Selthus z krzykiem
obudził się we własnym łóżku. Był bezpieczny, a sen odpłynął. Wytarł pot z
czoła i z drżeniem poszedł w stronę kuchni. Ciężko usiadł przy drewnianym stole
i zaparzył mocną herbatę.
- Nie ma mowy. Na pewno
już nie zasnę. - upił duży łyk, parząc sobie język.
Tyle lat minęło od
wydarzenia w wieży. Dotąd jednak nie wiedział, czy na pewno zabił Mistrza. W końcu, z takimi umiejętnościami,
mógł nawet nie być człowiekiem. Wtedy wydawało się to wszystko takie proste.
Teraz zaś, gdy wiedział już więcej, miał wrażenie, że cienie tylko czekają aby
zaatakować. I nie tylko one. Selthus nachylony nad kubkiem, wspominał. Czarownik zniknął, podobno spłonął wraz z wieżą. Wiedział
jednak, że tacy nie odchodzą łatwo. Lord zaś teoretycznie przeżył. Życiem
jednak by tego nie nazwał. Selthus wstał z jękiem i powlókł się z powrotem do
łóżka. Był zbyt zmęczony aby walczyć ze snem. Miał nadzieję, że tej nocy zaśnie
już spokojnie. Nienawidził wspomnień...
Sen nadszedł szybciej,
niż się spodziewał. Gdy tylko głowa dotknęła poduszki, odpłynął w otulającą
mgiełkę. Biegł... z trudem łapał powietrze. Gardło rozrywał niesamowity ból.
Przez napływające do oczu łzy, niewiele widział. Za nim, powoli rozbrzmiewały
krzyki przerażenia.
- Pożar! Pali się wieża
Czarownika! - krzyczeli nadbiegający ludzie.
Nikt nie zwracał uwagi
na biegnącego, niosącego nieprzytomnego chłopca. Nikt ich nie widział... Przystanął,
opierając Albisa o pobliską ścianę.
- Wybacz mi... -
powtarzał bez przerwy.
Wiedział, że musiał jak
najszybciej uciec, ale bał się o brata. Nie wyglądał najlepiej. Był chorobliwie
blady i oddychał szybko, jakby trzymał go w objęciach koszmar. Jedyną osobą
która mu teraz przychodziła do głowy, a której mógł zaufać, była właśnie Nani.
Uniósł brata i ciężko stawiając kroki, skierował się w stronę jej niewielkiego
domku. Chata nie była pokaźna, ot skupisko kamieni i dziurawego dachu. Domostwo
znajdowało się nieco dalej od środka zamku, niemal przytulone do murów.
Nani stała przy oknie, obserwując
szalejący żywioł. Otworzyła im drzwi i niemal krzyknęła, widząc grobową minę
Selthusa.
- Coś ty zrobił!
Potworze! - wykrzyknęła, układając delikatnie nieprzytomnego Albisa na stole.
- To nie ja... - zdołał
tylko wychrypieć, po czym osunął się na pobliskie krzesło. - Błagam... pomóż
mu.
Nani nawet na niego nie
spojrzała. Widać było, że nie wierzyła w ani jedno słowo. Szybko zbadała Albisa
i zrobiła mocno pachnący napar z ziół. Wprawnie wlała mu nieco do gardła. Po
tym zabiegu zaczął już lżej oddychać. Nadal jednak pozostawał nieprzytomny.
Nani zaczęła ucierać zioła i rzucała niespokojne spojrzenia, siedzącemu w ciszy
Selthusowi. Chłopak spoglądał tępo w jeden, nieokreślony punkt. Miał znużony
wyraz twarzy i fioletową szyję, na której widniały ślady palców. Trzymał się za
lewy bok, w który uderzył Xanidor. Kobieta westchnęła głośno i podeszła bliżej.
- Co tam się stało? Co zrobiłeś?!
- potrząsnęła nim.
Selthus jakby dopiero
teraz ją spostrzegł. Poruszał ustami, ale nie wydobywał się z nich żaden
dźwięk. Nani po chwili dała sobie spokój i podeszła do okna, aby stamtąd
obserwować całą scenę. Pożar powoli przenosił sie na pobliskie budynki. Jej dom
był jednak daleko, przypuszczała, że do tego czasu strażnicy zdążą nad nim
zapanować. Gdy Selthus z jękiem powlókł się w kierunku śpiącego Albisa, kobieta
zacisnęła mu mocno palce na nadgarstku. Była szybka, gdy na czymś jej zależało.
- Co ty robisz?! Chcesz
go jeszcze dobić? - wysyczała wściekła.
Pokręcił przecząco głową,
zbyt przerażony aby myśleć racjonalnie. Wiedział tylko, że muszą uciekać i to
szybko.
- Odejdź! Uciekaj stąd
potworze! Zostaw go. Bez ciebie będzie bezpieczniejszy! - za każdym wymawianym
słowem, coraz bardziej popychała go w stronę drzwi.
- Ale... to mój brat. -
wyszeptał przez łzy.
- I co z tego?! To nie
przeszkodziło tobie i czarownikowi w wykorzystaniu go! - wykrzyknęła w furii. -
Uciekaj! Albo klnę się na Bogów, że cię zabiję. Nikt i tak nie będzie płakał.
Zawsze byłeś monstrum. Stworzonym do zła. Ja od dawna to wiedziałam. Tylko ja
się nie myliłam. Tylko ja miałam rację... - mówiła coraz bardziej gorączkowo,
jednocześnie sięgając po leżący na stoliku nożyk.
Selthus widząc to,
zaczął się bezwładnie cofać, aż poczuł za plecami chropowatą ścianę.
- Proszę... nie możesz.
To mój brat. Nie mogę odejść bez niego. - mamrotał.
