
- Nie narzekam. Liczyłem na coś więcej.  - odparł, zadziornie unosząc głowę.
Elf przez chwilę nie potrafił ukryć zdumienia. Widać, spodziewał się błagania o litość.
- Słyszałem, że nekromanci to twarde sztuki, ale mnie zaskoczyłeś. Jesteś młody. - kiwał przez chwilę głową, jakby do własnych myśli.
- I co z tego? Nawet ktoś taki jak ja, z łatwością cię zabije. - stwierdził nekromanta, nie spuszczając wzroku.
- No proszę. Ledwo trzymasz się na nogach a mi grozisz? - zaśmiał się głośno.
Selthus strzepnął z szaty wielkiego pająka spacerującego leniwie.  
- Nie lekceważ mnie. Mogę wydawać się słaby, ale tak nie jest. Wiesz, co dzieje się z nekromantą gdy umiera? - zrobił stosowną pauzę. - Zamienia się w Lisza. A wiesz co potrafią Lisze?
Mroczny elf już się nie uśmiechał. Wstał i bez słowa wyszedł, zostawiając nekromantę samego z mrocznymi myślami.
- Nie złamiesz mnie... - wyszeptał jeszcze w próżnię.
Nie pamiętał co działo się potem. Sen łaskawie to pominął. Pominął godziny nerwowego wyczekiwania na odrażający pokarm, próby odrzucenia myśli o śmierci brata i wiele innych katuszy, których doznawał. Rozmyły się w mglistą plamę. Gdy ponownie obraz się wyostrzył, zobaczył znanego elfa. Znowu go odwiedził. Ostatnio bywał tu coraz częściej. Z monotonnych rozmów dowiedział się, że ma na imię Selirion, jest dowódcą całego oddziału i jednym z książąt. Starał się być dla więźnia miły, ale Selthus nigdy mu nie ufał.
- Mam niespodziankę. - powiedział nagle, podając mu pakunek.
Nekromanta ostrożnie go rozwinął i tylko siłą woli powstrzymał się przed zjedzeniem wszystkiego na jego oczach. Był tam chleb, twardy ale zawsze, kawałek wędzonego mięsa i  bukłak z winem, dość wodnistym, ale dla Selthusa był to najlepszy trunek jaki pił kiedykolwiek.
- To jakiś podstęp? - zapytał z pełną buzią.
- Nie, powiedzmy że ktoś chce abyś żył. - po tych słowach ponownie wyszedł.

***
Proszę o komentowanie ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock