środa, 8 października 2014

Człowiek bez duszy cz. 19



Gdy nastał dzień, ponownie przyszedł Selirion. Już wielokrotnie wyruszali na powierzchnię. W tym czasie, ożywił całkiem liczną grupkę nieumarłych którzy uczyli elfy dawnej walki. Niektórzy potrafili sporządzać zapomniane już pułapki, z jakich niegdyś słynął ten dumny lud. Jednak z każdym dniem, targały nim coraz większe wątpliwości. Nie wiedział bowiem jaki los szykuje dla siostry Selirion.
- Jesteś pewien, że wygracie? - zapytał pewnego razu, składając kolejnego wojownika.
Udostępniono mu odległą jaskinię, w pobliżu starożytnego cmentarza. Miejsce dawnego boju, okazało się zbyt ... dawne. Nie znalazł niemal niczego co mógłby wykorzystać. Ot jedną, zabłąkaną duszyczkę, przechowywaną na potem.
- Nie ma innej opcji. - powiedział elf, oparty o pobliską ścianę.
Wokół ustawiono mnóstwo regałów zawalonych najdziwniejszymi przyrządami. Dla wielu były to śmieci, dla niego jednak środki do osiągnięcia celu.
- Wiesz, że jeśli mnie zabiją, całe wojsko... zniknie? - powiedział, z krzywym uśmiechem.
- Dlatego nie będziesz brał udziału w buncie.
Selthus odwrócił wzrok, nagle nie mogąc na niego patrzeć. Wciąż się martwił. Według planu, mieli jednocześnie zaatakować wszystkie główne wejścia. Przedrzeć się do świątyń i zmusić do poddania kapłanki, ewentualnie powybijać. W tym samym momencie, inna grupa uwolni Albisa i zaprowadzi w bezpieczne miejsce. Wszystko miało przebiec szybko i sprawnie. Selthus jednak nie był do końca przekonany.
- A co z Serinal? - zapytał, patrząc na niego.  
- Chyba żartujesz?! - elf zaśmiał się, ale bez wesołości. - Jednak jesteś jej?! Owinęła cię wokół palca? Miałem cię za kogoś... - nie dokończył, gdyż Selthus przerwał.
- Daruj sobie. Lubię ją i tyle. Co zamierzasz z nią zrobić potem?
- Zabiję w najbardziej okrutny sposób jaki przyjdzie mi do głowy. - odparł elf.
Selthus jęknął wpatrując się jak głupek.
-  Na Bogów, jesteś aż tak głupi? Jasne, że jej nie skrzywdzę. To moja siostra! Nie wiem... pewnie zamknę w wieży aby przeszła jej wściekłość. Potem będzie mogła robić co zechce. Gdy tylko będę pewien, że nie wbije  mi sztyletu w plecy. - powiedział, masując sztywny kark.
- Jaką masz pewność, że podczas walk jej nie skrzywdzą? - zapytał, jednocześnie dodając kolejne składniki do zaklęcia.
Jeszcze chwila i kolejny nieumarły powstanie, aby wypełniać jego wolę. Zapanowała przedłużająca się cisza. W końcu Selthus spojrzał na niego, a widząc niepewny wyraz twarz tamtego, zaklął.
- Może zginąć?! - warknął wściekły.
- Nic na to nie poradzę. Chciałbym, ale nie jest głupia. Zaraz wyczuje, że coś jest nie w porządku.
Zmrużył niebezpiecznie oczy. Uniósł ręce nad ciałem zakutego w zbroję wojownika. Niewiele miał już z elfa, ale wydawał się silnym żołnierzem, zapewne kiedyś.
- Może będę mógł coś poradzić? - zapytał bardziej siebie.
Selirion przestąpił nerwowo z nogi na nogę.
- Mów, wiesz że nie lubię czekać.
Nekromanta wywrócił oczami.
- Przeceniasz mnie. - wyszeptał zaklęcie, zaś istota z głuchym jękiem drgnęła.
Selirion zrobił się bardziej blady i odsunął najdalej jak mógł. Nigdy się nie przyzwyczaił.  
- Mógłbym ją zabrać w bezpieczne miejsce, przed atakiem. - wyszeptał, dotykając ciała nieumarłego.
Sprawdzał czy nie ma większych wad, czy reaguje odpowiednio, czy przypadkiem nie chce go zabić.
- Wykluczone. Jesteś naszym atutem. Nie podejmę ryzyka. Poza tym jeśli zginiesz, my wraz z tobą. Przyprowadzimy ją, co ostrzegam bardzo jej się nie spodoba. - stwierdził z szerokim uśmiechem.
- Nie dbam o jej gusta. Liczy się, że będzie żyła. - nadal nie patrzył na niego, jakby bał się tego co może dostrzec w oczach elfa.
- Polubiłeś tą samolubną księżniczkę. - Selirion zaśmiał się nerwowo.
- Może... dla mnie nie jest samolubna tylko... - zastanowił się szukając odpowiedniego słowa. - ...odległa.
Nie był jednak pewien czy właśnie to chciał powiedzieć. Może mimo wszystko miał jeszcze jakieś uczucia? Ukryte głęboko w mrocznym wnętrzu?
Scena rozpadła się na kawałki niczym rozbite szkło. Przez chwilę widział w jednym momencie wiele scen, przemieszanych ze sobą. Tyle śmierci... Jęknął, ale nie dane mu było się zbudzić. Zamiast tego przypomniało się coś innego i myśli natychmiast poszły tym właśnie torem.
W tej części snu, Selthus siedział zamyślony w wielkiej jaskini, którą łaskawie udostępniono. Mógł szybko dostać się do głównych tuneli prowadzących w stronę miasta. Serinal dotąd nie zauważyła jego nieobecności, albo wręcz przeciwnie, po prostu nie dbała o to co się dzieje gdy go nie potrzebuje. Selirion tymczasem krążył wokół nerwowo, nie bardzo wiedząc gdzie usiąść.
- Po co właściwie chcesz to robić? Przecież wiesz, równie dobrze jak ja, że w podziemiu te stworzenia nie są zupełnie potrzebne. - powtarzał, po raz setny chyba.
- Wiem, ale ja je lubię. - odparł z szerokim uśmiechem nekromanta. - Poza tym chcę sprawdzić czy potrafię.