- Odejdziesz. Już ja o
to zadbam. - powiedziała kobieta, , idąc powoli z paskudnym uśmiechem.
Tak mocno zacisnęła
palce na nożu, że kostki zbielały. Gdy dzieliło ją zaledwie kilka kroków, zza
pleców dobiegł słaby głos Albisa.
- Selthusie? C...czy
wszystko w porządku? Co tu robimy? - zapytał, z trudem siadając.
Rozejrzał się
nieprzytomnym wzrokiem wokół i gdy dostrzegł Nani, uśmiechnął promiennie.
Kobieta ukryła przed nim nóż w fałdach szarej sukni.
- Już dobrze maleńki.
Twój brat właśnie wychodził. - posłała Selthusowi złowrogie spojrzenie.
- Co? Nie, nie może.
Selthusie, miałem straszne sny. - załkał, a brat wyminął Nani i przytulił go.
- Już dobrze. To były
tylko sny. Wiesz, że w nie się nie wieży, prawda? - zapytał, z trudem
zdobywając się na uśmiech.
Albis spojrzał mu prosto
w oczy.
- Wiem...
Z zewnątrz dobiegały
coraz głośniejsze krzyki. Pożar wzrósł na sile i pochłonął całą wieżę, niszcząc
ją doszczętnie. Na szczęście dzielni ludzie powoli go opanowywali.
- Muszę iść i pomóc. Na
pewno będzie wielu rannych. Nie ruszajcie się stąd. - wysyczała, patrząc
groźnie na Selthusa.
Ten jednak zupełnie jej
już nie widział, gładził tylko delikatnie po głowie Albisa. Gdy wyszła, szybko
ruszył w kierunku drzwi i wyjrzał, obserwując wszystko uważnie.
- Selthusie! Nie
zostawiaj mnie samego! - wykrzyknął za nim brat.
- Spokojnie, nigdzie nie
idę. - zmrużył niebezpiecznie oczy.
Nie ufał jędzy. Chciała
go zabić aby mieć Albisa tylko dla siebie. Musieli uciekać, ale najpierw chciał
sprawdzić co z ojcem.
- Zaraz wrócę, a ty ani
drgnij. - spojrzał na niego ostro i wyszedł, głuchy na błagania.
Biegł szybko i zwinnie,
przyciśnięty do ścian budynków. Ludzie idący z pomocą, nie mogli go widzieć.
Dostał się w pobliże zamku i pobiegł do komnat. Musiał zabrać co się da. Miał
złe przeczucia. Jeśli ojciec przeżył... mogło to znaczyć koniec. Chciał zabić
Albisa, a teraz gdy pokrzyżowano mu plany ożywienia żony, na pewno zechce
unicestwić i jego. W akcie zemsty. W komnacie zamku szybko pakował do torby
ciepłe odzienie i tyle złota, ile tylko mógł znaleźć. Następnie zakradł się do
kuchni, która była pusta. Ludzie w panice wybiegli na zewnątrz, chcąc pomóc lub
uciec jak najdalej. Zabrał trochę jedzenia i obładowany, wybrał się w drogę
powrotną do domu Nani. To, co zobaczył, doprowadziło go jednak do furii. Jędza
ich wydała. Stała tam, pokazując na dom. Rozmawiała z grupką rycerzy. Na pewno
naopowiadała im potwornych rzeczy. Pewnie według niej, to on podłożył ogień. Choć
nie był do końca pewien, czy tak nie było w rzeczywistości. Obszedł sprawnie
dom i już chciał wejść od tyłu, gdy przez przypadek spojrzał w kierunku
płonących domów. Na ich tle odznaczała się postać człowieka. Zrazu wziął go za
zwykłego rycerza, lecz gdy kilku podbiegło do nieznajomego i oddało pokłony,
wiedział że ojciec przeżył.
Przełknął z trudem
ślinę. Nagle gardło wyschło na wiór. Wszedł od tyłu do domku i zabarykadował szybko
frontowe drzwi. Albis spoglądał ze zdumieniem wymalowanym na twarzy.
- Co robisz? Nani będzie wściekła. - powiedział, unosząc się na
rękach do pozycji siedzącej.
- Nie wątpię. Niech się
cieszy, że zabraknie mi czasu aby ją odpowiednio... nagrodzić. - powiedział z
krzywym uśmiechem. - Dasz radę iść? Musimy uciekać.
Gdy skończył mówić, ktoś
zaczął się dobijać do drzwi.
- Otwierać w imię Lorda
Zamku! - wrzeszczał tubalny głos.
- Chodź! Szybko, wstawaj!
Musimy uciekać! - wykrzyknął, biorąc brata za rękę i ciągnąc w kierunku drugich
drzwi.
Ucieczka, we wspomnieniach była jedną rozmytą plamą
chaosu. Niewiele pamiętał. Tylko ogień, krzyki i ból. Wszechogarniający strach.
Udało im się ukraść konie, uciekli w całym zamieszaniu w las. Selthus nie
wiedział gdzie się udać. Nie miał innej rodziny. Krewni matki mieszkali zbyt
daleko. A ojca... lepiej było o nich nie mówić. Był zdany tylko na siebie.
Przez długi czas włóczyli się bez celu, po mrocznych lasach. Jednak byli
przyzwyczajeni do takiego życia. Gdy skończyła się żywność, musieli polować.
Selthus zupełnie nie znał się na tym i wiele razy chodzili spać głodni i
zziębnięci. Gdy zapuścili się na zupełnie nieznane tereny, popełnił jeden ze
swoich większych błędów... Naruszył terytorium Mrocznych Elfów.
***
Skasowało mi poprzedni post, niestety dlatego jestem zmuszona wrzucić go ponownie :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz