niedziela, 13 lipca 2014

Człowiek bez duszy cz. 18

Sceneria pozostała ta sama, tylko czas uległ zmianie. Od tamtego wydarzenia Serinal zakazała jakichkolwiek wędrówek. Szczegół, że nigdy mu na nie, nie pozwalano. Tłumaczyła to tym, że jest cenny dla kultu. Uważał jednak, że po prostu jeszcze się nie znudziła. Kilka dni później odwiedził go Selirion. Niósł wielki pęk kluczy i jak zwykle uraczył go szerokim uśmiechem. Selthus jeszcze nie rozgryzł tego elfa.  
- Widzę, że jesteś jeszcze wśród nas. Dobrze. - odparł, siadając nieopodal.
- Dlaczego miałbym nie być? - pokazał dwie bransolety oznaczające niewolę.
- Kobiety to zmienne bestie. Należy na nie uważać.
- Nie tylko na nie. - odparł z krzywym uśmiechem.
Selirion zaśmiał się szczerze.
- Lubię cię Nwari. Chodź, musisz rozruszać kości. - wyszli z komnat kapłanek.
Przeszli spory kawałek drogi w milczeniu. Elf nagle dał mu coś błyszczącego.
- Udało mi się w końcu znaleźć. Pomyślałem, że się ucieszysz. - odparł z dziwną miną.
Selthus delikatnie włożył stary pierścień w którym uwięził duszę Elvera.
- Dziękuję, z jakiej okazji? - zapytał, nadal mu nie ufając.
Elf wzruszył jednak ramionami.
- Mam dług. Tamtej nocy, w lesie... uratowałeś mnie i resztę oddziału. Nie zapominam takich rzeczy.
Selthus był zaskoczony, ale nic więcej nie powiedział. Nie było potrzeby. Wyglądało na to, że pogłoski i plotki o Mrocznych elfach, niekoniecznie były prawdziwe. Mieli jakieś tam poczucie honoru, a ten fakt budził nadzieję. Ponownie wyszli na powierzchnię, w zupełnie innym miejscu niż poprzednio. Panowała już noc, ale Selthus nie wiedział ile czasu pozostało do świtu.
- Po co mnie tu zabrałeś? - zapytał, rozglądając się niepewnie.
Wyczuwał wokół dziwną aurę, śmierć musiała kiedyś tańczyć na polanie przed nimi.
- Według podań przodków miała tu miejsce wielka bitwa. Stoczyli ją najlepsi wojownicy klanów jacy kiedykolwiek istnieli. - zatoczył ręką łuk.
- Chcesz... nie, to nie możliwe. - kręcił głową Selthus, krzyżując ręce na piersi.
- Chociaż spróbuj. Może mógłbyś sprowadzić przynajmniej kilku?
- Po co? Budujesz armię? - zaśmiał się chłopak.
Gdy jednak rozmówca pozostał poważny, śmiech ugrzązł mu w gardle.
- Nie mówisz poważnie?! Przecież masz już wielu wojowników!
- Tak, masz rację. Jednak są zwykle wierni kapłankom. Tylko niewielu podziela moje zdanie. - Selirion usiadł na zwalonym drzewie.
Przez chwilę milczeli, co robiło się już kłopotliwe. Gdy uniósł oczy, widniała w nich nadzieja. Coś czego Selthus nie się spodziewał ujrzeć.
- Wielu moich braci ma już dość tego, jak rządzą nami kobiety kapłanki. - wykrzywił usta w grymasie.
Wstał nagle, dobywając sztyletu i przyciskając mu go do gardła.
- Powiedz mi, ale szczerze, kłamstwo od razu przejrzę. Czy już jesteś JEJ? Serinal ma kolejną zabawkę? Jeśli mi pomożesz, przysięgam... uwolnię cię z tego całego bagna.  
Selthus z nieodgadnioną miną odsuną sztylet na bezpieczną odległość.
- Uwolnij NAS. Mnie i Albisa, a dostaniesz armię. - odparł pewnym głosem.
- Jeśli mnie zdradzisz. - wysyczał elf.
- To co? Zabijesz mnie? Uwierz, są rzeczy gorsze od śmierci. Poza tym, dzięki temu twoja siostra przekona się, że nie jestem zwierzątkiem. - straszny uśmiech sprawił, że elf odsunął się na krok.
