Gdy nastał dzień,
ponownie przyszedł Selirion. Już wielokrotnie wyruszali na powierzchnię. W tym
czasie, ożywił całkiem liczną grupkę nieumarłych którzy uczyli elfy dawnej
walki. Niektórzy potrafili sporządzać zapomniane już pułapki, z jakich niegdyś
słynął ten dumny lud. Jednak z każdym dniem, targały nim coraz większe
wątpliwości. Nie wiedział bowiem jaki los szykuje dla siostry Selirion.
- Jesteś pewien, że
wygracie? - zapytał pewnego razu, składając kolejnego wojownika.
Udostępniono mu odległą
jaskinię, w pobliżu starożytnego cmentarza. Miejsce dawnego boju, okazało się
zbyt ... dawne. Nie znalazł niemal niczego co mógłby wykorzystać. Ot jedną,
zabłąkaną duszyczkę, przechowywaną na potem.
- Nie ma innej opcji. -
powiedział elf, oparty o pobliską ścianę.
Wokół ustawiono mnóstwo
regałów zawalonych najdziwniejszymi przyrządami. Dla wielu były to śmieci, dla
niego jednak środki do osiągnięcia celu.
- Wiesz, że jeśli mnie
zabiją, całe wojsko... zniknie? - powiedział, z krzywym uśmiechem.
- Dlatego nie będziesz
brał udziału w buncie.
Selthus odwrócił wzrok,
nagle nie mogąc na niego patrzeć. Wciąż się martwił. Według planu, mieli
jednocześnie zaatakować wszystkie główne wejścia. Przedrzeć się do świątyń i
zmusić do poddania kapłanki, ewentualnie powybijać. W tym samym momencie, inna
grupa uwolni Albisa i zaprowadzi w bezpieczne miejsce. Wszystko miało przebiec
szybko i sprawnie. Selthus jednak nie był do końca przekonany.
- A co z Serinal? -
zapytał, patrząc na niego.
- Chyba żartujesz?! - elf
zaśmiał się, ale bez wesołości. - Jednak jesteś jej?! Owinęła cię wokół palca?
Miałem cię za kogoś... - nie dokończył, gdyż Selthus przerwał.
- Daruj sobie. Lubię ją
i tyle. Co zamierzasz z nią zrobić potem?
- Zabiję w najbardziej
okrutny sposób jaki przyjdzie mi do głowy. - odparł elf.
Selthus jęknął wpatrując
się jak głupek.
- Na Bogów, jesteś aż tak głupi? Jasne, że jej
nie skrzywdzę. To moja siostra! Nie wiem... pewnie zamknę w wieży aby przeszła
jej wściekłość. Potem będzie mogła robić co zechce. Gdy tylko będę pewien, że
nie wbije mi sztyletu w plecy. -
powiedział, masując sztywny kark.
- Jaką masz pewność, że
podczas walk jej nie skrzywdzą? - zapytał, jednocześnie dodając kolejne
składniki do zaklęcia.
Jeszcze chwila i kolejny
nieumarły powstanie, aby wypełniać jego wolę. Zapanowała przedłużająca się
cisza. W końcu Selthus spojrzał na niego, a widząc niepewny wyraz twarz tamtego,
zaklął.
- Może zginąć?! -
warknął wściekły.
- Nic na to nie poradzę.
Chciałbym, ale nie jest głupia. Zaraz wyczuje, że coś jest nie w porządku.
Zmrużył niebezpiecznie
oczy. Uniósł ręce nad ciałem zakutego w zbroję wojownika. Niewiele miał już z elfa,
ale wydawał się silnym żołnierzem, zapewne kiedyś.
- Może będę mógł coś
poradzić? - zapytał bardziej siebie.
Selirion przestąpił
nerwowo z nogi na nogę.
- Mów, wiesz że nie
lubię czekać.
Nekromanta wywrócił
oczami.
- Przeceniasz mnie. -
wyszeptał zaklęcie, zaś istota z głuchym jękiem drgnęła.
Selirion zrobił się
bardziej blady i odsunął najdalej jak mógł. Nigdy się nie przyzwyczaił.
- Mógłbym ją zabrać w
bezpieczne miejsce, przed atakiem. - wyszeptał, dotykając ciała nieumarłego.
Sprawdzał czy nie ma
większych wad, czy reaguje odpowiednio, czy przypadkiem nie chce go zabić.
- Wykluczone. Jesteś
naszym atutem. Nie podejmę ryzyka. Poza tym jeśli zginiesz, my wraz z tobą.
Przyprowadzimy ją, co ostrzegam bardzo jej się nie spodoba. - stwierdził z
szerokim uśmiechem.
- Nie dbam o jej gusta.
Liczy się, że będzie żyła. - nadal nie patrzył na niego, jakby bał się tego co
może dostrzec w oczach elfa.
- Polubiłeś tą samolubną
księżniczkę. - Selirion zaśmiał się nerwowo.
- Może... dla mnie nie
jest samolubna tylko... - zastanowił się szukając odpowiedniego słowa. -
...odległa.
Nie był jednak pewien
czy właśnie to chciał powiedzieć. Może mimo wszystko miał jeszcze jakieś
uczucia? Ukryte głęboko w mrocznym wnętrzu?
Scena rozpadła się na
kawałki niczym rozbite szkło. Przez chwilę widział w jednym momencie wiele
scen, przemieszanych ze sobą. Tyle śmierci... Jęknął, ale nie dane mu było się
zbudzić. Zamiast tego przypomniało się coś innego i myśli natychmiast poszły
tym właśnie torem.
W tej części snu,
Selthus siedział zamyślony w wielkiej jaskini, którą łaskawie udostępniono.
Mógł szybko dostać się do głównych tuneli prowadzących w stronę miasta. Serinal
dotąd nie zauważyła jego nieobecności, albo wręcz przeciwnie, po prostu nie
dbała o to co się dzieje gdy go nie potrzebuje. Selirion tymczasem krążył wokół
nerwowo, nie bardzo wiedząc gdzie usiąść.
- Po co właściwie chcesz
to robić? Przecież wiesz, równie dobrze jak ja, że w podziemiu te stworzenia
nie są zupełnie potrzebne. - powtarzał, po raz setny chyba.
- Wiem, ale ja je lubię.
- odparł z szerokim uśmiechem nekromanta. - Poza tym chcę sprawdzić czy
potrafię.
- Strata czasu... -
mamrotał pod nosem. - Właściwie po co jestem potrzebny?
Selthus przeciągnął się
leniwie.
- Cóż... jeśli coś znowu
się na mnie rzuci, miło by było gdybyś wtedy pomógł.
Elf nie wydawał się zbyt
zachwycony, ale nic nie powiedział. Nekromanta wstał i podszedł do wielkiego,
kamiennego stołu. Zostały na nim ułożone najróżniejsze przedmioty w tym
migotliwe kryształy, zasuszone zioła, a nawet złoto. Wokół leżały błyszczące
metalicznie ostrza, o egzotycznych kształtach. Selirion widząc jak towarzysz
zapala powoli świece, zajrzał ciekawsko przez ramię.
- I co? To ma go ożywić?
- zapytał nagle, a Selthus podskoczył wściekły.
- Mógłbyś się odsunąć?!
Nie lubię jak ktoś mi sapie do ucha. - odparł, biorąc zakrzywiony nożyk.
Selirion mamrotał
jeszcze przez chwilę przekleństwa na wszystkich nekromantów świata, poczym
stanął pod ścianą. Selthus uniósł wysoko ręce i wyśpiewał dźwięcznie modlitwę w
nieznanym języku. Złożył szybko ofiarę z gołębia, kropiąc krwią pobliską, miękką
ziemię. Rzucił rozkruszony szafir, kilka złotych krążków, spalił niewielką
kępkę ziół, cały czas powtarzając zaklęcia. Z ziemi zaczął się wydostawać
mglisty opar. Wił się powoli, jakby obdarzony życiem, wokół mebli i nóg
stojących w pomieszczeniu. Elf jęknął, ale nie wyszedł. Chyba był na to zbyt
ciekawski. Zaraz za oparami, migotało delikatne, fioletowe światło. Gdy
powietrze przeszył donośny świst, elfowi włosy stanęły dęba.
- Czy tak miało być? -
wyszeptał.
Selthus spojrzał zdenerwowany.
- Nie gadaj tyle bo i
ciebie złoże w ofierze. - powiedział, ponownie skupiając sie nad przywołaniem.