- Strata czasu... - mamrotał pod nosem. - Właściwie po co jestem potrzebny?
Selthus przeciągnął się leniwie.
- Cóż... jeśli coś znowu się na mnie rzuci, miło by było gdybyś wtedy pomógł.
Elf nie wydawał się zbyt zachwycony, ale nic nie powiedział. Nekromanta wstał i podszedł do wielkiego, kamiennego stołu. Zostały na nim ułożone najróżniejsze przedmioty w tym migotliwe kryształy, zasuszone zioła, a nawet złoto. Wokół leżały błyszczące metalicznie ostrza, o egzotycznych kształtach. Selirion widząc jak towarzysz zapala powoli świece, zajrzał ciekawsko przez ramię.
- I co? To ma go ożywić? - zapytał nagle, a Selthus podskoczył wściekły.
- Mógłbyś się odsunąć?! Nie lubię jak ktoś mi sapie do ucha. - odparł, biorąc zakrzywiony nożyk.
Selirion mamrotał jeszcze przez chwilę przekleństwa na wszystkich nekromantów świata, poczym stanął pod ścianą. Selthus uniósł wysoko ręce i wyśpiewał dźwięcznie modlitwę w nieznanym języku. Złożył szybko ofiarę z gołębia, kropiąc krwią pobliską, miękką ziemię. Rzucił rozkruszony szafir, kilka złotych krążków, spalił niewielką kępkę ziół, cały czas powtarzając zaklęcia. Z ziemi zaczął się wydostawać mglisty opar. Wił się powoli, jakby obdarzony życiem, wokół mebli i nóg stojących w pomieszczeniu. Elf jęknął, ale nie wyszedł. Chyba był na to zbyt ciekawski. Zaraz za oparami, migotało delikatne, fioletowe światło. Gdy powietrze przeszył donośny świst, elfowi włosy stanęły dęba.
- Czy tak miało być? - wyszeptał.
Selthus spojrzał zdenerwowany.
- Nie gadaj tyle bo i ciebie złoże w ofierze. - powiedział, ponownie skupiając sie nad przywołaniem.
Szczerze, nie miał pojęcia czy właśnie tak miało być. Lubił eksperymentować, co często omal nie doprowadziło do śmierci jego lub innych. Musiał się jednak jakoś uczyć. Gdy świst zaczął wyjątkowo drażnić, wykrzywił twarz w grymasie bólu. W uszach strasznie dudniło, ale musiał wytrzymać jeszcze tylko chwilkę. Wokół zaczęły pękać wszystkie szklane przedmioty. Najpierw poszły flakoniki z ziołami i płynami. Rozprysły się na maleńkie kawałki w bezgłośnym krzyku. Następnie, dygoczące na półkach przedmiotach zaczynały spadać z brzdękiem na kamienną posadzkę. Gdy wybuchła szklana kula, uznał, że jednak wystarczy, bo następna zapewne będzie jego głowa. Gdy tylko to pomyślał, hałas zniknął tak nagle, że zachwiał się na nogach zaskoczony. Elf jęczał gdzieś nieopodal, przyciskając ręce do uszu z których ciekły strużki krwi. Nie miał jednak czasu aby się nim teraz przejmować. Zaintonował kolejne zaklęcia, praktycznie nie słysząc głosu. Miarowe dudnienie w głowie wszystko zagłuszało. W końcu z wilgotnej i miękkiej warstwy ziemi, coś się wynurzyło. Ciemne, i obrzydliwe, ale jednak nekromanta czuł narastającą dumę. Podłużny kształt za którym pojawiła sie reszta ciemnego cielska, stanął przed nim w całej okazałości. Rumak był koszmarem każdego, kto mógłby go ujrzeć. Skóra obciągnięta na sterczących kościach tak jakby zaraz miała pęknąć, zamiast oczu puste ślepia w których jarzył się złowrogi, fioletowy blask. Grzywa zrobiona z posklejanych wodorostów, stanowiła okropny kontrast do całości. Kopyta, nerwowo stukały o ziemię, niecierpliwe biegu.
- Selthusie to najbrzydsze... coś, co kiedykolwiek udało ci się stworzyć. - stwierdził elf, wstając.
Nekromanta przyjrzał się krytycznie dziełu. Musiał przyznać, że urodą nie grzeszył. Teoretycznie o to jednak chodziło.
- Wystarczy, że wytrzyma mój ciężar. - odparł, specjalnie ignorując żarty.
- Założę się o swój sztylet, że runie pod tobą. - Selirion najwyraźniej świetnie się bawił, mimo straszliwego bólu głowy.
- Umowa stoi. - odparł szybko, wskakując na konia.
Przez głowę przeszło mu, że na szczęście chociaż on nie chce go zabić, przynajmniej na razie. Gdy siedział, boleśnie wbijały mu się wystające kości kręgosłupa rumaka. Nie dał jednak po sobie niczego poznać. Skrzywił się znacznie, wyczuwając jak kosteczki pękają jedna po drugiej. Zaraz koń runie, a on wraz z nim. Nie uśmiechało mu się to, więc szybko zeskoczył z grzbietu. Przybrał dla niepoznaki beztroską minę.
- Widzisz? Wytrzymał. - powiedział klepiąc konia po boku.
Ten zaś właśnie w tym momencie, na jego oczach rozpadł się w drobny proszek. Wielka, biała czaszka stwora wylądowała na pozostałości z głuchym uderzeniem.
- Wygrałem! Marny z ciebie nekromanta, jak słowo daję. - elf śmiał się z małej porażki, a Selthus miał przemożną ochotę jednak złożyć kolejną ofiarę... większą.
- Ja wygrałem. Miał runąć pode mną, a nie obok. - zaśmiał się paskudnie, widząc nagłą zmianę w jego twarzy.
Elf chciał protestować, ale był na z góry straconej pozycji. Pogodzony z losem oddał szybko piękny, długi sztylet, ozdobiony czarnymi opalami.
- Dobrze jest z tobą robić interesy. - skwitował jeszcze nekromanta, idąc spokojnie w kierunku kamiennego stołu.
Będzie musiał jeszcze wiele poprawić. Przede wszystkim wytrzymałość rumaka. Gdy jednak tego dokona, będzie mógł go wezwać w dowolnej chwili.