- Umowa stoi. Armia w zamian za wolność. - wyciągnął dłoń.
Selthus uścisnął ją mocno, kiwając głową.
- Będzie potrzebne wiele rzeczy...
Przez sen uśmiechnął się na wspomnienie kilku spokojniejszych raczej chwil, spędzonych w niewoli. Było ciężko nie myśleć o bracie, ale nie miał wyboru. Musiał się skupić, gdyż zajęcie wymagało absolutnej koncentracji. Jeszcze nigdy nie ocierał się tak często o dziwną granicę między życiem a śmiercią. Selirion spełnił obietnicę. Dostarczał wszelkich potrzebnych składników, przyrządów, a nawet ludzi. Nekromanta nigdy jednak nie ośmielił się zapytać, skąd to wszystko bierze. Elf wykradał go za każdym razem gdy kapłanka była wzywana do świątyni. Liczne ceremonie nie pozwalały jej na zbyt częste spędzanie z nim czasu. Co tylko ułatwiało zadanie. Gdy jednak była z nim, starała się przekonać do siebie. Czasami godzinami rozmawiali o najróżniejszych rzeczach. Głównie ona mówiła, dostarczając ważnych informacji, zamaskowanych tonami głupich słów, zupełnie nie potrzebnymi. Musiał jednak przyznać, że czasami, na krótką chwilę, zapominał przy niej kim są. Jakie pomiędzy wzniesiono granice uprzedzeń i ograniczeń. Mógł w tych chwilach nawet odpocząć, od pogoni za śmiercią. Czasami zabierała go na niedostępne dla innych gmachy, umiejscowione niemal przy samym sklepieniu jaskini. Zdradzała wtedy marzenia o normalnym życiu. Aby móc stąpać pośród blasku gwiazd. Słońca nie widziała nigdy, niesamowicie się go bała. Gdy leżeli razem na jednej z półek skalnych, obserwując piękny taniec świecących robaczków, zapytała nagle, nie patrząc na niego.
- Myślisz, że kiedyś będzie to możliwe?
Selthus, na wpół już drzemiąc, błądził ręką w jej długich włosach. Uwielbiał ich dotykać.
- Co?
Przewróciła się na brzuch i wlepiła w niego błyszczące, rubinowe oczy.
- Och, przecież wiesz. Jestem kapłanką. - dodała, dla podkreślenia położenia.
- I? Przecież właśnie dlatego nic cię nie ogranicza.
Odwróciła się plecami. Przez chwilę zdawało mu się, że widzi łzy w pięknych oczach.
- Nic nie rozumiesz. Jesteśmy do siebie bardziej podobni niż sądzisz Nwari. - powiedziała przegryzając mocno wargę.
Selthus skrzywił się lekko, słysząc nadane przezwisko.
- Jestem Selthus nie Nwari, zwierzątko, niewolnik lub własność. - odwarknął, siadając.
Serinal też usiadła. W oczach malowało się coś, czego nie widział nigdy. Nagle pomyślał, że ta głupia elfka zapałała do niego uczuciem. To było niepojęte i niepokojące. Spuściła głowę, zakrywając jedwabistą falą włosów twarz.
- Nie chciałam... po prostu, już się przyzwyczaiłam do tego imienia.
Selthus westchnął, targany nagle wyrzutami sumienia. Czymś, o czym również zdążył już zapomnieć. Przysunął się i odgarnął jej włosy z twarzy, a następnie pocałował w czoło, lekko i szybko. Wciąż niepewny, na ile może sobie pozwolić. Spojrzała zaskoczona, ale nie odeszła. Zamiast tego, przysunęła się bliżej.
- Możesz mnie nazywać jak chcesz. - powiedział z uśmiechem. - Tylko nie jakiś dziwnym przezwiskiem, albo kotku. Nienawidzę sformułowania... właściwie, lepiej też nie mów... - nie dokończył, gdyż rzuciła się na niego, naciągając mocniej kaptur na głowę.
          - Zawsze wszystko psujesz. - zaśmiała się a on pomyślał, że właściwie mógłby tu zostać... byle z nią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock