Przemknął
cicho jak mysz w kierunku wejścia do lochów. Ku swemu zdumieniu stwierdził, że
nikt go nie pilnował. Otwierane wielkie drzwi prowadzące w dół zapiszczały
przeraźliwie. Chłopak miał ochotę na ten dźwięk uciec jak najdalej stąd. Coś go
jednak powstrzymało. Przystanął nasłuchując. Nic nie wskazywało na to, że ktokolwiek go usłyszał. Powoli i ostrożnie
zszedł wytartymi kamiennymi schodami w czeluść. Jedynym dźwiękiem który słyszał
było szybkie bicie jego serca. Miał wrażenie, że rozbrzmiewa w tych murach
niosąc się nieznośnym echem. Ktoś przecież musiał go usłyszeć. Westchnął, zaś
jego oddech pozostawił obłoczek pary. Z trudem ściągnął jedną z pochodni
przytwierdzonych do ścian. W duchu powtarzał sobie, aby zachować spokój, spokój...
Nic to jednak nie dawało. Jakaś chorobliwa fascynacja ciągnęła go jednak
naprzód. Mimo wszechogarniającego go przerażenia, wyjrzał za róg. Przed nim
mieściła się cela z metalowym okratowaniem, przylegająca do ściany. Strażnicy
wydawali się spać co, sam nie wiedział dlaczego, zupełnie go nie dziwiło. W
celi panował niemal całkowity mrok. Selthus z ledwością odróżniał szczegóły.
Drewniane rusztowanie z przywiązanym więźniem. Zwisające łańcuchy i liny. Szaro
srebrzyste włosy więźnia które w tym słabym świetle wydawały się pałać ukrytą
mocą. Kiedy czarownik podniósł głowę, chłopak cofnął się o krok. Przez twarz
biegła mu paskudna, okrwawiona szrama. Jego oczy zaś pozostawały czarne i
nieprzeniknione, jak pustka. Gdy się uśmiechnął, po plecach Selthusa przebiegł
dreszcz.
- A... jesteś więc, dobrze że przyniosłeś wino. Zaschło mi w gardle. -
powiedział szeptem, który zdawał się nieprzyjemnie odbijać echem od ścianek
jego mózgu.
Miał niezwykle hipnotyczne brzmienie.
- Podejdź, nie bój się, przecież cię nie zjem. - zaśmiał się paskudnie.
Selthus nie mógł go nie posłuchać. Czuł się niemal jak marionetka poruszana
przez straszliwego lalkarza. Jeśli przetnie linki, runie bezwładnie... bez
życia. Podszedł więc do krat, nie mogąc oderwać wzroku od jego oczu.
- Bliżej. Podejdź bliżej. - powiedział czarownik oddychając głośno, z trudem.
Chłopak zawahał się i pokręcił głową.
- N..nie mogę. Tu są kraty. - zrobił taką minę, jakby rozmawiał z wariatem.
Czarownik starał się wzruszyć ramionami, ale w rezultacie przez salę przebiegł
odgłos łańcuchów i jego syk bólu.
- To tylko materia. Czymże ona jest... dla nas? - zapytał, nie przestając się
uśmiechać. - Chodź do mnie. Po prostu o nich zapomnij.
Selthus mimo że czuł coś podobnego do prądu morskiego, kierującego go do tego
właśnie miejsca, nadal się wahał. Czarownik zaś wydał się tym zirytowany.
- Jesteś takim samym głupcem jak oni! - wykrzyknął nagle, a chłopak aż
podskoczył przerażony. - Uciekaj więc i nigdy już nie przychodź!
W oczach młodzieńca pokazały się łzy. Nie wiedział dlaczego tak bardzo mu na
tym zależało. Mimo wszystko jednak zamknął oczy i ruszył do niego. Na drodze
stanęły mu zimne pręty. Otworzył zaskoczony oczy i spojrzał na śmiejącego się
czarownika.
- Co? Nie zadziałało? Musisz być świadomy tego czego chcesz, a nie iść na rzeź
jak jakieś jagnię. Idź! I miej zawsze otwarte oczy. - powiedział już spokojniejszym
głosem.
Chłopak kiwnął głową i ruszył ponownie, z przerażeniem obserwując jak kraty
przechodzą przez jego ciało niczym zrobione z powietrza. Stanął obok
przywiązanego do belek czarownika, podając mu do ust bukłak z winem.
- Jak to możliwe? To jakaś sztuczka, prawda?
Mężczyzna ponownie się zaśmiał.
- Nie. To nie moja zasługa. Sam to uczyniłeś. - odparł z uśmiechem.
- A...ale jak?! Ja nie potrafię. Nie wierzę! To niemożliwe... - usiadł pod
ścianą kręcąc głową.
Czarownik dał mu chwilę na uspokojenie.
- Wszystko jest możliwe.
Selthus spojrzał na niego z urazą.
- To dlaczego jeszcze tu siedzisz? Skoro to takie proste, te łańcuchy nie
powinny być dla ciebie przeszkodą. - powiedział dumny z siebie, że przyłapał go
na kłamstwie.
Mężczyzna zrobił znudzoną minę.
- Daj jeszcze wina. - stwierdził, a gdy powoli upił spory łyk, kontynuował. -
To nie łańcuchy mnie tu trzymają, ale ty.
Sen rozwiał się gdy napłynęła mleczna mgła. Mężczyzna przewrócił się szybko na
łóżku, niemal z niego spadając. Ponownie jęknął, skopał kołdrę ukazując niemal
białą skórą swojego ciała. Liczne blizny przyzdabiały ją szczodrze. Przez sen
zaczął szeptać imię czarownika.
- Xanidor, Xanidor...