niedziela, 13 lipca 2014

Człowiek bez duszy cz. 18

Sceneria pozostała ta sama, tylko czas uległ zmianie. Od tamtego wydarzenia Serinal zakazała jakichkolwiek wędrówek. Szczegół, że nigdy mu na nie, nie pozwalano. Tłumaczyła to tym, że jest cenny dla kultu. Uważał jednak, że po prostu jeszcze się nie znudziła. Kilka dni później odwiedził go Selirion. Niósł wielki pęk kluczy i jak zwykle uraczył go szerokim uśmiechem. Selthus jeszcze nie rozgryzł tego elfa.  
- Widzę, że jesteś jeszcze wśród nas. Dobrze. - odparł, siadając nieopodal.
- Dlaczego miałbym nie być? - pokazał dwie bransolety oznaczające niewolę.
- Kobiety to zmienne bestie. Należy na nie uważać.
- Nie tylko na nie. - odparł z krzywym uśmiechem.
Selirion zaśmiał się szczerze.
- Lubię cię Nwari. Chodź, musisz rozruszać kości. - wyszli z komnat kapłanek.
Przeszli spory kawałek drogi w milczeniu. Elf nagle dał mu coś błyszczącego.
- Udało mi się w końcu znaleźć. Pomyślałem, że się ucieszysz. - odparł z dziwną miną.
Selthus delikatnie włożył stary pierścień w którym uwięził duszę Elvera.
- Dziękuję, z jakiej okazji? - zapytał, nadal mu nie ufając.
Elf wzruszył jednak ramionami.
- Mam dług. Tamtej nocy, w lesie... uratowałeś mnie i resztę oddziału. Nie zapominam takich rzeczy.
Selthus był zaskoczony, ale nic więcej nie powiedział. Nie było potrzeby. Wyglądało na to, że pogłoski i plotki o Mrocznych elfach, niekoniecznie były prawdziwe. Mieli jakieś tam poczucie honoru, a ten fakt budził nadzieję. Ponownie wyszli na powierzchnię, w zupełnie innym miejscu niż poprzednio. Panowała już noc, ale Selthus nie wiedział ile czasu pozostało do świtu.
- Po co mnie tu zabrałeś? - zapytał, rozglądając się niepewnie.
Wyczuwał wokół dziwną aurę, śmierć musiała kiedyś tańczyć na polanie przed nimi.
- Według podań przodków miała tu miejsce wielka bitwa. Stoczyli ją najlepsi wojownicy klanów jacy kiedykolwiek istnieli. - zatoczył ręką łuk.
- Chcesz... nie, to nie możliwe. - kręcił głową Selthus, krzyżując ręce na piersi.
- Chociaż spróbuj. Może mógłbyś sprowadzić przynajmniej kilku?
- Po co? Budujesz armię? - zaśmiał się chłopak.
Gdy jednak rozmówca pozostał poważny, śmiech ugrzązł mu w gardle.
- Nie mówisz poważnie?! Przecież masz już wielu wojowników!
- Tak, masz rację. Jednak są zwykle wierni kapłankom. Tylko niewielu podziela moje zdanie. - Selirion usiadł na zwalonym drzewie.
Przez chwilę milczeli, co robiło się już kłopotliwe. Gdy uniósł oczy, widniała w nich nadzieja. Coś czego Selthus nie się spodziewał ujrzeć.
- Wielu moich braci ma już dość tego, jak rządzą nami kobiety kapłanki. - wykrzywił usta w grymasie.
Wstał nagle, dobywając sztyletu i przyciskając mu go do gardła.
- Powiedz mi, ale szczerze, kłamstwo od razu przejrzę. Czy już jesteś JEJ? Serinal ma kolejną zabawkę? Jeśli mi pomożesz, przysięgam... uwolnię cię z tego całego bagna.  
Selthus z nieodgadnioną miną odsuną sztylet na bezpieczną odległość.
- Uwolnij NAS. Mnie i Albisa, a dostaniesz armię. - odparł pewnym głosem.
- Jeśli mnie zdradzisz. - wysyczał elf.
- To co? Zabijesz mnie? Uwierz, są rzeczy gorsze od śmierci. Poza tym, dzięki temu twoja siostra przekona się, że nie jestem zwierzątkiem. - straszny uśmiech sprawił, że elf odsunął się na krok.
- Umowa stoi. Armia w zamian za wolność. - wyciągnął dłoń.
Selthus uścisnął ją mocno, kiwając głową.
- Będzie potrzebne wiele rzeczy...
Przez sen uśmiechnął się na wspomnienie kilku spokojniejszych raczej chwil, spędzonych w niewoli. Było ciężko nie myśleć o bracie, ale nie miał wyboru. Musiał się skupić, gdyż zajęcie wymagało absolutnej koncentracji. Jeszcze nigdy nie ocierał się tak często o dziwną granicę między życiem a śmiercią. Selirion spełnił obietnicę. Dostarczał wszelkich potrzebnych składników, przyrządów, a nawet ludzi. Nekromanta nigdy jednak nie ośmielił się zapytać, skąd to wszystko bierze. Elf wykradał go za każdym razem gdy kapłanka była wzywana do świątyni. Liczne ceremonie nie pozwalały jej na zbyt częste spędzanie z nim czasu. Co tylko ułatwiało zadanie. Gdy jednak była z nim, starała się przekonać do siebie. Czasami godzinami rozmawiali o najróżniejszych rzeczach. Głównie ona mówiła, dostarczając ważnych informacji, zamaskowanych tonami głupich słów, zupełnie nie potrzebnymi. Musiał jednak przyznać, że czasami, na krótką chwilę, zapominał przy niej kim są. Jakie pomiędzy wzniesiono granice uprzedzeń i ograniczeń. Mógł w tych chwilach nawet odpocząć, od pogoni za śmiercią. Czasami zabierała go na niedostępne dla innych gmachy, umiejscowione niemal przy samym sklepieniu jaskini. Zdradzała wtedy marzenia o normalnym życiu. Aby móc stąpać pośród blasku gwiazd. Słońca nie widziała nigdy, niesamowicie się go bała. Gdy leżeli razem na jednej z półek skalnych, obserwując piękny taniec świecących robaczków, zapytała nagle, nie patrząc na niego.
- Myślisz, że kiedyś będzie to możliwe?
Selthus, na wpół już drzemiąc, błądził ręką w jej długich włosach. Uwielbiał ich dotykać.
- Co?
Przewróciła się na brzuch i wlepiła w niego błyszczące, rubinowe oczy.
- Och, przecież wiesz. Jestem kapłanką. - dodała, dla podkreślenia położenia.
- I? Przecież właśnie dlatego nic cię nie ogranicza.
Odwróciła się plecami. Przez chwilę zdawało mu się, że widzi łzy w pięknych oczach.
- Nic nie rozumiesz. Jesteśmy do siebie bardziej podobni niż sądzisz Nwari. - powiedziała przegryzając mocno wargę.
Selthus skrzywił się lekko, słysząc nadane przezwisko.
- Jestem Selthus nie Nwari, zwierzątko, niewolnik lub własność. - odwarknął, siadając.
Serinal też usiadła. W oczach malowało się coś, czego nie widział nigdy. Nagle pomyślał, że ta głupia elfka zapałała do niego uczuciem. To było niepojęte i niepokojące. Spuściła głowę, zakrywając jedwabistą falą włosów twarz.
- Nie chciałam... po prostu, już się przyzwyczaiłam do tego imienia.
Selthus westchnął, targany nagle wyrzutami sumienia. Czymś, o czym również zdążył już zapomnieć. Przysunął się i odgarnął jej włosy z twarzy, a następnie pocałował w czoło, lekko i szybko. Wciąż niepewny, na ile może sobie pozwolić. Spojrzała zaskoczona, ale nie odeszła. Zamiast tego, przysunęła się bliżej.
- Możesz mnie nazywać jak chcesz. - powiedział z uśmiechem. - Tylko nie jakiś dziwnym przezwiskiem, albo kotku. Nienawidzę sformułowania... właściwie, lepiej też nie mów... - nie dokończył, gdyż rzuciła się na niego, naciągając mocniej kaptur na głowę.
          - Zawsze wszystko psujesz. - zaśmiała się a on pomyślał, że właściwie mógłby tu zostać... byle z nią.

