Po tej
rozmowie Lord wydał stosowne rozkazy. Czarownik dostał własną komnatę we
wschodniej wieżycy, wraz z pilnującą wejścia strażą. Mógł niemal bez
skrępowania poruszać się po całej twierdzy. Wszelkie jego pragnienia były
spełniane, nawet te najbardziej odrażające. Niestety pozostali Lordowie słysząc
co uczynił ich sąsiad wpadli w szał. W przeszłości razem wyruszyli na kampanię
wojenną aby ukrócić okropne praktyki czarownika a teraz zamieszkał on jako
wolny człowiek w twierdzy? Poza murami i w mieście wrzało od tłumionej
wściekłości. Lord jednak był głuchy na wszystko. Na słowa doradców, innych
Lordów i każdego kto chciał mu pomóc. Jednocześnie czarownik już otwarcie
spotykał Selthusa. Coraz częściej zamykał się z nim w swej wieży i nikt nie
wiedział co tam robili. Tylko oni dwaj znali tajemnice. Pewnego razu, gdy
ostatnie promienie słońca oświetlały ładne wnętrze, czarownik powiedział.
- Jesteś synem którego nigdy nie miałem.
Selthus przerwał przeglądanie nowych ksiąg, które dostarczył im ojciec.
Uśmiechnął się szeroko.
- Dlaczego nie miałeś syna? - zapytał, przewracając stronę starego pergaminu
pokrytą dziwnymi runami.
Xanidor podszedł do szafki wyciągając słój zasuszonych ziół.
- Kobiety niezbyt chętnie rozkładają nogi dla nekromantów i czarowników.
Selthus zrobił wielkie oczy.
- Nekromantów? Jesteś przecież czarownikiem, a nie nekromantą.
Xanidor wzruszył ramionami. Wyglądał już znacznie lepiej. Chłopakowi zdawało
się że młodnieje z każdym dniem. Białe włosy miał ładnie przycięte, ostrzyżoną
brodę, świetne odzienie, zawsze w kolorze czerni. Srebrne dodatki i kamienie
szlachetne.
- Nekromanta, czarownik, elementalista... demonolog, co to za różnica? To
wszystko magia Selthusie. Nie bój się eksperymentów.
- Ale nekromancja jest zła! - zamknął z hukiem książkę.
Xanidor zmierzył go swym przenikliwym spojrzeniem.
- Magia nie jest zła ani dobra. Bez względu na to, z której gałęzi pochodzi. To
ci którzy jej używają decydują o tym, do czego ma służyć. Dobro i zło, to tylko
puste słowa, pozbawione znaczenia na drodze do wielkości. To cel jest najważniejszy.
Poza tym wszystko zależy od punktu widzenia.
Chłopak usiadł zrezygnowany na krzesło.
- Nie rozumiem. Jak demon może być dobry? Albo nieumarły?
- Zrozumiesz. W swoi czasie. Teraz tylko rób to, co do ciebie należy i ucz się
pilnie. - zza płaszcza wydobył srebrny medalion z czerwonym kamieniem, który
zdawał się promieniować własnym światłem w półmroku.
Na jego widok oczy chłopaka zrobiły się wielkie.
- To dla mnie? - zapytał wyciągając łapczywie dłonie.
- Oczywiście. Będzie cię chronił, ale nie możesz go zdejmować. Rozumiesz? Nigdy.
- zawiesił medalion na szyi chłopca i przyjrzał mu się z dumą. - Zaczynasz
wyglądać jak czarownik. Tylko te szramy, nieco psują efekt. - dotknął jego
policzka swymi chudymi palcami.
Widniała na nim krwawa bruzda od kolejnych ćwiczeń z Elvero. Chłopak zarumienił
się ze wstydu.
- Ja... nie jestem wystarczająco dobry, aby go zadowolić. Aby zadowolić mojego
ojca. - z trudem zapanował nad łzami które cisnęły mu się do oczu.
- Jesteś lepszy niż myślisz. Udowodnisz im to niebawem. Ale najpierw zrobisz
dokładnie to, co ci każę. - nachylił się nad nim i zaczął mu szeptać do ucha
tak, aby na pewno nikt tego nie usłyszał.
Nazajutrz Selthus jak zwykle ruszył w kierunku placu ćwiczeń. Elvero czekał na
niego, jak zawsze, z tym samym złośliwym uśmiechem. Chłopak również się
uśmiechnął i pomyślał, że po wszystkim będzie miał również taką minę, wyglądała
groźnie i godnie. Będzie musiał poćwiczyć przed lustrem. Dobył miecza
ćwiczeniowego i ruszył z impetem na Elvera. Natychmiast został powalony na ziemię. Upadł w
pył, ale równie szybko ponownie stanął na nogi.
- Co jest? Będziesz płakał? Jaka szkoda... - naigrywał się z niego trener. -
Wyżej, bijesz się jak baba! Nie, właściwie nawet one robią to lepiej. Co to jest?
- zapytał dotykając medalionu mieczem.
Selthus wyrwał się i odskoczył poza jego zasięg.
- Nosisz biżuterię? Co jeszcze? Ubierzesz sukienkę? - zaśmiał się głośno, zaś
Selthus warknął wściekły i natarł na niego wymachując bezładnie mieczem. -
Jesteś żałosny! Nie powinieneś nosić nazwiska Celador!
Nagle stanął jak wryty, gdy coś chwyciło go za kostkę. Z ziemi wystawała
zielonkawa, brudna dłoń. Zaraz za nią pojawiła się kolejna i następna. Elvero
zaczął ciąć je mieczem, ale to nic nie dawało. W ich miejsce pojawiały się
kolejne. Jakimś cudem udało mu się oswobodzić i ruszył biegiem w kierunku muru.
Wspiął się wysoko, pewny że tam go nie dopadną... mylił się wielce. Rzucał
przerażone spojrzenia, nie dostrzegł jednak ciemnego kształtu który zawisł nad
nim. Aż do ostatniej chwili, gdy runął on na niego z impetem. Wielka, skrzydlata
bestia z wrzaskiem zaczęła mu orać twarz pazurami. Jej zakrzywiony dziób pożarł
mu oczy. Inni żołnierze jednak niczego nie widzieli. Tylko szalonego Elvero
machającego rękami. Krzyczał jeszcze, gdy spadał z murów i z obrzydliwym
odgłosem zarył w kamienną posadzkę na dole. Na jego ciele nie było jednak
żadnych obrażeń. Wszyscy zaś wzięli to za zwykły wypadek, lub po prostu
działanie szaleńca. W końcu Elvero uchodził za surowego i trudnego człowieka,
musiał się w końcu załamać. Selthus tymczasem stał z boku, patrząc na to i
oceniając. Na samo dno swego umysłu zepchnął wszelkie lęki i wątpliwości. On to
zrobił, zupełnie sam. Był z siebie dumny. Dumny jak nigdy przedtem... Będzie musiał
potem odpowiednio zająć się ciałem. W końcu nie może zmarnować tak świetnego okazu...
Resurgere and Grinmir-stock
O matko w co ten bohater się pakuje...
OdpowiedzUsuńCo to będzie dalej, aż strach pomyśleć.
-Ala
Strach to jest to pisać xD
OdpowiedzUsuńHo, ho. Nasz bohater chyba nie będzie takim, co dobrze wykorzystuje magie, ale mniejsza o to. Nie ważne dobry, czy zły. Te sztuczki robią wrażenie :D Podoba mi sie takie rozprawienie z okropnym nauczycielem xD
OdpowiedzUsuńNiestety on jeszcze z nim nie skończył xD
OdpowiedzUsuńPoza tym nudno by było gdyby umiał wszystko ot tak *pstryk* xD