Szczerze, nie miał
pojęcia czy właśnie tak miało być. Lubił eksperymentować, co często omal nie
doprowadziło do śmierci jego lub innych. Musiał się jednak jakoś uczyć. Gdy
świst zaczął wyjątkowo drażnić, wykrzywił twarz w grymasie bólu. W uszach
strasznie dudniło, ale musiał wytrzymać jeszcze tylko chwilkę. Wokół zaczęły
pękać wszystkie szklane przedmioty. Najpierw poszły flakoniki z ziołami i
płynami. Rozprysły się na maleńkie kawałki w bezgłośnym krzyku. Następnie,
dygoczące na półkach przedmiotach zaczynały spadać z brzdękiem na kamienną posadzkę.
Gdy wybuchła szklana kula, uznał, że jednak wystarczy, bo następna zapewne
będzie jego głowa. Gdy tylko to pomyślał, hałas zniknął tak nagle, że zachwiał
się na nogach zaskoczony. Elf jęczał gdzieś nieopodal, przyciskając ręce do
uszu z których ciekły strużki krwi. Nie miał jednak czasu aby się nim teraz
przejmować. Zaintonował kolejne zaklęcia, praktycznie nie słysząc głosu.
Miarowe dudnienie w głowie wszystko zagłuszało. W końcu z wilgotnej i miękkiej
warstwy ziemi, coś się wynurzyło. Ciemne, i obrzydliwe, ale jednak nekromanta
czuł narastającą dumę. Podłużny kształt za którym pojawiła sie reszta ciemnego
cielska, stanął przed nim w całej okazałości. Rumak był koszmarem każdego, kto
mógłby go ujrzeć. Skóra obciągnięta na sterczących kościach tak jakby zaraz
miała pęknąć, zamiast oczu puste ślepia w których jarzył się złowrogi,
fioletowy blask. Grzywa zrobiona z posklejanych wodorostów, stanowiła okropny
kontrast do całości. Kopyta, nerwowo stukały o ziemię, niecierpliwe biegu.
- Selthusie to
najbrzydsze... coś, co kiedykolwiek udało ci się stworzyć. - stwierdził elf,
wstając.
Nekromanta przyjrzał się
krytycznie dziełu. Musiał przyznać, że urodą nie grzeszył. Teoretycznie o to
jednak chodziło.
- Wystarczy, że wytrzyma
mój ciężar. - odparł, specjalnie ignorując żarty.
- Założę się o swój
sztylet, że runie pod tobą. - Selirion najwyraźniej świetnie się bawił, mimo
straszliwego bólu głowy.
- Umowa stoi. - odparł
szybko, wskakując na konia.
Przez głowę przeszło mu,
że na szczęście chociaż on nie chce go zabić, przynajmniej na razie. Gdy
siedział, boleśnie wbijały mu się wystające kości kręgosłupa rumaka. Nie dał
jednak po sobie niczego poznać. Skrzywił się znacznie, wyczuwając jak kosteczki
pękają jedna po drugiej. Zaraz koń runie, a on wraz z nim. Nie uśmiechało mu
się to, więc szybko zeskoczył z grzbietu. Przybrał dla niepoznaki beztroską
minę.
- Widzisz? Wytrzymał. -
powiedział klepiąc konia po boku.
Ten zaś właśnie w tym
momencie, na jego oczach rozpadł się w drobny proszek. Wielka, biała czaszka
stwora wylądowała na pozostałości z głuchym uderzeniem.
- Wygrałem! Marny z
ciebie nekromanta, jak słowo daję. - elf śmiał się z małej porażki, a Selthus
miał przemożną ochotę jednak złożyć kolejną ofiarę... większą.
- Ja wygrałem. Miał
runąć pode mną, a nie obok. - zaśmiał się paskudnie, widząc nagłą zmianę w jego
twarzy.
Elf chciał protestować,
ale był na z góry straconej pozycji. Pogodzony z losem oddał szybko piękny,
długi sztylet, ozdobiony czarnymi opalami.
- Dobrze jest z tobą
robić interesy. - skwitował jeszcze nekromanta, idąc spokojnie w kierunku
kamiennego stołu.
Będzie musiał jeszcze
wiele poprawić. Przede wszystkim wytrzymałość rumaka. Gdy jednak tego dokona,
będzie mógł go wezwać w dowolnej chwili.