piątek, 25 kwietnia 2014

Człowiek bez duszy cz. 4

Po tej rozmowie Lord wydał stosowne rozkazy. Czarownik dostał własną komnatę we wschodniej wieżycy, wraz z pilnującą wejścia strażą. Mógł niemal bez skrępowania poruszać się po całej twierdzy. Wszelkie jego pragnienia były spełniane, nawet te najbardziej odrażające. Niestety pozostali Lordowie słysząc co uczynił ich sąsiad wpadli w szał. W przeszłości razem wyruszyli na kampanię wojenną aby ukrócić okropne praktyki czarownika a teraz zamieszkał on jako wolny człowiek w twierdzy? Poza murami i w mieście wrzało od tłumionej wściekłości. Lord jednak był głuchy na wszystko. Na słowa doradców, innych Lordów i każdego kto chciał mu pomóc. Jednocześnie czarownik już otwarcie spotykał Selthusa. Coraz częściej zamykał się z nim w swej wieży i nikt nie wiedział co tam robili. Tylko oni dwaj znali tajemnice. Pewnego razu, gdy ostatnie promienie słońca oświetlały ładne wnętrze, czarownik powiedział.
- Jesteś synem którego nigdy nie miałem.
Selthus przerwał przeglądanie nowych ksiąg, które dostarczył im ojciec. Uśmiechnął się szeroko.
- Dlaczego nie miałeś syna? - zapytał, przewracając stronę starego pergaminu pokrytą dziwnymi runami.
Xanidor podszedł do szafki wyciągając słój zasuszonych ziół.
- Kobiety niezbyt chętnie rozkładają nogi dla nekromantów i czarowników.
Selthus zrobił wielkie oczy.
- Nekromantów? Jesteś przecież czarownikiem, a nie nekromantą.
Xanidor wzruszył ramionami. Wyglądał już znacznie lepiej. Chłopakowi zdawało się że młodnieje z każdym dniem. Białe włosy miał ładnie przycięte, ostrzyżoną brodę, świetne odzienie, zawsze w kolorze czerni. Srebrne dodatki i kamienie szlachetne.
- Nekromanta, czarownik, elementalista... demonolog, co to za różnica? To wszystko magia Selthusie. Nie bój się eksperymentów.
- Ale nekromancja jest zła! - zamknął z hukiem książkę.
Xanidor zmierzył go swym przenikliwym spojrzeniem.
- Magia nie jest zła ani dobra. Bez względu na to, z której gałęzi pochodzi. To ci którzy jej używają decydują o tym, do czego ma służyć. Dobro i zło, to tylko puste słowa, pozbawione znaczenia na drodze do wielkości. To cel jest najważniejszy. Poza tym wszystko zależy od punktu widzenia.
Chłopak usiadł zrezygnowany na krzesło.
- Nie rozumiem. Jak demon może być dobry? Albo nieumarły?
- Zrozumiesz. W swoi czasie. Teraz tylko rób to, co do ciebie należy i ucz się pilnie. - zza płaszcza wydobył srebrny medalion z czerwonym kamieniem, który zdawał się promieniować własnym światłem w półmroku.
Na jego widok oczy chłopaka zrobiły się wielkie.
- To dla mnie? - zapytał wyciągając łapczywie dłonie.
- Oczywiście. Będzie cię chronił, ale nie możesz go zdejmować. Rozumiesz? Nigdy. - zawiesił medalion na szyi chłopca i przyjrzał mu się z dumą. - Zaczynasz wyglądać jak czarownik. Tylko te szramy, nieco psują efekt. - dotknął jego policzka swymi chudymi palcami.
Widniała na nim krwawa bruzda od kolejnych ćwiczeń z Elvero. Chłopak zarumienił się ze wstydu.
- Ja... nie jestem wystarczająco dobry, aby go zadowolić. Aby zadowolić mojego ojca. - z trudem zapanował nad łzami które cisnęły mu się do oczu.
- Jesteś lepszy niż myślisz. Udowodnisz im to niebawem. Ale najpierw zrobisz dokładnie to, co ci każę. - nachylił się nad nim i zaczął mu szeptać do ucha tak, aby na pewno nikt tego nie usłyszał.
Nazajutrz Selthus jak zwykle ruszył w kierunku placu ćwiczeń. Elvero czekał na niego, jak zawsze, z tym samym złośliwym uśmiechem. Chłopak również się uśmiechnął i pomyślał, że po wszystkim będzie miał również taką minę, wyglądała groźnie i godnie. Będzie musiał poćwiczyć przed lustrem. Dobył miecza ćwiczeniowego i ruszył z impetem na Elvera.  Natychmiast został powalony na ziemię. Upadł w pył, ale równie szybko ponownie stanął na nogi.
- Co jest? Będziesz płakał? Jaka szkoda... - naigrywał się z niego trener. - Wyżej, bijesz się jak baba! Nie, właściwie nawet one robią to lepiej. Co to jest? - zapytał dotykając medalionu mieczem.
Selthus wyrwał się i odskoczył poza jego zasięg.
- Nosisz biżuterię? Co jeszcze? Ubierzesz sukienkę? - zaśmiał się głośno, zaś Selthus warknął wściekły i natarł na niego wymachując bezładnie mieczem. - Jesteś żałosny! Nie powinieneś nosić nazwiska Celador!
Nagle stanął jak wryty, gdy coś chwyciło go za kostkę. Z ziemi wystawała zielonkawa, brudna dłoń. Zaraz za nią pojawiła się kolejna i następna. Elvero zaczął ciąć je mieczem, ale to nic nie dawało. W ich miejsce pojawiały się kolejne. Jakimś cudem udało mu się oswobodzić i ruszył biegiem w kierunku muru. Wspiął się wysoko, pewny że tam go nie dopadną... mylił się wielce. Rzucał przerażone spojrzenia, nie dostrzegł jednak ciemnego kształtu który zawisł nad nim. Aż do ostatniej chwili, gdy runął on na niego z impetem. Wielka, skrzydlata bestia z wrzaskiem zaczęła mu orać twarz pazurami. Jej zakrzywiony dziób pożarł mu oczy. Inni żołnierze jednak niczego nie widzieli. Tylko szalonego Elvero machającego rękami. Krzyczał jeszcze, gdy spadał z murów i z obrzydliwym odgłosem zarył w kamienną posadzkę na dole. Na jego ciele nie było jednak żadnych obrażeń. Wszyscy zaś wzięli to za zwykły wypadek, lub po prostu działanie szaleńca. W końcu Elvero uchodził za surowego i trudnego człowieka, musiał się w końcu załamać. Selthus tymczasem stał z boku, patrząc na to i oceniając. Na samo dno swego umysłu zepchnął wszelkie lęki i wątpliwości. On to zrobił, zupełnie sam. Był z siebie dumny. Dumny jak nigdy przedtem... Będzie musiał potem odpowiednio zająć się ciałem. W końcu nie może zmarnować tak świetnego okazu...

4 komentarze:

  1. O matko w co ten bohater się pakuje...
    Co to będzie dalej, aż strach pomyśleć.
    -Ala

    OdpowiedzUsuń
  2. Ho, ho. Nasz bohater chyba nie będzie takim, co dobrze wykorzystuje magie, ale mniejsza o to. Nie ważne dobry, czy zły. Te sztuczki robią wrażenie :D Podoba mi sie takie rozprawienie z okropnym nauczycielem xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety on jeszcze z nim nie skończył xD
    Poza tym nudno by było gdyby umiał wszystko ot tak *pstryk* xD

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock