Albis wydawał ciche jęki, jak mały kwilący kociak. Zapewne podano jakiś mocny narkotyk, gdyż nie wydawało się aby wiedział gdzie jest. Ustawiono go w drugim kręgu i przypięto łańcuchami zwisającymi z sufitu. Lord, z niezmienionym wyrazem twarzy stanął obok czarownika. Poprzez ciche jęki dziewczyny przebijał się miarowy, dudniący głos Xanidora. Z każdą chwilą wzrastał na sile, aż w końcu wydawało się że rozerwie ich czaszki. Wówczas zaczęło się najgorsze. Czarownik nadal śpiewając uniósł zdobiony rubinami sztylet i z niezmienionym wyrazem twarzy, wbił go w serce dziewczyny. Nie zdążyła nawet krzyknąć. Zaraz potem, znaki pod ich stopami rozświetlił wewnętrzny żar. Selthus z trudem pozostał przytomny. Kręciło mu się w głowie, a w nosie czuł okropny smród palonych ziół i krwi. To nie tak miało wyglądać. Jego brata nie powinno tu być.
Xanidor zaczął tanecznym krokiem iść w kierunku pierwszej zawieszonej postaci. Zadźwięczały łańcuchy, gdy przecinał mu tętnicę szyjną. Krew poleciała daleko, plamiąc wszystko wokół. Wkrótce cała komnata dosłownie nią spływała. Selthus z przerażeniem spojrzał na swego ojca, chcąc uzyskać u niego jakąkolwiek pomoc. Wyglądał on jednak tak, jakby zupełnie ich nie widział. Jednostajnym ruchem gładził lodowatą powierzchnię sarkofagu żony. - Spokojnie kochanie. Już niedługo, jeszcze tylko chwilę... - powtarzał bez przerwy, niczym straszliwą mantrę. Gdy Selthus spostrzegł, że Xanidor z tą samą bezwzględnością odchyla bezwładną głowę jego brata, omal nie zwymiotował. - Stój! Nie możesz! - wykrzyknął, biegnąc do niego. Opuścił swój krąg i omal nie upadł, przygnieciony dziwnym ciężarem. Jakby ktoś coś mu zawiesił na szyi, albo przypiął go łańcuchem do podłogi. Nie mógł długo z tym walczyć. Runął na zakrwawioną posadzkę, dygocąc z wściekłości i bezsilności. - Ostrzegałem Selthusie. Nie sprzeciwiaj mi się bo gorzko tego pożałujesz. Cel uświęca środki. Poza tym to absolutnie konieczne. Twój ojciec był mi winien życie swego syna a ja... wezmę je oba. Dlaczego miałbym się ograniczać? - wyszeptał z paskudnym uśmiechem. - Ale to Albis! On nawet nie ma żadnej mocy! - krzyczał ile sił w płucach, wiercąc się na podłodze. - Jesteś w błędzie. Tu zawsze chodziło o niego. To dziecko, ma wyjątkowo irytujące zdolności, które chętnie posiądę. Jego śmierć jest dla nas przełomowa. Razem zapanujemy nad uzdrawianiem i nie tylko! Zobaczysz, niedługo będziesz mi wdzięczny. - powiedział, z zadowoloną miną. Nagle skrzywił się zdziwiony, gdy coś mocno chwyciło go za kostkę. Spojrzał od niechcenia w dół aby zobaczyć wyłaniających się spomiędzy kamieni nieumarłych. - Puść go! Błagam! Weź mnie, tylko nie krzywdź Albisa. - wyjąkał, z trudem unosząc głowę. Co go tak osłabiało? Dotknął medalionu wżynającego mu się w kark. Prezent od Xanidora, miał go chronić. Selthus zaklął siarczyście, próbując go zerwać. Czarownik tymczasem jednym silnym kopniakiem odtrącił szare, kościste dłonie i wrócił do przerwanej czynności. - Oddaję twą duszę... - nie dokończył, gdyż Selthus rzucił w jego stronę jedynym co mogło mu w tej chwili pomóc. Niepozorny kamyk z namalowanym starożytnym symbolem runy. Gdy dotknął on ciała czarownika, rozbłysnął silnym światłem, oślepiając wszystkich wokół. To dało mu czas którego potrzebował. Musiał pozbyć się medalionu. Z jękiem wydobył niewielki sztylet i przeciął łańcuszek. Był wolny, chwiejąc się na nogach, stanął naprzeciw swego Mistrza. - Puść go. - wysyczał przez zaciśnięte zęby. - To rozkaz? - zadrwił czarownik. - A jak myślisz. - nie czekając na jego reakcję rzucił sztyletem. Ku swemu zdumieniu trafił, choć rana niestety nie była śmiertelna. Szybkim ruchem odepchnął chwiejącego się czarownika na bok i zaczął się mocować z kajdanami swego brata. Gdy go uwolnił, ten upadł bez życia na podłogę. - Powstrzymaj go! - rzucił Xanidor do Lorda. Jego ojciec, z zakrzywionymi niczym szponami palcami, rzucił się na syna. W jego oczach na próżno było szukać ojcowskiej miłości. Dawno już przygasła i zniknęła, pod wpływem zaklęć czarownika i jego zatrutych słów. Zacisnął on skurczone dłonie na gardle Selthusa. Z jego gardła