niedziela, 27 kwietnia 2014

Człowiek bez duszy cz. 6

Następne co zrobił po rozmowie z bratem, było udanie się do krypt. Mieściły się nieco za murami twierdzy i musiał wziąć konia, pozorując krótką przejażdżkę po przyległych lasach. Piękny, brązowy ogier był jego ulubieńcem ze wszystkich koni ojca. Miał strasznie trudny charakter i lubił gryźć, dlatego zwykle nikt na nim nie jeździł. Mało kto wiedział, że wystarczy odpowiednio go podrapać i szepnąć kilka słów aby był już spokojny. Nauczył go tego czarownik, tak jak wielu innych rzeczy. Czasami zastanawiał się co by się z nim stało, gdyby nie zetknęły się nigdy ich drogi. Zapewne nadal wysłuchiwałby wrednych lekcji Elvero i miałby posiniaczoną twarz. Chłopak uśmiechnął się wrednie na wspomnienie tego, jak mu się odpłacił. Żałował tylko jednego. Zbyt krótko to trwało. Chciałby teraz cofnąć czas aby się temu przyglądać. Westchnął, dosiadając wierzchowca. Aby nie wzbudzić podejrzeń, wolnym tempem skierował się do głównej bramy. Strażnicy popatrzyli na niego niepewnie, ale nikt z nich nie był na tyle głupi aby go zatrzymać. Od kiedy był uczniem Xanidora, nikt go nie niepokoił. Wyczuwał tą nikłą aurę strachu która ich wypełniała, gdy jego ciemne oczy spoglądały na nich. Podobało mu się to. Czuł władzę, której pożądał w coraz większych dawkach. Była jak narkotyk, a on chyba się uzależnił. Gdy minął mury twierdzy ruszył galopem w stronę pobliskiego cmentarza. Był jednym z większych w okolicy, z racji że chowano tam ważniejsze osoby z pobliskich miast. Bramy zastał otwarte, zamykano je dopiero o zmroku, o czym boleśnie się już przekonał. Zsiadł zwinnie z konia i przywiązał go do bramy, po czym spokojnie ruszył przed siebie. O tej porze nie było tu wielu ludzi. Jego uwagę przyciągnęła bardzo ładna dziewczyna, idąca wraz ze swą opiekunką i kilkoma strażnikami. Gdy na nią spojrzał oblała się rumieńcem, ale starsza kobieta szybko ją odciągnęła. Selthus odprowadził je wściekłym wzrokiem. Według niego powinny być wdzięczne, że w ogóle na nie spojrzał.
- Durny plebs. - dodał jakieś paskudnie brzmiące przekleństwo, chcąc uchodzić za groźniejszego.
Pewny siebie, skierował się do krypty rodowej Elvera. Już wcześniej obejrzał ją sobie dokładnie. Wiedział jak jest skonstruowane wejście i to, że nie da rady go sforsować. Wybrał więc coś mnie widocznego. Od niechcenia skierował się na tyły sporego, kamiennego budynku. Miało niewielkie zdobienia, równie surowe co oni wszyscy. Chłopak podszedł do ściany i dotknął jej lekko. Iluzja którą tu pozostawił poprzedniej nocy rozwiała się z cichym sykiem. W kamieniu ziała spora dziura. Selthus z zadowoleniem wszedł do wnętrza zatęchłego pomieszczenia i ponownie odnowił zaklęcie. Było ono niezwykle prostą sztuczką. Oszuka każdego zwykłego człowieka. Mauzoleum okazało się ciemne, nie miało żadnych okien przez które wpadałoby jakiekolwiek światło. Chłopak zabrał ze sobą niewielką latarnię i zapalił pozostawioną w  niej świecę. Drgające, ciepłe promienie oświetliły najważniejsze elementy. Pod ścianami ustawiono kamienne sarkofagi, z leżącymi na pokrywach podobiznami zmarłych. Selthus lekko tanecznym krokiem, kluczył pomiędzy każdą z nich, dotykając zatartych nieco twarzy. Wiedział, że żona Elvera zapożyczyła się u jego ojca chcąc mu sprawić godny sarkofag.
- Jaka szkoda, w końcu po co komu bezużyteczne pudło. - wyszeptał chłopak i skrzywił się nieco, gdy jego głos odbił się echem od ścian.
Podziwiał zręczne wykonanie kamiennego sarkofagu jego dawnego instruktora. Niegdyś zapewne jego ród mógł być wielki, skoro pozwolili sobie na takie mauzoleum. Z czasem jednak najwyraźniej stracili poparcie. Dotknął twarzy płaskorzeźby.
- Elvero, stary przyjacielu, jak dawno się nie widzieliśmy. Mam nadzieję, że nie tęskniłeś za mną zbytnio? - zakpił chłopak, wyciągając ze skórzanej torby świece i kilka innych rzeczy.
Xanidor twierdził, że umarli słyszą słowa nekromantów. Chłopak nie wiedział jednak czy może się już nazywać tym mianem. Niemniej miał nadzieję, że go usłyszą. Usłyszą i zobaczą co zrobi ich potomkowi. Uśmiechnął się paskudnie do swoich myśli i zaczął wszystko ustawiać. Zanim uporał się z tym, minęło więcej czasu niż oczekiwał. Świece stały w równych odstępach wokół sarkofagu, w narysowanym kręgu. Skropił wszystko krwią swoją i jednej z niewielkich ofiar. Kurczak był równie dobry jak człowiek. Bóstwa nekromancji dość łatwo było ułagodzić. Nim zaczął przywoływanie jego ducha, z trudem uchylił wieko. Musiał zabrać jakąś część jego ciała, co uważał za najbardziej obrzydliwe ze wszystkich. Zadowolił się odrobiną włosów. Zaczął nucić tajemne zaklęcia, zaś jego głos momentalnie się zmienił. Przypominał teraz straszliwy charkot jakiejś bestii. Za jego drobną postacią tańczyły, niczym żywe, cienie. Ta część była dla niego strasznie wyczerpująca. Gdy skończył, opadł bez sił na ziemię. Ręce bolały go jak po licznych ćwiczeniach z mieczem. Przeraził się nawet, że tym razem był zbyt słaby aby opanować te moce. Xanidor wielokrotnie go ostrzegał, że czasami, zaklęcia tak wyczerpują czarowników, iż mogą doprowadzić do ich śmierci.
- Nie ma mowy. Jestem silniejszy. - wyszeptał, z trudem wstając.
Natychmiast odczuł, że w pomieszczeniu zapanował niesamowity chłód. Świece rzucały teraz zalewie nikłe światełka, z trudem rozświetlając mrok. Tuż przed nim zaś... Krzyknął i upadł na ziemię, gdy zobaczył unoszącego się pod sufitem upiora.

2 komentarze:

  1. To jest po prostu niesamowite :D -Ala

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytaj kolejną część ^^ Tam jest więcej akcji xD

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock