Nie rzucał
on żadnego światła, tak jak oczekiwał chłopak. Wręcz przeciwnie, pochłaniał je
łapczywie. Był cały szary, wokół niego wirowały w dziwnym tańcu maleńkie,
ciemne punkciki. Selthus przez chwilę patrzył na niego, zdumiony i urzeczony. Z
początku nawet podejrzewał, że przywołał nie tego ducha co trzeba. Gdy jednak
spojrzał w jego oczy wiedział, że wszystko zrobił poprawnie. Białe, świetliste,
rozwiane niczym na wietrze włosy przysłaniały dwie czarne dziury, w których
paliły się zielone światełka. Usta miał wykrzywione w znanym mu wrednym
grymasie. Na sobie zaś zaledwie cień dawnej zbroi, podobnej teraz do mgły
pokrywającej o poranku pola. Gdy otworzył usta, wydał się z nich straszliwy
świst. Chłopak zasłonił dłońmi uszy, ale to w niczym nie pomogło. Dźwięk dudnił
we wnętrzu jego czaszki.
- Chłoooopcze.... chłopcze.... czego chcesz? Nie pozwalasz mi spocząć w spokoju? - wyszeptał grobowym tonem, a po plecach Selthusa przeszły ciarki.
Nie tak to sobie wyobrażał. Miał ochotę wybiec stąd z krzykiem. Nie mógł jednak tego zrobić, zaszedł już za daleko. Wstał, z trudem panując nad miękkimi kolanami.
- Nie. - głos mu drżał zaś język stanął kołkiem. - Nie pozwolę ci odejść, masz mi służyć.
Zaschło mu w gardle, a przecież musiał jeszcze tyle powiedzieć.
Duch zaśmiał się okropnie. Od tego omal serce nie stanęło chłopakowi w piersi. W krypcie było coraz zimniej.
- Spójrz... rozejrzyj się... nie jesteś tu sam... - kontynuował duch. - Daj mi usnąć... muszę iść... wołają mnie, nie słyszysz ich szeptów? - niemal załkał, wyciągając chude dłonie w kierunku jego ciała.
Selthus drgnął, ale nie uciekł.
- Stój! Rozkazuję ci! - zamachał niewielkim woreczkiem, w którym ukrył włosy zmarłego.
Duch zatrzymał się i zmierzył go swym gorejącym wzrokiem.
- Jesteś głupcem chłopcze... - powiedział, zaraz potem z jego gardła wyrwał się tak żałosny pisk, że Selthus ponownie znalazł się na klęczkach, przyciskając ręce do uszu.
- Przestań! Wyjdź z mojej głowy! - wrzeszczał, a gdy tortura dobiegła końcu, zamrugał zaskoczony oczami.
Uniósł niepewnie głowę po to tylko, aby odskoczyć ponownie z krzykiem. Tuż przy nim, w odległości zaledwie kilku centymetrów wisiała głowa Elvera, bez ciała które niknęło w mroku.
- Co to za sztuczka! Nie igraj ze mną! Nie przestraszysz mnie. - wysyczał Selthus, dumnie stając na nogach.
Ręce mu drżały jak nigdy w życiu. Nie opuścił jednak ochronnego kręgu. Wiedział, że gdyby to zrobił, przyzwana istota rozerwałaby go na strzępy.
- Doprawdy? Widzę coś zupełnie innego. Chłopca trzęsącego się przede mną jak dziewka w noc poślubną. - zadrwił duch, wypełniając wnętrze swym okropnym śmiechem.
- Już nigdy nie będziesz mnie poniżał! - wysyczał Selthus, potrząsając woreczkiem.
Duch nagle zwiększył swe rozmiary, wypełniając sobą całą przestrzeń.
- Nikt mi nie rozkazuje! Ani ty, ani tym bardziej Oni! Nie mam żadnego mistrza Aaaa!!! - nagle krzyknął, zmniejszając się znacznie.
Był teraz nie większy niż świeca. Jego nikły blask już nawet nie pochłaniał innych świateł. Walczył tylko o dalszą egzystencję.
- C...co się stało? - zapytał niepewnie chłopak, podchodząc.
- Ciemność się zbiera... nadchodzą... UCIEKAJ!!! - wykrzyknął, wypełniając całą czaszkę chłopaka swym głosem.
Selthus cofnął się przerażony. Nie rozumiał co się działo. Zrobił przecież wszystko co było napisane w księdze. Co do ostatniego szczególiku. Powinno być łatwiej! To nie było sprawiedliwe! Komnatę ogarnęły nagle cienie. Temperatura ponownie spadła, tworząc z trzaskiem piękne malowidła ze szronu, na ścianach. Następnie sycząc, zaczęły poklei gasnąć świece, a chłopak poczuł ukłucie strachu. Zapanowała ciemność...
Pierwszym co zobaczył, były wpatrzone w niego maleńkie, świetliste punkciki. Niestety z każdą chwilą dostrzegał coraz więcej szczegółów. Nie ośmielił się jednak zamknąć oczu. Zabiliby go za to... Byli podobni do Elvera, ale znacznie bardziej mroczni, ciemniejszej barwy. Mieli stare, mgliste zbroje, zakrzywione pazury i najczęściej, w niewielkim stopniu przypominali ludzi którymi może kiedyś byli.
- Czego chcą?! - wykrzyknął, gdy nie zbliżali się ani nic nie uczynili.
- Mnie, ciebie, nas... duuuusz... - wyszeptał z jękiem.
Chłopak zmrużył wściekle oczy. Przyszli po jego własność. Elvero był jego, JEGO. Nikomu go nie odda. Chwycił szybko niewielki kamyk z wyrzeźbioną runą. Gdy ją rozbił ze zgrzytem o podłogę, z zawodem stwierdził, że nic się nie stało.
- Chłopcze, już za późno... nic nie poradzisz... - głos Elvera niknął powoli w pustce.
Oczy zaś spoglądały na nich, nieczułe i wygłodniałe. Selthus spostrzegł, że zaczynały się do niego przybliżać, zaś ich usta poruszały się w bezgłośnej groźbie. Co gorsza, jeden z nich zamknął w swych kościstych dłoniach maleńką duszę Elvera.
- Puść go upiorze! - krzyknął chłopak i niewiele myśląc ruszył do ataku.
Opuścił ochronny krąg rzucając proste zaklęcia światła, ognia... cokolwiek mu przyszło do głowy. Gdy poczuł dotyk jednego z nich wiedział, że wraz z ciepłem uchodzi z niego życie. Odwrócił się na pięcie widząc, że droga ucieczki jest zamknięta. Dusze napierały swymi niematerialnymi ciałami, powodując u niego coraz większe osłabienie. Powoli nie mógł oddychać. Nie chciał jednak tak ginąć, był przecież nekromantą, a oni mieli panować nad takimi jak ci tu.
- Dość! - wykrzyknął, zaś jego postać została spowita przez czerwoną aurę.
Stworzenia odskoczyły od niego z sykiem, na bezpieczną odległość.
- On jest mój! Oddajcie mi go, natychmiast - wysyczał wściekły.
Nie czuł już strachu, nie było tu na niego miejsca. Jedna z istot zrobiła mu miejsce, zaś pod ścianą unosił się ledwo widoczny płomień duszy Elvera. Selthus dumnym krokiem poszedł w tamtą stronę, uważając jednocześnie aby nie dotknąć żadnego z upiorów. Gdy chwycił maleńkie światełko, poczuł gorące łzy ulgi, spływające po jego lodowatych policzkach.
- Należy do ciebie nekromanto... - wyszeptała jeden z nich, który zaszedł go od tyłu.
Dotknął jego ramienia, zostawiając na nim wypalony ślad. Chłopak skrzywił się z bólu, ale nie mógł się od niego uwolnić. Poczuł że istota szepcze mu do ucha kolejne słowa.
- Przyjdziemy po ciebie, gdy nadejdzie kres... jesteś nam winny duszę...
