sobota, 10 maja 2014

Człowiek bez duszy cz. 13


Od tego momentu jego "status" więźnia nieco się polepszył. Najpierw odczuł to w jakości jedzenia. Dostawał czystą wodę i dwa znacznie większe posiłki dziennie, w których na dodatek nie było robaków. W pewnym momencie ponownie odwiedził go Selirion wraz z grupą strażników.
- Mam nadzieję, że nie polubiłeś zbytnio celi? - zapytał klepiąc go w ramię.
Selthus wstał z trudem, ale nie chciał pomocy. Miał jeszcze tyle godności, aby iść o własnych siłach. Nie wierzył już, że zobaczy brata żywego. Po tak długim czasie zapewne i na niego nadeszła w końcu pora. Podejrzewał, że zostanie złożony w ofierze.
- Ile to jeszcze potrwa? - zapytał ze znużeniem, ledwo włócząc nogami.
Skręcili tyle razy w jednakowych korytarzach, że stracił rachubę.
- Co potrwa? Jeśli się łudzisz, że kiedykolwiek zyskasz wolność, jesteś głupcem. - odparł elf ze spokojem.
Selthus przez chwilę nic nie mówił. Rozważał sytuację. Zmarszczył brwi, ale był zbyt znużony aby myśleć długo.
- Nigdy nie podejrzewałem, że mnie wypuścicie. Czym będę? Pieskiem na posyłki, obiektem eksperymentów? A może jednak posiłkiem waszych bestii? - zaśmiał się szyderczo.
Elf westchnął głośno, znudzony.
- Za kogo nas masz? Barbarzyńców? - otworzył wielkie wrota, zaś nekromanta krzyknął zakrywając wrażliwe na światło oczy.
Przez ułamek sekundy, mimo wszystko łudził się, że ujrzał ponownie słońce. Gdy jednak usłyszał śmiechy i rozmowy, zrozumiał pomyłkę. Wciąż mocno przyciskał pięści do oczu. Poczuł lekki nacisk dłoni Seliriona, który kierował gdzie ma iść. Po chwili usłyszał szept.
- Przykro mi, że musisz to znosić. Dostałem jednak rozkazy... - głos umilkł tak, jak zniknęła dłoń
Selthus został sam i nic nie widział. Słyszał kobiece głosy. Wprawiało go to we wściekłość. Miał ochotę wszystkie pozabijać wszystkie elfy. Nie będzie pustą zabaweczką, którą można potem wypatroszyć. Nie on...
- Zostawcie mnie! - uderzył na oślep, ale był zbyt osłabiony i runął na miękki dywan.
Zalał go śmiech, perlisty i słodki, należący do co najmniej czterech kobiet.
- Zobaczcie, jest uroczy... Może mogłybyśmy nieco poprawić? - zapytała jedna z nich, trącając go nogą w bok. - Jestem pewna, że przeżyłby więcej niż poprzedni.
- Wątpię... zobacz tylko. Jest za słaby. Zabijmy go...
- Nudzi mi się, może po prostu go wypuśćmy i niech pieski mają ucztę? - zachichotała inna.
Nagle przez śmiech przedarł się ostry dźwięk dwóch klaśnięć.
- Dość tego. Jest mój. Wynoście się wszystkie.
Kolory i dźwięki rozmyły się w jedno i zblakły... Sen ponownie nieco przeskoczył. Elfia kobieta, która okazała się kapłanką nieznanego bóstwa nocy, miała na imię Serinal. Była siostrą Seliriona, elfa który go pojmał. Poszli do osobnych, bogatych komnat gdzie roztoczyła nad nim opiekę. Po jakimś czasie wyzdrowiał na tyle, że mógł w końcu poruszać się pewniej na nogach ... i zacząć obmyślać plany ucieczki.
Najgorsze było to, że niemal bezustannie ktoś go pilnował. Wiedział, że nie miał szans w starciu z wyszkolonymi klanowymi wojownikami. Nawet nie próbował. Miał tylko jedno życie, do którego bardzo się przywiązał. Musiał działać ostrożnie.
Dano mu czarne ubranie, jak te które nosiła reszta, nie pozwolono jednak nosić broni, a na nadgarstkach zawieszono coś na kształt kajdan tyle, że bez łańcuchów, mimo to nadal doprowadzały go one do szału. Każdy kto go widział, wiedział, że należy do Serinal. Dzięki temu miał chociaż spokój. Podczas pobytu u elfów, zorientował się, że władzę sprawowały kobiety. Najwyżej w hierarchii, postawione były kapłanki, które starał się unikać jak ognia. Sypiał zwykle w dość sporym pomieszczeniu, wraz z czterema innymi ludźmi, którzy mieli ten wątpliwy zaszczyt, być gośćmi elfów. Pomieszczenie zapewniało wszystkie podstawowe wygody. Karmiono dobrze i darowano póki co tortury. Chyba, że ktoś próbował ucieczki. Odbierano to jako swoistą obrazę i poświęcano więźnia bogom. Selthus nie zdawał sobie dotąd sprawy, jak bardzo elfy są religijni. Czcili tak wiele różnych bytów, że chyba nawet sami nie wiedzieli do końca ile.
Gdy pewnego razu odpoczywał w komnacie, przyszedł Selirion. Jak zwykle uśmiechał się tajemniczo. Miał na sobie czarny pancerz, ze srebrnymi zdobieniami. Na piersi przymocowany komplet noży do rzucania. Za plecami wystawał wielki miecz. Srebrzyste włosy zapleciono z tyłu.
- I jak ci się teraz podoba nasz świat? - zapytał, siadając na miękkich poduszkach.
- Przyznam, że potraficie urządzać niegościnne, zatęchłe jaskinie. Do czego zmierzasz? - zapytał podejrzliwie.
- Mam nadzieję, że nie zmiękłeś pod skrzydłami Serinal. - wstał i pokazał gestem, aby zrobił to samo.
- Co, martwisz się o moją kondycję?
Do tej pory nie rozgryzł tego elfa. Wiedział jednak, że póki co, on jeden od samego początku odnosił się do niego ze swoistą sympatią. Był surowy i oschły, głównie przy innych, ale gdy zostawali sami, zachowywał się niemal normalnie. Tak jak teraz.
- Nie tylko o nią się obawiam. Przebywasz w zatrutej wodzie, nekromanto. Długo tego nie przeżyjesz. - wyszeptał, idąc powoli korytarzem.
Selthus spuścił głowę, zastanawiając się nad jego słowami. Nie był głupi, wiedział że musiał istnieć powód tak długiego dzierżenia władzy przez kapłanki. Poza tym Serinal, uważała go bardziej za zwierzątko, a jak wiadomo, wszystko może się znudzić.
- Dokąd idziemy? - zapytał, od niechcenia.
- Co powiesz na małą wycieczkę na powierzchnię? - elf odpowiedział pytaniem, nie patrząc na niego. - Och, nie łudź się, nie damy ci uciec. Chcę raczej sprawdzić, czy jesteś prawdziwym nekromantą.
Wkroczyli do niewielkiego pomieszczenia wypełnionego różnymi gratami. Były tam najróżniejsze stare zbroje, wiele z nich już zardzewiało. Broni, ku swemu rozczarowaniu nie znalazł. Elf przystanął przy wielkim, drewnianym stole. Zgromadzono tam spore skupisko ksiąg. W większość tak starych, że rozsypywały się w rękach. Były tam też zupełnie bezużyteczne dla Selthusa zwoje, woreczki ze starymi, wywietrzanymi ziołami i inne rupiecie, należące zapewne do czarowników i magów.
- Skąd to macie? - zapytał, biorąc łapczywie do rąk jedną z interesujących ksiąg.
Widniał na niej symbol nekromantów.
- Nie jesteś jedynym magiem którego wzięliśmy do niewoli. Póki co jednak, jako jedyny jeszcze żyjesz. - powiedział, klepiąc go po ramieniu. - Zabierz stąd cokolwiek zechcesz. A potem idź do strażnika. Zaprowadzi cię do mnie. - wyszedł, a chłopak zaczął nerwowo przerzucać wszystko.  
Tak jak podejrzewał, większość dotyczyła gałęzi magii, na których zupełnie się nie znał. Znalazł dwie o nekromancji, niestety stare i musiał uważać. Zabrał też kilka woreczków, czyszcząc najpierw ze starej zawartości. Zwoje okazały się zgniłe i niemożliwe do odczytania. Gdy jednak znalazł przypadkiem stary woreczek z runami, serce zabiło mocniej. Były zwykłymi czarnymi kamieniami z wygrawerowanymi złotymi znakami, ale mogły zostać zamieniane na broń. Schował go jak najlepiej potrafił i ze skarbami ruszył do strażnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów
Resurgere and Grinmir-stock