Przybyła mgła, odwieczna
towarzyszka wielu snów. Selthus obudził się na wygodnym łóżku. Pomacał wielki
guz który zdążył już wyrosnąć. Obok siedziała w ciszy Serinal. Uśmiechnęła się
szeroko. Miała mleczno białe włosy,
opadające na odkryte ramiona jedwabistą falą. Oczy koloru ciemnej czerwieni,
niekiedy przechodziły w pomarańcz. Skórę nieco ciemniejszą od innych, zawsze
pudrowała, aby nadać bardziej blady odcień. Miała na sobie jedwabną suknię koloru
ciemnego fioletu z szerokimi rękawami wyszywanymi srebrnymi nićmi. Smukłą kibić
ozdabiał ciężki pas przyozdobiony opalami mieniącymi się wszystkimi kolorami.
Gdy się uśmiechała, większości mężczyzn topniało serce. Ona jednak lubiła je
potem przebić sztyletem z kości słoniowej, w imię Bóstwa Ciemności.
Selthus podniósł się na
rękach i usiadł jak najdalej.
- Dlaczego nie
powiedziałeś kim jesteś? Byłbyś znacznie lepiej traktowany. - powiedziała
dźwięcznym głosem.
- Wybacz Pani. -
wykrzywił przy tym usta, nadając słowu pozory obelgi. - Na powierzchni często
nekromanci spotykają się raczej z wrogością niż uwielbieniem.
Serinal spojrzała spod
spuszczonych, długich rzęs.
- Nie jesteś na
powierzchni. - dotknęła lekko jego ramienia, bawiąc się materiałem płaszcza. -
Twoja... profesja, jest u nas bardzo ceniona. Niewielu potrafi to co ty. -
wstała i przeciągnęła się leniwie.
Przypominała teraz kotkę,
zmysłową i drapieżną.
- Gdzie jest mój brat? -
zapytał bezpośrednio.
Wyraz twarzy elfki
natychmiast uległ zmianie. Wydawała się znudzona i zła.
- Nie jest już twój,
należy do mojej siostry. Pierwsza go znalazła, niestety. - wydęła dolną wargę w
dziwnym kaprysie.
W Selthusie wezbrał
gniew. Musiał się jednak hamować. Ona tu miała władzę, był tak jakby jej
własnością i należało grać według zasad.
- Gdzie są inni
mężczyźni? Ci którzy mi towarzyszyli? - zapytał, aby zmienić nieco temat.
- Znudzili mi się, są u naszego
Boga. - odparła z dumą.
Nekromancie zrobiło się
niedobrze. Najwyraźniej poświęcono ich podczas jego nieobecności. Ile zostało jeszcze
czasu? Jak szybko i on się znudzi? Nie mógł zginąć. Nie teraz, gdy w końcu
znalazł brata.
- Pokaż mi to. -
powiedział nagle, wiedziony dziwnym przeczuciem.
Przez twarz dziewczyny
przeszły uczucia podejrzenia, ale zaraz zostały zastąpione radością. Selthus
zastanowił się czy chciała go przeciągnąć na swoją stronę? Coś planowała, to
było bardziej niż pewne.
- Nie wiem czy to dobry
pomysł. - odparła, bawiąc się końcówkami długich włosów.
Selthus wiedział, że już
podjęła decyzję, była zbyt radosna. Musiała jednak grać tą rolę. A on swoją. Przysunął
się do niej i niepewnie odgarnął włosy z ramion. Drgnęła, ale nie odsunęła się
od niego. Nekromanta uśmiechnął się do własnych myśli. A jednak... dobrze
podejrzewał. Nachylił się i zaczął szeptać do ucha.
- Jesteś kapłanką...
masz władzę.
Serinal uśmiechnęła się szeroko.
Wzięła go za rękaw i pociągnęła ze sobą. Zachowywała się jak głupiutka dziewka,
których pełno było na powierzchni. Selthus zastanowił się ile mogła mieć lat.
Wiedział, że Mroczne elfy starzeją się inaczej od ludzi. Wyszli na długi
korytarz, którego ścianki pokryto świecącą emalią. Tak wiele razy zmieniali
kierunek, że już po chwili zgubił się w plątaninie. Gdy w końcu stanęli, zaparło
mu dech w piersiach. Stał przed największym z
budynków, w zapomnianym przez światło słońca mieście. Upodobniono go do
jakiegoś pałacu. Strzeliste wierze, pomalowano w barwne kolory które teraz,
przez lata, porosły zielonymi i fioletowymi grzybami. W niemal każdym oknie
paliło się blade światło.
- Widzisz? Każdy z tych
kolorów reprezentuje inny aspekt ciemności. - pokazywała wielkie, barwne kolumny
z błyszczącego kryształu.
Wznosiły się wysoko,
wzdłuż wyłożonego srebrnymi płytkami chodnika.
- Myślałem, że ciemność
ma tylko jeden odcień. - odparł idąc posłusznie za nią.
- Bo jesteś głupiutki. -
dotknęła jego nosa, a chłopak ze zdumienia zamrugał kilkakrotnie.
- Co symbolizuje
czerwony? - zapytał, przyglądając się pięknej robocie.
Kolumny nie były
jednolite. Każda została ozdobiona innymi płaskorzeźbami. Akurat na czerwonej,
po dokładniejszych oględzinach, dostrzegł sceny wojen i składania ofiar.
- Krew, śmierć,
nienawiść ale i miłość, namiętność. - przysunęła się nieco do niego.
Teraz to ona szeptała do
ucha.
- To też twój kolor,
nekromancji. - wymruczała i pociągnęła go dalej.
Mijali szybko barwną
alejkę słupów. Nigdy nie był w tej części miasta i jakoś nie żałował.
Podejrzewał, że zaraz zniknie zasłona ułudy. Wrota do przybytku Bogów były
równie pokaźne. Zrobione ze złota, szczegółowo ozdobione masą perłową i
drogocennymi klejnotami które blado migotały w słabym oświetleniu. Pod czarnym
murem budynku stali uzbrojeni strażnicy. Otworzyli wrota z taką łatwością,
jakby były wykonane z mgły i cienia. Gdy nekromanta zobaczył kolejne kolumny,
nie zdziwiło go to. Te jednak były całkowicie czarne, tak jak niemal każdy
element wnętrza. Przedsionek świątyni był dla odwiedzających i wiernych.
Ustawiono wszędzie kamienne ławy i wysokie podwyższenia, na których migotały
fioletowe płomienie.
- Niezwykły kolor. -
zainteresował się podchodząc.
- To magia. Powinieneś to
wiedzieć najlepiej. - uśmiechnęła się ciągnąc go dalej.
Dotarli do części
przeznaczonej jedynie dla kapłanów. Było to wielkie pomieszczenie, odgrodzone
czerwoną kotarą. Wzdłuż, poustawiano uzbrojonych strażników. Mieściło ołtarz
wykonany z obsydianu. Wielki i prosty, bez żadnych zdobień. Z tyłu ustawiono
tron, a po bokach kilka mniejszych, zapewne dla kapłanów.
- Proszę... jesteśmy na
miejscu. Czujesz? - zapytała rozpościerając ręce, jakby chciała polecieć. -
Oddech Boga.
Selthus nic nie czuł,
oprócz odoru starej krwi i pleśni. Pokiwał jednak głową aby jej nie drażnić.
Podszedł niepewnie do ołtarza. Dotknął idealnie gładkiej powierzchni.
- Ilu już oddało na nim życie?
- zapytał szeptem.
- Tylu ilu trzeba. -
odparła podchodząc od tyłu.
Oparła mu głowę na
ramieniu.
- Boisz się? - zapytała
po chwili.
Jasne że się bał, trząsł
się cały w środku wyczuwając coś dziwnego. Jakby wpatrzone w niego oczy.
Zupełnie jak wtedy w mauzoleum, lata świetlne temu. Wciągnął ze świstem
powietrze, gdy wydawało się że słyszy szepty w głowie. Coś jakby napierało na
niego, chciało pociągnąć z sobą w głęboką czeluść.
- Nie. Jestem
nekromantą, wyznaję kult śmierci. Tak jak wy. - odparł, odwracając się do niej.
Ta odpowiedź chyba ją
zadowoliła, gdyż posłała mu słodki uśmiech. Zarzuciła ręce na szyję, na
szczęście nie zauważając jak cały się spiął.
- Jesteś ciekawszy niż
myślałam. Może nawet cię nie zabiję. Przynajmniej na razie. - powiedziała z
zawadiackim uśmiechem.
Selthus miał ochotę ją udusić, ale nic nie zrobił. Nie
w otoczeniu strażników. Po tej dość dziwnej wycieczce, wrócili do komnat.
Zostawiła go samego, chcąc zapewne wziąć udział w kolejnych rytuałach. Gdy
tylko zniknęła, napłynęła mgła snu.
Wow! Chce więcej ^^
OdpowiedzUsuńSpecjalnie dla ciebie dziś umieszczę kilka ^^
OdpowiedzUsuń