wyrwał się dziwny, nieludzki charkot. Chłopak nie miał sił aby błagać, aby odwołać się do jego uczuć. Nie mógł nawet zaczerpnąć tchu. Czuł jak powoli uchodzi z niego życie. Mógł zrobić jedyne w czym był dobry. Przywołał pomoc... Delikatnym ruchem dłoni rzucił na ziemię coś, przypominającego niewielki związany woreczek. Nieco wcześniej, po uwięzieniu duszy Elvera, zaklął ją w swym pierścieniu, aby zawsze była pod ręką. Teraz wysłał jej istotę do tego woreczka, by mogła zrobić za niego resztę. Musiał mu zaufać. Kiedy podjął naukę u Xanidora, odkrył że ma niezwykły talent w nekromancji. Z początku nie chciał nawet o tym słyszeć, ale z czasem i do tego musiał się przekonać. Tak jak do wielu innych, straszliwych praktyk. Wokół jego drobnej postaci pojawił się niewielki, świetlisty krąg koloru zgniłej zieleni. Nie miał pewności czy przywołanie się powiedzie. Nie robił tego zbyt często. Dlatego, gdy już zaczął tracić przytomność, z ulgą spostrzegł, że z przeciwległej ściany coś zaczęło się wyłaniać. Z początku podobne jedynie do niedoskonałości albo załamania światła, zaczęło rosnąć. Po chwili przybrało bardziej ludzkiej kształty i oddzieliło się od muru. Przypominało karykaturę człowieka. Niemniej jego świdrujące, czerwone oczy padły natychmiast na szamoczącą się parę. Stwór z niezwykłą siłą odczepił palce Lorda od gardła Selthusa i rzucił go na drugi koniec komnaty. Chłopak zaś upadł, niemal bez życia, krztusząc się i z trudem łapiąc oddech. Jeszcze nigdy nie czuł takiego bólu. Podczołgał się do nadal nieprzytomnego Albisa i chwycił go w ramiona. Wtulił się w jego niegdyś białe odzienie. Miał ochotę wykrzyczeć całą swoją wściekłość. Jedyne jednak co wydobyło się z jego gardła, nie przypominało mowy ludzkiej. Przez chwilę zapomniał o czarowniku i odrażającym rytuale. Ten błogi stan nie mógł jednak trwać długo. Został wyrwany brutalnie przez silny cios w bok. Poleciał kawałek dalej uderzając o ołtarz. Jego przywołany stwór został szybko unieszkodliwiony przez Xanidora, zaś dusza powróciła ponownie do pierścienia. Zaraz potem czarownik nachylił się nad Selthusem, z wyrazem dzikiej furii. - Chciałem cię uczynić moim uczniem! Ale teraz zrobię z ciebie nieumarłego sługę! Tylko do tego się nadajesz! - wykrzyknął, chcąc zacisnąć palce na jego poranionym gardle. Chłopak warknął i zaczął ostatkami sił bronić się przed nim. Nie mógł jednak dorównać mu siłą. Jego palce trafiły nagle na zimną powierzchnię sztyletu. Xanidor nawet nie odczuł tamtego ciosu, pozostawił sztylet tam gdzie ten go trafił. To była jego szansa. Jedyna... Chwycił mocno broń i zaczął jak najszybciej zadawać liczne ciosy. Zamknął oczy, nie chcąc widzieć zdziwienia na twarzy swego Mistrza. Gdy ten już osuwał się na posadzkę, chłopak jeszcze szepnął mu do ucha. - Mój brat nigdy nie będzie twoją ofiarą. Ani ja. - jednym, płynnym ruchem przeciął mu gardło. | |
Resurgere and Grinmir-stock
Ale akcja! Jestem pod wielkim wrażeniem :D Warto było czekać.
OdpowiedzUsuńWięcej! Więcej! Więcej :)
-Ala
^^ Jutro będzie ciąg dalszy :3
OdpowiedzUsuńTe opowiadanie przypadło mi najbardziej do gustu. Wartka akcja, wyraziści bohaterowie i świetny styl autorki. Czego chcieć więcej? Co się stanie z braćmi? Dowiem się jutro :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ress
PS.Na http://niech-milosc-zwyciezy.blogspot.com/ pojawił się III ROZDZIAŁ
Zapraszam :)
Dobrze, że go zabił! Ten jego mistrz mu szkodził... Sam chciał go zabić...
OdpowiedzUsuńBiedna dziewczyna, nie tylko ona stała się ofiara czarownika.
Co z tym medalionem? Wrócił do czarownika, czy też nie? Bo czasami można się pogubić :D. Wydaje mi się, że trafił, chyba że coś przeoczyłam.
Dobrze powiedział swojemu mistrzowi! Teraz musi uciec wraz z bratem o ile jeszcze żyje.
Bardzo podoba mi się Twój styl :). Opisy są nieziemskie! Naprawdę kawał niezłej roboty, a pomysł jest ciekawy :)
Pozdrawiam!
Amy ;)
Medalion pewnie leży sobie na podłodze komnaty ^^ Odciął go i na szczęście zostawił. Bardzo dziękuję za komentarz ^^ Zagrzewacie mnie do wstawiania dalszych części. Trochę tego będzie stron mam 62 napisanych ^^
OdpowiedzUsuń