środa, 4 czerwca 2014

Człowiek bez duszy cz. 17


Przybyła mgła, odwieczna towarzyszka wielu snów. Selthus obudził się na wygodnym łóżku. Pomacał wielki guz który zdążył już wyrosnąć. Obok siedziała w ciszy Serinal. Uśmiechnęła się szeroko. Miała  mleczno białe włosy, opadające na odkryte ramiona jedwabistą falą. Oczy koloru ciemnej czerwieni, niekiedy przechodziły w pomarańcz. Skórę nieco ciemniejszą od innych, zawsze pudrowała, aby nadać bardziej blady odcień. Miała na sobie jedwabną suknię koloru ciemnego fioletu z szerokimi rękawami wyszywanymi srebrnymi nićmi. Smukłą kibić ozdabiał ciężki pas przyozdobiony opalami mieniącymi się wszystkimi kolorami. Gdy się uśmiechała, większości mężczyzn topniało serce. Ona jednak lubiła je potem przebić sztyletem z kości słoniowej, w imię Bóstwa Ciemności.
Selthus podniósł się na rękach i usiadł jak najdalej.
- Dlaczego nie powiedziałeś kim jesteś? Byłbyś znacznie lepiej traktowany. - powiedziała dźwięcznym głosem.
- Wybacz Pani. - wykrzywił przy tym usta, nadając słowu pozory obelgi. - Na powierzchni często nekromanci spotykają się raczej z wrogością niż uwielbieniem.
Serinal spojrzała spod spuszczonych, długich rzęs.
- Nie jesteś na powierzchni. - dotknęła lekko jego ramienia, bawiąc się materiałem płaszcza. - Twoja... profesja, jest u nas bardzo ceniona. Niewielu potrafi to co ty. - wstała i przeciągnęła się leniwie.
Przypominała teraz kotkę, zmysłową i drapieżną.
- Gdzie jest mój brat? - zapytał bezpośrednio.
Wyraz twarzy elfki natychmiast uległ zmianie. Wydawała się znudzona i zła.
- Nie jest już twój, należy do mojej siostry. Pierwsza go znalazła, niestety. - wydęła dolną wargę w dziwnym kaprysie.
W Selthusie wezbrał gniew. Musiał się jednak hamować. Ona tu miała władzę, był tak jakby jej własnością i należało grać według zasad.
- Gdzie są inni mężczyźni? Ci którzy mi towarzyszyli? - zapytał, aby zmienić nieco temat.
- Znudzili mi się, są u naszego Boga. - odparła z dumą.
Nekromancie zrobiło się niedobrze. Najwyraźniej poświęcono ich podczas jego nieobecności. Ile zostało jeszcze czasu? Jak szybko i on się znudzi? Nie mógł zginąć. Nie teraz, gdy w końcu znalazł brata.
- Pokaż mi to. - powiedział nagle, wiedziony dziwnym przeczuciem.
Przez twarz dziewczyny przeszły uczucia podejrzenia, ale zaraz zostały zastąpione radością. Selthus zastanowił się czy chciała go przeciągnąć na swoją stronę? Coś planowała, to było bardziej niż pewne.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odparła, bawiąc się końcówkami długich włosów.
Selthus wiedział, że już podjęła decyzję, była zbyt radosna. Musiała jednak grać tą rolę. A on swoją. Przysunął się do niej i niepewnie odgarnął włosy z ramion. Drgnęła, ale nie odsunęła się od niego. Nekromanta uśmiechnął się do własnych myśli. A jednak... dobrze podejrzewał. Nachylił się i zaczął szeptać do ucha.
- Jesteś kapłanką... masz władzę.
Serinal uśmiechnęła się szeroko. Wzięła go za rękaw i pociągnęła ze sobą. Zachowywała się jak głupiutka dziewka, których pełno było na powierzchni. Selthus zastanowił się ile mogła mieć lat. Wiedział, że Mroczne elfy starzeją się inaczej od ludzi. Wyszli na długi korytarz, którego ścianki pokryto świecącą emalią. Tak wiele razy zmieniali kierunek, że już po chwili zgubił się w plątaninie. Gdy w końcu stanęli, zaparło mu dech w piersiach. Stał przed największym z  budynków, w zapomnianym przez światło słońca mieście. Upodobniono go do jakiegoś pałacu. Strzeliste wierze, pomalowano w barwne kolory które teraz, przez lata, porosły zielonymi i fioletowymi grzybami. W niemal każdym oknie paliło się blade światło.
- Widzisz? Każdy z tych kolorów reprezentuje inny aspekt ciemności. - pokazywała wielkie, barwne kolumny z błyszczącego kryształu.
Wznosiły się wysoko, wzdłuż wyłożonego srebrnymi płytkami chodnika.
- Myślałem, że ciemność ma tylko jeden odcień. - odparł idąc posłusznie za nią.
- Bo jesteś głupiutki. - dotknęła jego nosa, a chłopak ze zdumienia zamrugał kilkakrotnie.
- Co symbolizuje czerwony? - zapytał, przyglądając się pięknej robocie.
Kolumny nie były jednolite. Każda została ozdobiona innymi płaskorzeźbami. Akurat na czerwonej, po dokładniejszych oględzinach, dostrzegł sceny wojen i składania ofiar.
- Krew, śmierć, nienawiść ale i miłość, namiętność. - przysunęła się nieco do niego.
Teraz to ona szeptała do ucha.
- To też twój kolor, nekromancji. - wymruczała i pociągnęła go dalej.
Mijali szybko barwną alejkę słupów. Nigdy nie był w tej części miasta i jakoś nie żałował. Podejrzewał, że zaraz zniknie zasłona ułudy. Wrota do przybytku Bogów były równie pokaźne. Zrobione ze złota, szczegółowo ozdobione masą perłową i drogocennymi klejnotami które blado migotały w słabym oświetleniu. Pod czarnym murem budynku stali uzbrojeni strażnicy. Otworzyli wrota z taką łatwością, jakby były wykonane z mgły i cienia. Gdy nekromanta zobaczył kolejne kolumny, nie zdziwiło go to. Te jednak były całkowicie czarne, tak jak niemal każdy element wnętrza. Przedsionek świątyni był dla odwiedzających i wiernych. Ustawiono wszędzie kamienne ławy i wysokie podwyższenia, na których migotały fioletowe płomienie.
- Niezwykły kolor. - zainteresował się podchodząc.
- To magia. Powinieneś to wiedzieć najlepiej. - uśmiechnęła się ciągnąc go dalej.
Dotarli do części przeznaczonej jedynie dla kapłanów. Było to wielkie pomieszczenie, odgrodzone czerwoną kotarą. Wzdłuż, poustawiano uzbrojonych strażników. Mieściło ołtarz wykonany z obsydianu. Wielki i prosty, bez żadnych zdobień. Z tyłu ustawiono tron, a po bokach kilka mniejszych, zapewne dla kapłanów.
- Proszę... jesteśmy na miejscu. Czujesz? - zapytała rozpościerając ręce, jakby chciała polecieć. - Oddech Boga.
Selthus nic nie czuł, oprócz odoru starej krwi i pleśni. Pokiwał jednak głową aby jej nie drażnić. Podszedł niepewnie do ołtarza. Dotknął idealnie gładkiej powierzchni.
- Ilu już oddało na nim życie? - zapytał szeptem.
- Tylu ilu trzeba. - odparła podchodząc od tyłu.
Oparła mu głowę na ramieniu.
- Boisz się? - zapytała po chwili.
Jasne że się bał, trząsł się cały w środku wyczuwając coś dziwnego. Jakby wpatrzone w niego oczy. Zupełnie jak wtedy w mauzoleum, lata świetlne temu. Wciągnął ze świstem powietrze, gdy wydawało się że słyszy szepty w głowie. Coś jakby napierało na niego, chciało pociągnąć z sobą w głęboką czeluść.
- Nie. Jestem nekromantą, wyznaję kult śmierci. Tak jak wy. - odparł, odwracając się do niej.
Ta odpowiedź chyba ją zadowoliła, gdyż posłała mu słodki uśmiech. Zarzuciła ręce na szyję, na szczęście nie zauważając jak cały się spiął.
- Jesteś ciekawszy niż myślałam. Może nawet cię nie zabiję. Przynajmniej na razie. - powiedziała z zawadiackim uśmiechem.
Selthus miał ochotę ją udusić, ale nic nie zrobił. Nie w otoczeniu strażników. Po tej dość dziwnej wycieczce, wrócili do komnat. Zostawiła go samego, chcąc zapewne wziąć udział w kolejnych rytuałach. Gdy tylko zniknęła, napłynęła mgła snu.

