Sen
momentalnie się rozwiał, pozostawiając po sobie tylko nieprzyjemny posmak. Teraz
widział tylko szarość i błękit, przypominający jej strój. Zaraz potem i to
zniknęło, a on unosił się w bezmiarze ciemności. Jego krzyk był przez nią
wchłaniany, łapczywie i całkowicie.
Selthus jęknął, przewracając się na swoim łóżku. Sen zaś ponownie się zmienił. Przeskoczył
czas o kilka miesięcy.
Chłopak stał na obramowaniu murów. Spoglądał ze spokojem na długą kolumnę
zbrojnych jego ojca. Ich sztandar z sową powiewał na wietrze. Wygrali, jak
zawsze. Za nimi, na drewnianym wozie, przywiązany do belek grubymi linami,
jechał ich wróg. A przynajmniej to, co niegdyś było dumnym czarownikiem,
usilnie starającym się zniszczyć jego ród. Miał spuszczoną głowę, długie,
skołtunione, siwe włosy, zasłaniały jego twarz. Całe ciało pokrywała mu warstwa
błota i zaschniętej krwi. Był nagi, co miało go dodatkowo poniżyć. Jego potęga
zniknęła wraz z siłami do rzucania zaklęć. Selthus jeszcze przez chwilę stał w
tym samym miejscu, nawet po przejeździe całej kompanii. Będzie musiał zaraz
stawić się na uroczystym powitaniu swego ojca. Ale nie tego obawiał się
najbardziej. Dopiero potem, znając Elvera, zacznie się zabawa. Chłopak
westchnął i ruszył przed siebie, zwinnie zeskakując z drabiny. Mijani go
żołnierze rzucali mu zaciekawione spojrzenia. Większość wiedziała kim jest. Tym
bardziej ciekawiło ich dlaczego jeszcze nie jest tam, gdzie powinien, u boku ojca.
Chwilę zajęło mu dojście do głównej sali w której zebrali się najważniejsi
członkowie jego rodu i armii. Panował tu straszny hałas. Wszyscy rozmawiali z
ożywieniem, pili i krzyczeli. Wielu siedziało za zastawionymi jadłem,
drewnianymi stołami. Jego ojciec, prezentujący się świetnie w nowej,
srebrzystej zbroi, siedział na podwyższeniu. Po prawej stronie miał zaufanego
generała Norbana, wielkiego i niesamowicie grubego mężczyznę. Miał on na sobie
dopasowany skórzany kubrak, barwiony na zielono, obszyty na brzegach futrem
jakiegoś egzotycznego zwierzęcia. Za pasem trzymał niewielki miecz, ale każdy
wiedział że nie potrafi nim władać. Był za to biegły w czymś zupełnie innym.
"Świetny strateg ma ludzi do wykonywania jego planów", mawiał.
Po lewej stronie ojca siedział inny mężczyzna, którego Selthus nie znał. Nie
dbał o to kim są pozostali, nie obchodzili go zupełnie. Chciał tylko mieć to za
sobą. Z westchnieniem, zajął swoje miejsce, znacznie dalej od ojca niż
powinien. Z obrzydzeniem spoglądał na podawane dania. Ostatnio tracił coraz
bardziej apetyt, a na widok mięsa robiło mu się niedobrze. Poszukał wzrokiem
Albisa, ale nie znalazł go. Choć podejrzewał, że to przez ogólny chaos i tłum.
Ostatnio coraz rzadziej ze sobą przebywali. Malec wolał spędzać czas z Nani,
słuchając jej nudnych wywodów o zastosowaniu ziół i innych dziwnych rzeczy.
- Nie cieszysz się? Wygraliśmy. A ty wyglądasz jakby ktoś zabił ci brata. -
zaśmiał się gardłowo siedzący obok niego mężczyzna.
Selthus zmrużył niebezpiecznie oczy, przyglądając mu się uważnie. Nie pamiętał
go... powinien, ale nie mógł go sobie przypomnieć.
- Prze... - ugryzł się w język, przypominając sobie bolesną lekcję Elvara.
Celadorzy nie przepraszają.
- Nie znam cię Panie. Z kim mam przyjemność? - zapytał, siląc się na miły ton.
Nieznajomy uśmiechnął się do niego. W oczach Selthusa nie był zbyt urodziwy...
Miał wielką łysinę na samym środku głowy. Przez zaczerwienioną twarz
przechodziła mu głęboka blizna. Jego wodniste, szare oczy i dziwny, wredny
uśmieszek doprowadzały go powoli do szału. Ręce zaś tak wielkie, że mógł jedną
z nich złamać mu spokojnie kark. Po jego stroju chłopak wywnioskował że był
jednym z generałów, teoretycznie, gdyż nigdy nie uważał gdy uczono go oznaczeń.
- Jestem Gyrello, to ja pojmałem tego parszywego czarownika. - splunął z
obrzydzeniem w bok. - I zobacz gdzie teraz siedzę.
Popatrzył w stronę generała Norbana z błyskiem zazdrości.
- Ten grubas nawet nie ruszył tyłka z namiotu, ale to jego wywyższą! Nie mnie,
nie moich ludzi, którzy walczyli z odrażającymi tworami tego degenerata. -
pociągnął łyk mocnego piwa i skrzywił się na jego smak.
- Na pewno zostaniecie odpowiednio nagrodzeni. - odparł szybko Slethus,
grzebiąc w swoim talerzu.
Mięso zdawało mu się niedosmażone, owoce zgniłe a napitek wodnisty.
- Ta... tylko dziecko może być tak naiwne. - pokręcił głową i z hukiem postawił
swój kufel na stole, wylewając na blat pienistą zawartość.
Selthus przełknął przekleństwo które cisnęło mu się na usta. Chciał się czegoś
dowiedzieć, a do tego musiał być miły.
- Co się teraz stanie z czarownikiem? - zapytał udając brak zainteresowania.
Wojownik wzruszył ramionami, a jego naramienniki zabrzęczały metalicznie.
- Nie wiem. Mam nadzieję że go usmażą. - ponownie zarechotał. - Lepiej niech
się pospieszą. Ten pomiot demonów jest diabelnie silny i szybki. Zupełnie jakby
nie był człowiekiem. Wiesz ilu z moich ludzi przeżyło starcie z nim? - zrobił
stosowną pauzę, a gdy chłopiec nie odpowiedział, odparł. - Trzech. Trzech z
dwudziestu! - ponownie wypił spory łyk. - Niech go ogień pochłonie.
Selthus oparł się z jękiem o oparcie krzesła. Zabiją go... usmażą na wolnym
ogniu, albo zrobią coś znacznie gorszego. A on tak chciał z nim porozmawiać.
Zobaczyć czy naprawdę jest taki groźny. Nie wiedział dlaczego, ale od
pierwszego spojrzenia zapałał chorobliwą fascynacją. Wiedział, że nie zazna
spokoju dopóki choć na niego nie spojrzy. Ale od tego dzieliło go wiele, a
czasu miał coraz mniej. Nim ktokolwiek się zorientował, wymknął się z uczty i
pognał w kierunku wschodniego skrzydła. Uprzednio zabrał ze sobą mocne wino,
przynajmniej tak sądził, choć jak dla niego wszystkie były paskudne i
niesmaczne. Miał zamiar jakimś sposobem upić żołnierzy pilnujących czarownika,
aby móc choć mu się przyjrzeć. Podejrzewał, że będzie on zbyt słaby aby z nim
porozmawiać. Nawet nie wiedział jak bardzo był wówczas naiwny...
Resurgere and Grinmir-stock
Niesamowite. Ten czarownik - łał... Jak jeszcze w dalszej części pojawią się magiczne stwory to nie wytrzymam z nadmiaru entuzjazmu :3 Jestem zafascynowana ta historią coraz bardziej, choć na czytanie nie mam wiele czasu :/
OdpowiedzUsuńDobra, dobra. Słowem - pięknie. Cudny rozdział, pozazdrościć ^^