Po tych słowach Selthus padł zemdlony na kamienną posadzkę. Rozbił sobie przy tym głowę. Nie wiedział ile pozostawał nieprzytomny. Obudził się potem, cały obolały. Leżał w kałuży zakrzepłej krwi. Włosy miał nią paskudnie pozlepiane. Ramię przeszył mu ból, ale miał to... Obok niego unosiła się dusza Elvero. Selthus szybko zamknął ją w niewielkim pojemniku, przypominającym szkatułkę i z miną zdobywcy poszedł w stronę wyjścia.
- Chłoooopcze.... chłopcze.... czego chcesz? Nie pozwalasz mi spocząć w spokoju? - wyszeptał grobowym tonem, a po plecach Selthusa przeszły ciarki.
Nie tak to sobie wyobrażał. Miał ochotę wybiec stąd z krzykiem. Nie mógł jednak tego zrobić, zaszedł już za daleko. Wstał, z trudem panując nad miękkimi kolanami.
- Nie. - głos mu drżał zaś język stanął kołkiem. - Nie pozwolę ci odejść, masz mi służyć.
Zaschło mu w gardle, a przecież musiał jeszcze tyle powiedzieć.
Duch zaśmiał się okropnie. Od tego omal serce nie stanęło chłopakowi w piersi. W krypcie było coraz zimniej.
- Spójrz... rozejrzyj się... nie jesteś tu sam... - kontynuował duch. - Daj mi usnąć... muszę iść... wołają mnie, nie słyszysz ich szeptów? - niemal załkał, wyciągając chude dłonie w kierunku jego ciała.
Selthus drgnął, ale nie uciekł.
- Stój! Rozkazuję ci! - zamachał niewielkim woreczkiem, w którym ukrył włosy zmarłego.
Duch zatrzymał się i zmierzył go swym gorejącym wzrokiem.
- Jesteś głupcem chłopcze... - powiedział, zaraz potem z jego gardła wyrwał się tak żałosny pisk, że Selthus ponownie znalazł się na klęczkach, przyciskając ręce do uszu.
- Przestań! Wyjdź z mojej głowy! - wrzeszczał, a gdy tortura dobiegła końcu, zamrugał zaskoczony oczami.
Uniósł niepewnie głowę po to tylko, aby odskoczyć ponownie z krzykiem. Tuż przy nim, w odległości zaledwie kilku centymetrów wisiała głowa Elvera, bez ciała które niknęło w mroku.
- Co to za sztuczka! Nie igraj ze mną! Nie przestraszysz mnie. - wysyczał Selthus, dumnie stając na nogach.
Ręce mu drżały jak nigdy w życiu. Nie opuścił jednak ochronnego kręgu. Wiedział, że gdyby to zrobił, przyzwana istota rozerwałaby go na strzępy.
- Doprawdy? Widzę coś zupełnie innego. Chłopca trzęsącego się przede mną jak dziewka w noc poślubną. - zadrwił duch, wypełniając wnętrze swym okropnym śmiechem.
- Już nigdy nie będziesz mnie poniżał! - wysyczał Selthus, potrząsając woreczkiem.
Duch nagle zwiększył swe rozmiary, wypełniając sobą całą przestrzeń.
- Nikt mi nie rozkazuje! Ani ty, ani tym bardziej Oni! Nie mam żadnego mistrza Aaaa!!! - nagle krzyknął, zmniejszając się znacznie.
Był teraz nie większy niż świeca. Jego nikły blask już nawet nie pochłaniał innych świateł. Walczył tylko o dalszą egzystencję.
- C...co się stało? - zapytał niepewnie chłopak, podchodząc.
- Ciemność się zbiera... nadchodzą... UCIEKAJ!!! - wykrzyknął, wypełniając całą czaszkę chłopaka swym głosem.
Selthus cofnął się przerażony. Nie rozumiał co się działo. Zrobił przecież wszystko co było napisane w księdze. Co do ostatniego szczególiku. Powinno być łatwiej! To nie było sprawiedliwe! Komnatę ogarnęły nagle cienie. Temperatura ponownie spadła, tworząc z trzaskiem piękne malowidła ze szronu, na ścianach. Następnie sycząc, zaczęły poklei gasnąć świece, a chłopak poczuł ukłucie strachu. Zapanowała ciemność...
Pierwszym co zobaczył, były wpatrzone w niego maleńkie, świetliste punkciki. Niestety z każdą chwilą dostrzegał coraz więcej szczegółów. Nie ośmielił się jednak zamknąć oczu. Zabiliby go za to... Byli podobni do Elvera, ale znacznie bardziej mroczni, ciemniejszej barwy. Mieli stare, mgliste zbroje, zakrzywione pazury i najczęściej, w niewielkim stopniu przypominali ludzi którymi może kiedyś byli.
- Czego chcą?! - wykrzyknął, gdy nie zbliżali się ani nic nie uczynili.
- Mnie, ciebie, nas... duuuusz... - wyszeptał z jękiem.
Chłopak zmrużył wściekle oczy. Przyszli po jego własność. Elvero był jego, JEGO. Nikomu go nie odda. Chwycił szybko niewielki kamyk z wyrzeźbioną runą. Gdy ją rozbił ze zgrzytem o podłogę, z zawodem stwierdził, że nic się nie stało.
- Chłopcze, już za późno... nic nie poradzisz... - głos Elvera niknął powoli w pustce.
Oczy zaś spoglądały na nich, nieczułe i wygłodniałe. Selthus spostrzegł, że zaczynały się do niego przybliżać, zaś ich usta poruszały się w bezgłośnej groźbie. Co gorsza, jeden z nich zamknął w swych kościstych dłoniach maleńką duszę Elvera.
- Puść go upiorze! - krzyknął chłopak i niewiele myśląc ruszył do ataku.
Opuścił ochronny krąg rzucając proste zaklęcia światła, ognia... cokolwiek mu przyszło do głowy. Gdy poczuł dotyk jednego z nich wiedział, że wraz z ciepłem uchodzi z niego życie. Odwrócił się na pięcie widząc, że droga ucieczki jest zamknięta. Dusze napierały swymi niematerialnymi ciałami, powodując u niego coraz większe osłabienie. Powoli nie mógł oddychać. Nie chciał jednak tak ginąć, był przecież nekromantą, a oni mieli panować nad takimi jak ci tu.
- Dość! - wykrzyknął, zaś jego postać została spowita przez czerwoną aurę.
Stworzenia odskoczyły od niego z sykiem, na bezpieczną odległość.
- On jest mój! Oddajcie mi go, natychmiast - wysyczał wściekły.
Nie czuł już strachu, nie było tu na niego miejsca. Jedna z istot zrobiła mu miejsce, zaś pod ścianą unosił się ledwo widoczny płomień duszy Elvera. Selthus dumnym krokiem poszedł w tamtą stronę, uważając jednocześnie aby nie dotknąć żadnego z upiorów. Gdy chwycił maleńkie światełko, poczuł gorące łzy ulgi, spływające po jego lodowatych policzkach.
- Należy do ciebie nekromanto... - wyszeptała jeden z nich, który zaszedł go od tyłu.
Dotknął jego ramienia, zostawiając na nim wypalony ślad. Chłopak skrzywił się z bólu, ale nie mógł się od niego uwolnić. Poczuł że istota szepcze mu do ucha kolejne słowa.
- Przyjdziemy po ciebie, gdy nadejdzie kres... jesteś nam winny duszę...
Po tych słowach Selthus padł zemdlony na kamienną posadzkę. Rozbił sobie przy tym głowę. Nie wiedział ile pozostawał nieprzytomny. Obudził się potem, cały obolały. Leżał w kałuży zakrzepłej krwi. Włosy miał nią paskudnie pozlepiane. Ramię przeszył mu ból, ale miał to... Obok niego unosiła się dusza Elvero. Selthus szybko zamknął ją w niewielkim pojemniku, przypominającym szkatułkę i z miną zdobywcy poszedł w stronę wyjścia.
Ten dzieciak rozwala... Po prostu rozwala. :D
OdpowiedzUsuńFajnie ci to idzie i ze zniecierpliwieniem czekam na następną część ^^
^^ Dzięki, na pewno wstawię jutro :D
OdpowiedzUsuń