Człowiek bez duszy cz. 16


Noc zastała go ponownie obolałego, ale już mógł wstać o własnych siłach. Ze zdziwieniem dotknął świeżych bandażów, nie czując bólu. Selirion nie spał za dnia, podobnie jak reszta elfów. Nikt nie odważył się zamknąć oczu, gdy horda elfich zombie przypatrywała się czarnymi ślepiami. Selthus zastanawiał się jednak, dlaczego nie został obudzony wcześniej?  Czyżby bali się teraz bardziej niż przypuszczał. Gdy wstał, wszyscy odetchnęli z ulgą. Z lekką pomocą Seliriona, podszedł do ogrodzenia w którym stało sześciu zombie. Każdy wyglądał chyba gorzej od poprzedniego. Jednego prawdopodobnie przeciwnicy wcześniej wzięli za cel strzelniczy, gdyż został przeszyty tyloma strzałami, iż przypominał raczej karykaturę jeżozwierza. Inny natomiast, nie miał głowy, pozostałe nosiły bardziej lub mniej widoczne ślady śmierci. Selthus pokiwał z zadowoleniem głową, obserwując swoje dzieło. Dotąd nie wiedział jak tego dokonał. Podejrzewał, że w chwili utraty przytomności musiał wyzwolić falę energii która przebudziła najbliższych umarłych. Z zamyślenia wyrwał go cichy głos Seliriona.
- I jak? Możesz ich... echym... odesłać? - zapytał niepewnie elf.
- Oczywiście że tak. - odparł pewnym siebie głosem.
W duchu zaś modlił się aby jednak nie być w błędzie. Rozkazał zrobić przejście w obramowaniu, na co elfy zareagowały groźnym pomrukiem. Spełnili jednak polecenie. Nekromanta powolnym krokiem wszedł do środka, nie oglądając się za siebie. Wiedział, że zaraz po tym zamknięto szczelinę. Zapewne w tej właśnie chwili skazany został na śmierć, gdyż niewielu wierzyło w jego umiejętności i zdolność ich odwołania. Nie dbał o to. Teraz miał władzę, a oni musieli czekać na dalszy ruch. Selthus skrzywił się lekko, gdy ramienia dotknął jeden z umarłych. W szaleńczym tempie przypominał sobie wszystko ,co czytał o odsyłaniu takich  pokrak. Uniósł wysoko dłonie, nucąc zaklęcie.
- Odejdźcie do Krainy Cieni. - zaintonował na końcu.
Nic się jednak nie stało, a elfy za plecami dobyły broni, gotowe odeprzeć kolejny atak. Nie nastąpił jednak. Nieumarli wpatrywali się w niego tępo.
- Cudnie... armia półgłówków. - wyszeptał Selthus, załamując ręce.
- Co mówiłeś? - zapytał Selirion, podchodząc nieco do ogrodzenia. - Dlaczego nie działa?
- Dajcie mi... kostur... albo kij, byle długi. - powiedział do stojących elfów.
Nikt się nie poruszył. Chyba zesztywnieli przez strach. Selirion warknął coś w ich języku i dopiero wtedy kilku rzuciło się, aby poszukać czegoś odpowiedniego. Selthus jak gdyby nigdy nic, oparł się o ogrodzenie. Nie atakowali, a to uznawał za dobry znak. Gdy zamknął oczy skupiając umysł, wyczuwał ich istnienia. Czekające, gotowe do akcji, na JEGO rozkaz. Zdziwiło go to, ale nic nie powiedział. Gdy wróciły elfy niosąc ze sobą na szybko ostrugane kije, musiał wybrać najlepszy. Dwa z nich odrzucił, były zbyt krótkie, trzeci za krzywy, ale czwarty dobrze leżał w dłoni. Kiwnął głową i odwrócił się do zombie. Powtórzył zaklęcie, skupiając wolę i energię w kawałku drewna. Otworzył oczy dopiero gdy usłyszał za sobą westchnienie ulgi Seliriona. Umarli odeszli, upadli gdzie stali. Stanowili teraz wyjątkowo paskudny widok. Nekromanta spokojnie wyszedł z ogrodzenia. Przestało być już potrzebne. Oczy wszystkich ponownie spoczęły na nim. Westchnął, zmęczony, podpierając się na prowizorycznym kosturze.
- Macie zamiar tak się gapić, czy w końcu wyruszymy? - zapytał, szczerząc się w bezczelnym uśmiechu.
Wystarczyło aby w końcu ruszyli. Szybko zebrali ekwipunek i zwinęli prowizoryczny obóz. Nie chcieli jednak pochować ciał, nadal tkwiących w ogrodzeniu z pali. Selthus jednak stwierdził, że jeśli ich nie pochowają, pójdą za nimi do jaskiń. Uwaga przekonała elfy, sprawnie wykopali rów w którym ich złożyli.
Wejście prowadzące w dół do miasta, zlokalizowali szybciej niż podejrzewał. Wiedział, że mają ich sporo, ale tajemnicą było jak je odnajdują. Gdy zeszli pod ziemię, z westchnieniem pożegnał blask gwiazd.
- W końcu się przyzwyczaisz. - stwierdził Selirion.
- Wątpię. - warknął na to, szczelniej owijając się płaszczem.
Nienawidził jaskiń, ich wilgoci, zapachu pleśni, echa rozbrzmiewającego wszędzie wokół i oczywiście elfów.
- Co teraz ze mną będzie? - zapytał z krzywym grymasem.
- Wrócisz gdzie twoje miejsce. - odparł elf z dziwnym uśmiechem.
- Wiesz równe dobrze jak ja, że nie jest wraz z innymi maskotkami twojej siostry.
Selirion wzruszył tylko ramionami.
- Kto wie, może los przeznaczył ci inną rolę? Bądź jednak pewien, że jesteś tu teraz ważniejszy niż chce to przyznać Serinal. To może jej się nie spodobać. - poklepał go uspokajająco po plecach.
Doszli wraz z oddziałem do głównej sali. Olbrzymie sklepienie nikło daleko w mroku. Na ścianach przytwierdzono migoczące kryształy i fluorescencyjne grzyby. W oddali wynurzało się ciche z pozoru miasto Mrocznych elfów. Składało się z wyrytych w ścianach kamiennych domów i świątyń, które przyćmiewały jedna drugą. W oddali majaczyła największa, świątynia Boga Ciemności. Serinal była drugą w hierarchii kapłanką. O pierwszej nigdy nie słyszał, ale wiedział, że ona pociąga za sznurki. Gdy właśnie miał się udać do komnat, odprowadzany przez Seliriona, ujrzał "ducha". Stanął jak wryty, wpatrując się w drobną postać idącą w otoczeniu kapłanów.
- To nie możliwe... - wyszeptał.
Bał się mrugać, aby przypadkiem widok nie zniknął. Daleko przed nim szedł Albis. Dwa lata pobytu u Mrocznych zmieniły go. Miał już jedenaście lat, był wyższy niż zapamiętał, ale szczuplejszy. Nie miał kajdan, ani niczego co by oznaczało przynależność do kogoś. Kapłanki otaczały go jak ćmy płomień świecy. Szczebiotały wysokimi głosami w dziwnym języku. Albis po chwili również przystanął. Jego usta ułożyły się w bezgłośne imię.
- Selthus...
- Chodźmy, to nie twoje miejsce. - Selirion położył mu rękę na ramieniu, ale omal nie dostał za to między żebra.
Selthus, nie patrząc na nic, zaczął biec w kierunku Albisa. Ten zaś zrobił to samo. Nie dane im jednak było się spotkać. Zostali zatrzymali z obu stron. Selthusa złapali i unieruchomili strażnicy, a Albisa kapłanki. Nic nie mogli zrobić. Stał krzycząc ile sił w płucach najróżniejsze przekleństwa, obserwował z przerażeniem jak odciągają brata i prowadzą gdzieś w mroki jaskiń. Zaraz potem poczuł mocne uderzenie w tył głowy i zapanowała ciemność.

piątek, 23 maja 2014

Człowiek bez duszy cz. 15


Nekromanta był pewien, że czas powoli się kończy. Jak długo jeszcze będą zabawiali się jego losem? Westchnął, najciszej jak potrafił, a następnie na twarz wyszedł mu ten sam wredny i pewny siebie uśmiech. Nie mógł pokazać, że się boi. To oznaczałoby koniec. Szli jeszcze przez jakiś czas w nerwowym milczeniu. Selthus ponownie zrównał się z Selirionem.
- Dlaczego nie używacie koni? Szybciej byście dotarli, a resztę trasy przebyli pieszo. - elf wywrócił oczami.
- Nigdy do końca nie wiemy w jakim miejscu powierzchni wyjdziemy. Tworzymy tunele na bieżąco, ukryte wejścia do wnętrza miast, są następnie zawalamy. Nie wiedzielibyśmy gdzie zostawić konie. - zaśmiał się cicho.
Usłyszeli ostrzegawczy świst. Zwiadowcy z przodu pochodu dostrzegli wroga. Okazała się nią niewielka grupka Mrocznych elfów. Liczyli najwyżej piętnaście osób, ale wszyscy byli świetnie uzbrojeni.
- Nwari, zostajesz tutaj. Nie chcę powtórki nocy. - wyszeptał Selirion, mrużąc niebezpiecznie oczy.
Selthus chciał zaprotestować, ale jakiś elf mocno ścisnął mu ramię. Gdy tylko reszta grupy zniknęła z pola widzenia, opanowała go wściekłość. Nie dość, że jest więźniem, to jeszcze traktują go jak... jak śmiecia. Emocje w nim buzowały. Selirion zostawił do "pomocy" dwóch, młodych strażników. Siedzieli pod drzewem, spoglądając nieprzyjemnym wzrokiem. Musiał coś zrobić i to jeszcze tej nocy. W przeciwnym razie, już do końca będzie "Nwari". Nic nie znaczącym człowiekiem, który nawet nie potrafił walczyć. W ciemnych szatach wymacał niewielki woreczek z ziołami. Przygotował go wcześniej. Miał posłużyć w razie ucieczki. Rzucony, tworzył wyjątkowo paskudny odór, który po pewnym czasie paraliżował  ofiarę na kilka minut. Selthus, jak gdyby nigdy nic podszedł do nich z szerokim uśmiechem. Poruszał się ze spokojem, naturalnie. Mimo wszystko elfy spoglądały nieufnie. Widział w ich oczach wszystko co podejrzewał. Pogardę... Wciąż się uśmiechając, rzucił im pod nogi woreczek. Zanucił ciche zaklęcie które go uaktywniało. Przeciwnicy wstali, dobywając mieczy. Spod ziemi trysnęła zielona chmura. Nekromanta musiał odskoczyć, aby samemu nie stracić przytomności. Zdziwiła go siła sztuczki. Zadziałała szybciej niż oczekiwał.
- Ja to mam szczęście. Raz zaklęcia działają, a potem zupełnie nic się nie dzieje. - pokręcił zniesmaczony głową, niknąc w pobliskich zaroślach.
Prowadziły go odgłosy bitwy. Czuł przyspieszone bicie serca. Był strasznie podekscytowany, a wiedział, że to bynajmniej nie pomoże. Ostrożnie podszedł bliżej. Omal nie potknął się o ciało, które niewiele odznaczało się od podłoża. Nie znał ofiary i nie dbał o jego los. Podszedł bliżej, szykując zaklęcia. Od razu zorientował się, że coś jest nie tak. Selirion był w odwrocie. Przeciwnicy, wrogi klan, okazał się znacznie liczniejszy niż zakładano. To była pułapka. Z przerażeniem obserwował, jak przyboczni elfa padają niczym muchy pod gradem strzał. Najwyraźniej, dodatkowy oddział wrogów ukrył się w koronach pobliskich drzew. Nekromanta zastanowił się jak będzie korzystniej. Wiedział, że jeśli Selirion zginie, teoretycznie zyska wolność. O ile oczywiście zdoła uciec przed tymi drugimi, na co raczej nie liczył. Nie miał zamiaru ponownie trafiać do lochów. Zacisnął mocno zęby i rzucił pierwsze zaklęcie. Rozbłysło niesamowicie silne światło, oślepiając wszystkich wokół. Mroczne elfy nie widzą zbyt dobrze za dnia. Niewielka, jasna kula, unosiła się nad ziemią jeszcze przez jakąś chwilę. Dzięki niej Selthus mógł spokojnie zlokalizować cele. Było ich więcej niż oczekiwał. Na drzewach siedziało około dwudziestu łuczników, a na ziemi piętnastu wojowników z zakrzywionymi ostrzami.
- Niedobrze... - wyszeptał.
Nie miał już odwrotu. Uniósł wysoko dłonie, chcąc przyzwać ducha elfa którego wcześniej zniewolił. Ku zaskoczeniu odpowiedział natychmiast. Selthus już się obawiał, że mroczne elfy są silniejsze od ludzi, znacznie trudniej będzie nad nimi zapanować. Cóż, najwyraźniej je przecenił.
Istota sunęła cicho kilka centymetrów od ziemi. Po przejściu trawa miała czarny kolor, jakby po spaleniu. Nekromanta z zainteresowaniem obserwował tą odmienność od Elvera. Zgromadzeni na polanie zaprzestali walki. Wpatrywali się z zaskoczeniem w widmo. Selthus wykonał lekki ruch dłonią, nakazując zmorze spełnić polecenie. Stwór wydał przeciągły świst, po czym zniknął z oczu, zagłębiając się w ziemi. Zapanowała niesamowita cisza przerywana jedynie przyspieszonymi oddechami elfów. Gdy nic się nie stało, z zaskoczeniem popatrzeli po sobie, po czym rzucili się na Selthusa. Ten jednak stał z niesamowitym spokojem w miejscu. Zastanawiał się kiedy w końcu się ruszą. Gdy byli zaledwie kilka metrów od niego, ziemia zadrżała pod stopami, a na twarz nekromanty wyszedł paskudny uśmiech. Spomiędzy traw wystrzeliły zgniłe pnącza, które szczelnie oplotły się wokół ofiar. Miały paskudny kolor i świeciły lekko na zielono. Mimo, że uwięzieni ścinali je, nadal odrastały w jeszcze większej liczbie. W końcu, tak dokładnie oplotły elfów, że przypominali jedynie jedną, skłębioną masę zieleni. Trzask łamanych kości mieszał się z krzykami. Jednak to cisza, która zapanowała po tym, była znacznie bardziej przerażająca. Selthus odwrócił się szybko w stronę ukrytych wśród drzew łuczników. Z zadowoleniem stwierdził, że większość do tej pory uciekła. Reszta zaczęła jednak uparcie strzelać. Nim zdążył się schować, dwie go przeszyły. Osunął się ukryty za pniem drzewa. Poszukał wzrokiem Seliriona. Elf prowadził grupę w kierunku wroga, ale nie mieli zbyt wielu łuczników. Nie stanowili więc większego zagrożenia.
