Następne
co zrobił po rozmowie z bratem, było udanie się do krypt. Mieściły się nieco za
murami twierdzy i musiał wziąć konia, pozorując krótką przejażdżkę po
przyległych lasach. Piękny, brązowy ogier był jego ulubieńcem ze wszystkich
koni ojca. Miał strasznie trudny charakter i lubił gryźć, dlatego zwykle nikt
na nim nie jeździł. Mało kto wiedział, że wystarczy odpowiednio go podrapać i
szepnąć kilka słów aby był już spokojny. Nauczył go tego czarownik, tak jak
wielu innych rzeczy. Czasami zastanawiał się co by się z nim stało, gdyby nie
zetknęły się nigdy ich drogi. Zapewne nadal wysłuchiwałby wrednych lekcji
Elvero i miałby posiniaczoną twarz. Chłopak uśmiechnął się wrednie na
wspomnienie tego, jak mu się odpłacił. Żałował tylko jednego. Zbyt krótko to trwało.
Chciałby teraz cofnąć czas aby się temu przyglądać. Westchnął, dosiadając
wierzchowca. Aby nie wzbudzić podejrzeń, wolnym tempem skierował się do głównej
bramy. Strażnicy popatrzyli na niego niepewnie, ale nikt z nich nie był na tyle
głupi aby go zatrzymać. Od kiedy był uczniem Xanidora, nikt go nie niepokoił.
Wyczuwał tą nikłą aurę strachu która ich wypełniała, gdy jego ciemne oczy
spoglądały na nich. Podobało mu się to. Czuł władzę, której pożądał w coraz
większych dawkach. Była jak narkotyk, a on chyba się uzależnił. Gdy minął mury
twierdzy ruszył galopem w stronę pobliskiego cmentarza. Był jednym z większych
w okolicy, z racji że chowano tam ważniejsze osoby z pobliskich miast. Bramy
zastał otwarte, zamykano je dopiero o zmroku, o czym boleśnie się już
przekonał. Zsiadł zwinnie z konia i przywiązał go do bramy, po czym spokojnie
ruszył przed siebie. O tej porze nie było tu wielu ludzi. Jego uwagę
przyciągnęła bardzo ładna dziewczyna, idąca wraz ze swą opiekunką i kilkoma
strażnikami. Gdy na nią spojrzał oblała się rumieńcem, ale starsza kobieta
szybko ją odciągnęła. Selthus odprowadził je wściekłym wzrokiem. Według niego
powinny być wdzięczne, że w ogóle na nie spojrzał.
- Durny plebs. - dodał jakieś paskudnie brzmiące przekleństwo, chcąc uchodzić
za groźniejszego.
Pewny siebie, skierował się do krypty rodowej Elvera. Już wcześniej obejrzał ją
sobie dokładnie. Wiedział jak jest skonstruowane wejście i to, że nie da rady
go sforsować. Wybrał więc coś mnie widocznego. Od niechcenia skierował się na tyły
sporego, kamiennego budynku. Miało niewielkie zdobienia, równie surowe co oni
wszyscy. Chłopak podszedł do ściany i dotknął jej lekko. Iluzja którą tu
pozostawił poprzedniej nocy rozwiała się z cichym sykiem. W kamieniu ziała
spora dziura. Selthus z zadowoleniem wszedł do wnętrza zatęchłego pomieszczenia
i ponownie odnowił zaklęcie. Było ono niezwykle prostą sztuczką. Oszuka każdego
zwykłego człowieka. Mauzoleum okazało się ciemne, nie miało żadnych okien przez
które wpadałoby jakiekolwiek światło. Chłopak zabrał ze sobą niewielką latarnię
i zapalił pozostawioną w niej świecę.
Drgające, ciepłe promienie oświetliły najważniejsze elementy. Pod ścianami
ustawiono kamienne sarkofagi, z leżącymi na pokrywach podobiznami zmarłych.
Selthus lekko tanecznym krokiem, kluczył pomiędzy każdą z nich, dotykając
zatartych nieco twarzy. Wiedział, że żona Elvera zapożyczyła się u jego ojca
chcąc mu sprawić godny sarkofag.
- Jaka szkoda, w końcu po co komu bezużyteczne pudło. - wyszeptał chłopak i
skrzywił się nieco, gdy jego głos odbił się echem od ścian.
Podziwiał zręczne wykonanie kamiennego sarkofagu jego dawnego instruktora.
Niegdyś zapewne jego ród mógł być wielki, skoro pozwolili sobie na takie
mauzoleum. Z czasem jednak najwyraźniej stracili poparcie. Dotknął twarzy
płaskorzeźby.
- Elvero, stary przyjacielu, jak dawno się nie widzieliśmy. Mam nadzieję, że
nie tęskniłeś za mną zbytnio? - zakpił chłopak, wyciągając ze skórzanej torby
świece i kilka innych rzeczy.
Xanidor twierdził, że umarli słyszą słowa nekromantów. Chłopak nie wiedział
jednak czy może się już nazywać tym mianem. Niemniej miał nadzieję, że go usłyszą.
Usłyszą i zobaczą co zrobi ich potomkowi. Uśmiechnął się paskudnie do swoich
myśli i zaczął wszystko ustawiać. Zanim uporał się z tym, minęło więcej czasu
niż oczekiwał. Świece stały w równych odstępach wokół sarkofagu, w narysowanym
kręgu. Skropił wszystko krwią swoją i jednej z niewielkich ofiar. Kurczak był
równie dobry jak człowiek. Bóstwa nekromancji dość łatwo było ułagodzić. Nim
zaczął przywoływanie jego ducha, z trudem uchylił wieko. Musiał zabrać jakąś
część jego ciała, co uważał za najbardziej obrzydliwe ze wszystkich. Zadowolił
się odrobiną włosów. Zaczął nucić tajemne zaklęcia, zaś jego głos momentalnie
się zmienił. Przypominał teraz straszliwy charkot jakiejś bestii. Za jego
drobną postacią tańczyły, niczym żywe, cienie. Ta część była dla niego
strasznie wyczerpująca. Gdy skończył, opadł bez sił na ziemię. Ręce bolały go
jak po licznych ćwiczeniach z mieczem. Przeraził się nawet, że tym razem był
zbyt słaby aby opanować te moce. Xanidor wielokrotnie go ostrzegał, że czasami,
zaklęcia tak wyczerpują czarowników, iż mogą doprowadzić do ich śmierci.
- Nie ma mowy. Jestem silniejszy. - wyszeptał, z trudem wstając.
Natychmiast odczuł, że w pomieszczeniu zapanował niesamowity chłód. Świece
rzucały teraz zalewie nikłe światełka, z trudem rozświetlając mrok. Tuż przed
nim zaś... Krzyknął i upadł na ziemię, gdy zobaczył unoszącego się pod sufitem
upiora.
Resurgere and Grinmir-stock
To jest po prostu niesamowite :D -Ala
OdpowiedzUsuńPrzeczytaj kolejną część ^^ Tam jest więcej akcji xD
OdpowiedzUsuń