Po chwili ponownie zapadł w głębszą fazę snu. W snach nie ma takiego pojęcia,
jak czas. Jedno tchnienie starcza tam za cały żywot, a długa noc, za
niezliczoną ich ilość. Usłyszał swój głos, nim cokolwiek dostrzegł. Kłócił się
z kimś... Ściany znajomej komnaty ukazały się zaraz potem. Zdobione gobeliny ze
scenami polowań, igrający w kamiennym kominku ogień, jego łoże i Albis. Minęły trzy
miesiące od tamtych wydarzeń, od powrotu ich ojca do twierdzy. Przez ten czas
wiele się wydarzyło. Selthus co noc wymykał się do lochów, aby słuchać nauk
czarownika. Wpajał mu on do głowy swoje tajemnice, a chłopak, rządny wiedzy,
wchłaniał chętnie. Wykonywał wszystkie jego polecenia, nawet te straszne. Jego
ciekawość była niepohamowana. Nic więc dziwnego, że w końcu został nakryty,
przez swojego brata.
- Nie możesz o tym powiedzieć ojcu. - łzy cisnęły mu się do oczu, gdy
bezskutecznie starał się go przekonać.
- On jest naszym wrogiem! Powiem! Nic mi nie zrobisz! - Albis tupnął nogą z
dziecięcym uporem.
- Błagam cię bracie. Xanidor, jest jedynym który mnie rozumie. - Selthus
załamał ręce.
Nie wiedział jak ma go przekonać. Musiał, za wszelką cenę chronić swoją
tajemnicę.
- Teraz już znasz jego imię!? To potwór! Zje cię, jak nikt nie będzie patrzył!
- powiedział Albis, nagle wybuchając płaczem. - Nie chodź do niego. Nie powiem
nikomu, tylko obiecaj że już tam nie pójdziesz. On jest zły, bardzo zły... -
szlochał dalej.
Selthus podszedł do niego i zamknął w swych ramionach.
- Już dobrze, nie płacz. Nie płacz... - powtarzał to tak długo, aż zadziałało.
Albis ufnie podniósł głowę i spojrzał mu prosto w oczy.
- Obiecaj. Obiecaj mi to.
Slethus zagryzł wargę.
- Obiecuję.
Miała to być jedna z wielu przysiąg które w życiu złamie. Z czystą
premedytacją. Jeszcze tej samej nocy poszedł do lochów. Ku swemu przerażeniu
odkrył jednak, że czarownik ma gościa. Chłopiec ukryty w ciemnym kącie
podsłuchiwał. Rozpoznał głos swego ojca, drugim był czarownik. Nikogo więcej
nie usłyszał.
- Nie uwolnię cię. Czegokolwiek mi nie obiecasz. Nie uzyskasz wolności. -
powiedział twardym głosem lord tego zamku.
Xanidor był jak zwykle spokojny. Swym tajemniczym szeptem, przemawiał pewnie.
- A jeśli oddam ci żonę?
Zapanowała cisza, w trakcie której Selthus wstrzymywał oddech, aby nie uronić
choć słowa. Jego matka umarła dawno temu. Nie pamiętał jej już, nieuchronnie
zacierała się w jego pamięci. Ale skąd wiedział o tym Xanidor? Przecież mu tego
nie powiedział, nie śmiałby.
- Moja żona umarła.
Ojciec ruszył szybko do wyjścia.
- Jutro zostaniesz stracony. Powinienem to uczynić dawno temu.
- Mogę ci ją zwrócić. Ona odeszła, ale jest jeden sposób aby to zmienić. -
szeptał dalej.
Lord zatrzymał się na moment.
- Nie możesz, nikt tego nie potrafi.
- Ja nie jestem nikim. - zaśmiał się cicho czarownik.
Jego łańcuchy zadzwoniły paskudnie. Lord zwlekał jeszcze przez chwilę.
- Chciałbym... tak chciałbym ci wierzyć. Ale wiem kim jesteś. Bestią, potworem!
Nie będę taki jak ty.
- Nie musisz. Wystarczy że ja będę potworem, a ty Lordem. Oddam ci żonę, a ty
mi wolność.
Ponowna dłuższa cisza spowodowała, że Selthus poruszył się niespokojnie.
- Tylko tyle? Będziesz dalej grabił i zabijał. - powiedział Lord, zaś po
odgłosie kroków chłopak poznał że zawrócił do celi.
- Jest wiele innych ziemi i państw w których mogę osiąść. Gdy skończę,
rozstaniemy się i zapomnimy.
- Czego ci potrzeba? - padła odpowiedź, zaś Selthus z trudem powstrzymał okrzyk
zachwytu.
Nie dość że wróci do nich matka, to jeszcze Xanidor będzie mógł normalnie z nim
rozmawiać. A może nawet, kiedy już skończy, zabierze go ze sobą jako swojego
ucznia? Radość go wprost rozpierała, był tak szczęśliwy, że nawet nie słyszał
odpowiedzi czarownika.
- Twojego syna...
Resurgere and Grinmir-stock
Padam do stup z zachwytu xD
OdpowiedzUsuńA tak na poważenie to kocham tego czarnoksiężnika. Cudo! Ale mały Albis (dobrze to napisałam? ) wie. Szkoda, że wszyscy uważają Xanidora za bestię, ja tam go lubię i to bardzo. Jest inteligentny. Ale nadal nie mam wykształconego zdanai o głównym bohaterze xD
Pozdrawiam :3
Jeszcze wiele notek mam zaplanowanych więc zdążysz sobie wyrobić zdanie. ^^ Poza tym on jest dość skomplikowany. Z jednej strony spoko a z innej obetnie ci głowę xD
OdpowiedzUsuń