- Wszystko muszę za nich robić. - warknął chłopak, dotykając z bolesnym grymasem wystające z ramienia strzały.
Wiedział, że długo już nie wytrzyma. Tamto zaklęcie podziałało lepiej niż przypuszczał, ale nie zostało już wiele czasu. Siły malały wraz z płynącą z niego krwią. Potrząsnął głową, chcąc odgonić zamroczenie które wzmagało się z każdą chwilą. Gdzieś z tyłu usłyszał krzyki, ale nie wiedział czy to wrogowie czy... przyjaciele. Choć, tym słowem raczej by ich nie nazwał. Dusza elfa nad którym zdobył panowanie już odpłynęła. Nie miał więc nic więcej do wykorzystania. Nagle zmrużył oczy i ponownie się uśmiechnął. Gdyby ktoś go wtedy widział, zapewne uciekłby przerażony straszliwym grymasem. Z niebezpiecznym błyskiem w oku, podczołgał się do pierwszego leżącego obok ciała.  W sumie na polu bitwy poległo wielu. Dla niego, bez różnicy było po której stronie walczyli. Jak to powiedział kiedyś Xanidor.
- Trup, to trup. Jesteś stworzony do rządzenia nimi.
Selthus kiwnął głową do myśli.
- Wstańcie więc... - uniósł obolałe dłonie nad ciałem.
Umarły momentalnie otworzył oczy. Nie miały one jednak dawnej barwy. Były całkowicie czarne. Zaczął nagle dygotać i wydawać straszliwe odgłosy, nie podobne do ludzkich. Selthus odskoczył przestraszony. Nigdy tego nie próbował, nawet o tym nie czytał. Nie sądził aby było możliwe, ale czy miał inne wyjście? Zacisnął mocno zęby i z niesamowitym wysiłkiem wrócił. Musiał go dotknąć, co wywoływało dreszcz przerażenia. Skóra umarłego była niesamowicie zimna, choć chłopak nie sądził aby zdążył tak szybko ostygnąć.
- Rozkazuję... wstań. - wyszeptał drżącym głosem.
Stwór natychmiast skierował na niego martw oczy. Nie poruszał się, tylko patrzył. Selthus dygotał teraz bardziej od niego. Gdy z niesamowitą szybkością skoczył, zaciskając mu na szyi sztywne palce, nie zdążył nawet krzyknąć. Walczył teraz o życie. Spleceni ze sobą przeturlali się na bok. Nekromanta nagle zdał sobie sprawę, że przecież wciąż nie ma broni. Musiał polegać tylko na sobie i umiejętnościach, ale czy potrafił? Nadal nie miał do nich zaufania. Raz działały, potem nie... jak ruletka. Z wysiłkiem odsunął ręce stwora i kopnął go w brzuch, odpychając nieco. Nie było jednak czasu na oddech. Istota szybko podniosła się i ponowiła atak. Selthus ledwie zdążył usiąść. Wyciągnął przed siebie dłoń i wkładając w to całą siłę umysłu i pewność siebie, wykrzyknął.
- Stój!
Nieumarły zamarł w połowie drogi. Usta wykrzywiły paskudny grymas, odsłaniając lśniące zęby. Selthus pokazał płynnym ruchem na walczących.
- Tam są wrogowie. Zabij ich dla mnie. - powiedział, a głos mu już nie drżał.
Stwór kiwnął sztywno głową i ruszył zabijać. Chłopak zaraz po tym zobaczył czarne plamy przed oczami i osunął się na miękką ściółkę.
Sen rozwiał się nagle ukazując dalsze wypadki. Miał straszny koszmar, którego nie pamiętał. Tylko oczy, świetliste punkciki majaczyły w umyśle. Wraz z przebudzeniem wrócił ból. Rwało go ramię i bok, z których już wydobyto strzały. Obok prowizorycznego łóżka złożonego ze skór zwierząt, siedział Selirion.
- Już myśleliśmy, że się nie obudzisz. - powiedział, podając kubek z parującym płynem.
Selthus jęknął i próbował usiąść, ale natychmiast dostał zawrotów głowy. Z trudem upił niewielki łyk i wypluł szybko zawartość.
- Bogowie! Chcesz mnie otruć?!
Doszły do niego śmiechy reszty elfów.
- Gdybym chciał nie rozmawialibyśmy teraz. - pokręcił głową, zamyślony. - Ocaliłeś nam skórę w tamtym lesie. Pamiętasz, co było potem?
Miał niezbyt ciekawą minę, a Selthus natychmiast zaczął mieć obawy, że ożywieniec narobił większych kłopotów. Pokręcił głową.
- Straciłem przytomność... czy, ktoś jeszcze zginął? - nie odważył się zadać pytania którego pragnął.
- Dzięki tobie, udało się uniknąć kolejnych strat. - powiedział, z szerokim uśmiechem. - Chociaż wciąż nie wiemy co zrobić... z nimi. - odparł, krzywiąc się przy tym i wskazując na ciemny kąt jaskini.
Znajdowało się tam prowizoryczne ogrodzenie z zaostrzonych do środka pali.
- Co? - zapytał Selthus, unosząc się z jękiem wyżej, aby lepiej widzieć.
- Gdy podobno straciłeś przytomność, reszta ciał nagle wstała i rzuciła się na przeciwników. Nie mieli szans... Najgorsze jest jednak to, że nadal... no, nadal żyją. - pomasował kark nie wiedząc co uczynić dalej.
Selthus zrobił wielkie oczy.
- Powinni się rozpaść. Twierdzisz, że ich dusze nadal tkwią w ciałach?! - wykrzyknął, opadając na posłanie.
- TAK! Nie wiemy jak się ich pozbyć! - wykrzyknął Selirion.
Selthus uśmiechnął się nagle szeroko. Nie zdawał sobie sprawy z własnej siły. Oni jednak też nie. A to oznaczało, że powinni brać go teraz pod uwagę.
- Jak odpocznę to ich odeślę. - odparł zamykając oczy.
- C...co? Mamy z nimi spać w jednej jaskini?! - oburzył się elf.
- Tak. Dotąd to robiliście. Choć nie wiem po co zrobiliście głupie obramowanie. To przecież i tak nic nie pomoże. - wyobrażał sobie jego minę.
Otworzył oczy aby napawać się przerażeniem, wściekłością i bezsilnością, kolejno malującymi się na twarzy elfa.
- Miłych snów Selirionie. - odparł, zasypiając.

Człowiek bez duszy cz. 14


Szybko zaprowadził go do czekającego już z oddziałem Seliriona. Było ich trzydziestu, w tym dziesięciu łuczników. Elf uśmiechnął się do niego.
- Mam nadzieję, że jesteś gotowy?
Selthus zamrugał, zaskoczony oczami.
- Ty mówisz serio? Wychodzimy? - zapytał dla pewności.
Selirion przybrał poważny wyraz twarzy.
- Tylko tam nie będzie oczu i uszu ciemności. Kapłanki nic nie usłyszą. - wyszedł przez wielkie, kamienne wrota.
Szli przez jakiś czas w milczeniu. Selthus czuł wyjątkowe zdenerwowanie. Gdy jednak na twarzy poczuł zimny, rześki wiatr, uśmiechnął się szeroko. Czuł jakby nie oglądał nieba od niepamiętnych czasów. Zdziwił się, że wciąż jest na swoim miejscu, piękne jak nigdy przedtem. Na zewnątrz panowała noc. Było zimno i z przerażeniem stwierdził, że spędził w podziemiach mniej czasu niż przypuszczał. Spojrzał niepewnie na towarzysza.
- Ile u was gościłem?
Selirion zamyślił się. idąc spokojnie przez gęsty, mroczny las. Nie potrzebował światła aby widzieć najdrobniejsze nierówności terenu.
- Niemal dwa lata. To i tak więcej niż się spodziewałem. Masz szczęście, że nadal żyjesz. A teraz nie gadaj, tylko chodź. Jeszcze daleka droga przed nami.
Przez dłuższy czas szli w całkowitym milczeniu. W Selthusie tymczasem narastały obawy. A jeśli wyruszyli po to, aby go potem zamordować? W końcu nie było lepszej po temu okazji. Gdy rozbili pierwszy obóz w jakiejś niewielkiej jaskini, aby schronić się przed blaskiem dnia, obawy narosły do niesamowitych rozmiarów. Usiadł w kącie i spoglądał na towarzyszy z podejrzeniem. Rozpalili niewielki ogień, nad którym przypiekali mięso. Selthus westchnął przeciągle i zaczął przeglądać jedną z magicznych ksiąg. Niewiele rozumiał z bełkotu na pożółkłych stronach. Doszedł do wniosku, że albo napisał ją geniusz, albo kompletny idiota.  Oparł zmęczoną głowę o skałę. Obserwował spod przymkniętych powiek. Czuł się senny tą całonocną wędrówką. Ból nóg i wszystkich mięśni utrudniał sen. Przez cały czas uwięzienia i odpoczynek w komnatach kapłanki, odwykł od wysiłku. Poza tym przejął odmienny cykl dnia i nocy mrocznych elfów. Nim zdążył zareagować, zapadł w sen we śnie...
Zbudził go ostry głos Seliriona. Potrząsał mocno jego ramieniem.
- Wstawaj, pora wyruszać. - szeptał, zaś ciemne oczy błyszczały mu w półmroku.
Selthus jęknął i odebrał suszone mięso wraz z lodowatą wodą. Od tego też odwykł. Do tej pory miał do dyspozycji całkiem smaczne jedzenie, sprowadzane specjalnie dla kapłanek z najdalszych zakątków mrocznego świata elfów. Wstał jednak, rozcierając bolące mięśnie. Wziął przykład z elfich towarzyszy. Zachowywali się cicho i pewnie. On jednak, mimo starań był głośny i strasznie niezdarny. Gdy potknął się o garnek i narobił niesamowitego hałasu, spojrzeli wrogo.
- Co?! Nie każdy widzi tu w ciemności. - odparł wściekły.
Od tej pory nazywali go "Nwari", co  w ich języku znaczyło "Niezdarny". Kolejna noc zeszła im na męczącej wędrówce, w trakcie której starał się jeszcze bardziej nie zasłużyć na to imię. Niestety, im bardziej próbował, tym większym był pośmiewiskiem. Gdy szedł w niewielkim oddaleniu z Selirionem, ten stwierdził.
- Nie próbuj nam zaimponować. Nie jesteś jednym z nas. Bądź sobą, gdyż właśnie dlatego jeszcze żyjesz.
Selthus nie bardzo rozumiał te słowa.
- A kim w waszych oczach jestem? Nwari? Żałosnym człowiekiem, czy kolejną ofiarą Bóstwa Ciemności? - zapytał, jednocześnie intuicyjnie gładząc woreczek z runami, schowany w jednej z kieszeni płaszcza.
- Nwari nie jest obrazą. Powinieneś być wdzięczny, że zechcieli poświęcić czas aby wynaleźć ci imię. Dzięki temu nie jesteś już bezimienny. - wzruszył ramionami, a Selthusowi zrobiło się niedobrze.
Był dla nich niczym, tak jak się spodziewał. Selirion nagle przystanął na jakiś lekki dźwięk przypominający pisk gryzonia. To był sygnał, że dotarli do celu. Przykucnął i pociągnął go za sobą.
- Co się... - nie dokończył, gdyż elf ruchem ręki nakazał ciszę.
Nachylił się i szepnął mu do ucha.
- To wrogie plemię mrocznych. Jeśli ich wybijesz, zasłużysz sobie szacunek. Musisz działać szybko. Ruszaj... - popchnął go lekko w kierunku, z którego dobiegały ciche odgłosy rozmowy.
Chłopak był przerażony. Ręce mu się trzęsły, a w głowie miał tylko pustkę. Niewiele pamiętał z dawnych nauk Mistrza. Poza tym, z wyjątkiem kilku ziół które udało się uzbierać w drodze, nie miał żadnych innych materiałów. A przecież nekromancja wymagała ciał i zaklętych dusz. Zacisnął mocno zęby i wziął głęboki oddech. Wiedział już, że zaraz zginie, jeśli czegoś nie wymyśli. Zaczął nerwowo wertować zbutwiałe karty księgi, ale w tych ciemnościach nic nie widział.  Poza tym i tak nie potrafił rozczytać tego bełkotu.
- Co powtarzał Mistrz? Co zrobić w takiej sytuacji? Gdy wszystko zawiedzie? - szeptał bezgłośnie, starając się odciąć od dobiegających zewsząd odgłosów.
Ktoś trącił go z tyłu, chcąc zapewne dać znać, że ma się pospieszyć. Pogorszyło to tylko sytuację. Jak miał powiedzieć, że nic nie pamięta? Gdy otworzył oczy już znał odpowiedź. Było mu wszystko jedno, cieszył się jedynie, że nie zginie w śmierdzącym lochu, albo przywiązany do lodowatego ołtarza, niczym jagnię. Ostatni wdech i wyszedł dumnie na ścieżkę, tuż przed spory oddział wroga. Zaskoczył ich, przez krótką chwilę miał przewagę.
Uśmiechnął się paskudnie i rzucił jedyną rzeczą którą miał pod ręką... księgą. Trafiła jednego w twarz, doprowadzając tym do wściekłości resztę. Tak szybko, jak tego dnia, nigdy jeszcze nie biegł. Przez nieuwagę potknął się o wystający korzeń i zniknął z oczu, ukryty przez gęsto rosnące krzaki. Nie wiedział czy bardziej wściekły był na przeklęte elfy, Seliriona, czy samego siebie, że uciekł i jednak nie dał się zadźgać. Miałby to już za sobą. Koniec z poniżeniem, niepewnością i strachem. Tymczasem, jego odrażający towarzysze będą musieli wymyśleć nowe imię. Ciekawe, jak w ich języku mówiło się "strachliwy zając"... Z tyłu dochodziły odgłosy bitwy. Najwyraźniej faktycznie nie mieli zamiaru puścić go wolno. Po jakimś czasie zapanowała cisza, a on modlił się, sam nie wiedział do kogo, aby nie zostać odnalezionym. Bał się oddychać, czuł, że zdradzi bicie serca słuchać niczym dzwon. Gdy ktoś kopnął go mocno w bok, jęknął przerażony i odwrócił się, chcąc odeprzeć kolejne. Nie zdołał... Jeszcze teraz na wspomnienie tamtej nocy, czuł ból we wszystkich żebrach. Pobili go nim przyszedł Selirion. Właściwie jednak nie był pewny czy nie stał z boku, przyglądając się wszystkiemu. W końcu był mrocznym elfem, a po nich wszystkiego można się spodziewać. Podniesiono go brutalnie z ziemi, ale nie był w stanie ustać na nogach o własnych siłach. Spojrzał w niewyrażającą żadnych uczuć twarz Seliriona. Obejrzał go i na koniec wymierzył solidny cios w szczękę, po którym chłopak stracił przytomność. Obudził się w tej samej jaskini, w której zatrzymali się wcześniej na dzień. Miał już owinięte bandażem żebra, ale nadal oddychał z trudem. Gdy usiadł, omal nie zemdlał od niesamowitego bólu który opanował ciało. Wypluł z ust piasek, zapewne dostał się tam, gdy upadł twarzą w błoto. Reszta elfów przyglądała się nieufnie. Jedli spokojnie jakiś śmierdzący gulasz. Selirion przyniósł parującą miskę i wetknął siłą w zdrętwiałe palce.
- Jedz, gdy nadejdzie noc mam nadzieję, że nie przyniesiesz kolejnego wstydu. – powiedział, oddalając się szybko.
Selthus odprowadził go wściekłym wzrokiem i z apetytem zjadł gorące jadło. Pogładził leżącą obok księgę i zastanowił się dlaczego jeszcze żyje. Zapytałby swego elfiego towarzysza, ale nie wiedział czy otrzyma odpowiedź, czy tylko kolejny cios. Gdy zjadł, ponownie otworzył księgę i zaczął z uwagą studiować zawiłe teksty. Nadal nic nie rozumiał, ale była ona jedynym co miał, więc uznał, że skoro żyje, nie może się poddać. Zemsta stała się jego paliwem…
Noc nadeszła szybciej niż podejrzewał. Tym razem jednak miał zamiar pokazać kilka sztuczek. Udało mu się w ciągu dnia dobrać do ciała zabitego elfa, co spotkało się z otwartą krytyką reszty. Odpowiednio przygotował najważniejsze części ciała. Odciął bujne, srebrzyste włosy, wyciął serce… Przygotował nową mieszankę ziół, ale brak było kamieni szlachetnych, dlatego zastosował zamiennik, w postaci szarych, rzecznych. Miał nadzieję, że doprowadzi chociaż do tego samego efektu jak wtedy, przy pierwszym spotkaniu z Mrocznymi elfami. Śmierdzące opary nie były w sumie takie złe. Gdy wyruszali, był gotowy. Mimo strasznego bólu czuł tremę i coś na kształt dumy, mimo, że za wcześnie jeszcze na to. Tym razem zapuścili się znacznie dalej na terytorium drugiego klanu. Selirion ponownie podszedł i położył mu mocno rękę na ramieniu.
- Dobrze radzę, tym razem nic nie próbuj. Żyjesz tylko dlatego, że ich powstrzymałem. Nie łudź się jednak, że następnym razem zrobię to samo. - twarz nie wyrażała żadnych uczuć.
© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock