Od tego momentu jego
"status" więźnia nieco się polepszył. Najpierw odczuł to w jakości
jedzenia. Dostawał czystą wodę i dwa znacznie większe posiłki dziennie, w
których na dodatek nie było robaków. W pewnym momencie ponownie odwiedził go
Selirion wraz z grupą strażników.
- Mam nadzieję, że nie
polubiłeś zbytnio celi? - zapytał klepiąc go w ramię.
Selthus wstał z trudem,
ale nie chciał pomocy. Miał jeszcze tyle godności, aby iść o własnych siłach.
Nie wierzył już, że zobaczy brata żywego. Po tak długim czasie zapewne i na
niego nadeszła w końcu pora. Podejrzewał, że zostanie złożony w ofierze.
- Ile to jeszcze potrwa?
- zapytał ze znużeniem, ledwo włócząc nogami.
Skręcili tyle razy w
jednakowych korytarzach, że stracił rachubę.
- Co potrwa? Jeśli się
łudzisz, że kiedykolwiek zyskasz wolność, jesteś głupcem. - odparł elf ze
spokojem.
Selthus przez chwilę nic
nie mówił. Rozważał sytuację. Zmarszczył brwi, ale był zbyt znużony aby myśleć
długo.
- Nigdy nie podejrzewałem,
że mnie wypuścicie. Czym będę? Pieskiem na posyłki, obiektem eksperymentów? A
może jednak posiłkiem waszych bestii? - zaśmiał się szyderczo.
Elf westchnął głośno,
znudzony.
- Za kogo nas masz? Barbarzyńców?
- otworzył wielkie wrota, zaś nekromanta krzyknął zakrywając wrażliwe na
światło oczy.
Przez ułamek sekundy,
mimo wszystko łudził się, że ujrzał ponownie słońce. Gdy jednak usłyszał
śmiechy i rozmowy, zrozumiał pomyłkę. Wciąż mocno przyciskał pięści do oczu.
Poczuł lekki nacisk dłoni Seliriona, który kierował gdzie ma iść. Po chwili
usłyszał szept.
- Przykro mi, że musisz
to znosić. Dostałem jednak rozkazy... - głos umilkł tak, jak zniknęła dłoń
Selthus został sam i nic
nie widział. Słyszał kobiece głosy. Wprawiało go to we wściekłość. Miał ochotę
wszystkie pozabijać wszystkie elfy. Nie będzie pustą zabaweczką, którą można
potem wypatroszyć. Nie on...
- Zostawcie mnie! -
uderzył na oślep, ale był zbyt osłabiony i runął na miękki dywan.
Zalał go śmiech,
perlisty i słodki, należący do co najmniej czterech kobiet.
- Zobaczcie, jest uroczy...
Może mogłybyśmy nieco poprawić? - zapytała jedna z nich, trącając go nogą w
bok. - Jestem pewna, że przeżyłby więcej niż poprzedni.
- Wątpię... zobacz tylko.
Jest za słaby. Zabijmy go...
- Nudzi mi się, może po prostu
go wypuśćmy i niech pieski mają ucztę? - zachichotała inna.
Nagle przez śmiech
przedarł się ostry dźwięk dwóch klaśnięć.
- Dość tego. Jest mój.
Wynoście się wszystkie.
Kolory i dźwięki rozmyły
się w jedno i zblakły... Sen ponownie nieco przeskoczył. Elfia kobieta, która
okazała się kapłanką nieznanego bóstwa nocy, miała na imię Serinal. Była
siostrą Seliriona, elfa który go pojmał. Poszli do osobnych, bogatych komnat gdzie
roztoczyła nad nim opiekę. Po jakimś czasie wyzdrowiał na tyle, że mógł w końcu
poruszać się pewniej na nogach ... i zacząć obmyślać plany ucieczki.
Najgorsze było to, że
niemal bezustannie ktoś go pilnował. Wiedział, że nie miał szans w starciu z
wyszkolonymi klanowymi wojownikami. Nawet nie próbował. Miał tylko jedno życie,
do którego bardzo się przywiązał. Musiał działać ostrożnie.
Dano mu czarne ubranie,
jak te które nosiła reszta, nie pozwolono jednak nosić broni, a na nadgarstkach
zawieszono coś na kształt kajdan tyle, że bez łańcuchów, mimo to nadal
doprowadzały go one do szału. Każdy kto go widział, wiedział, że należy do
Serinal. Dzięki temu miał chociaż spokój. Podczas pobytu u elfów, zorientował
się, że władzę sprawowały kobiety. Najwyżej w hierarchii, postawione były kapłanki,
które starał się unikać jak ognia. Sypiał zwykle w dość sporym pomieszczeniu,
wraz z czterema innymi ludźmi, którzy mieli ten wątpliwy zaszczyt, być gośćmi
elfów. Pomieszczenie zapewniało wszystkie podstawowe wygody. Karmiono dobrze i
darowano póki co tortury. Chyba, że ktoś próbował ucieczki. Odbierano to jako
swoistą obrazę i poświęcano więźnia bogom. Selthus nie zdawał sobie dotąd
sprawy, jak bardzo elfy są religijni. Czcili tak wiele różnych bytów, że chyba
nawet sami nie wiedzieli do końca ile.
Gdy pewnego razu odpoczywał
w komnacie, przyszedł Selirion. Jak zwykle uśmiechał się tajemniczo. Miał na
sobie czarny pancerz, ze srebrnymi zdobieniami. Na piersi przymocowany komplet
noży do rzucania. Za plecami wystawał wielki miecz. Srebrzyste włosy zapleciono
z tyłu.
- I jak ci się teraz
podoba nasz świat? - zapytał, siadając na miękkich poduszkach.
- Przyznam, że
potraficie urządzać niegościnne, zatęchłe jaskinie. Do czego zmierzasz? -
zapytał podejrzliwie.
- Mam nadzieję, że nie
zmiękłeś pod skrzydłami Serinal. - wstał i pokazał gestem, aby zrobił to samo.
- Co, martwisz się o
moją kondycję?
Do tej pory nie rozgryzł
tego elfa. Wiedział jednak, że póki co, on jeden od samego początku odnosił się
do niego ze swoistą sympatią. Był surowy i oschły, głównie przy innych, ale gdy
zostawali sami, zachowywał się niemal normalnie. Tak jak teraz.
- Nie tylko o nią się
obawiam. Przebywasz w zatrutej wodzie, nekromanto. Długo tego nie przeżyjesz. -
wyszeptał, idąc powoli korytarzem.
Selthus spuścił głowę,
zastanawiając się nad jego słowami. Nie był głupi, wiedział że musiał istnieć
powód tak długiego dzierżenia władzy przez kapłanki. Poza tym Serinal, uważała
go bardziej za zwierzątko, a jak wiadomo, wszystko może się znudzić.
- Dokąd idziemy? -
zapytał, od niechcenia.
- Co powiesz na małą
wycieczkę na powierzchnię? - elf odpowiedział pytaniem, nie patrząc na niego. -
Och, nie łudź się, nie damy ci uciec. Chcę raczej sprawdzić, czy jesteś
prawdziwym nekromantą.
Wkroczyli do
niewielkiego pomieszczenia wypełnionego różnymi gratami. Były tam najróżniejsze
stare zbroje, wiele z nich już zardzewiało. Broni, ku swemu rozczarowaniu nie
znalazł. Elf przystanął przy wielkim, drewnianym stole. Zgromadzono tam spore
skupisko ksiąg. W większość tak starych, że rozsypywały się w rękach. Były tam
też zupełnie bezużyteczne dla Selthusa zwoje, woreczki ze starymi,
wywietrzanymi ziołami i inne rupiecie, należące zapewne do czarowników i magów.
- Skąd to macie? -
zapytał, biorąc łapczywie do rąk jedną z interesujących ksiąg.
Widniał na niej symbol
nekromantów.
- Nie jesteś jedynym
magiem którego wzięliśmy do niewoli. Póki co jednak, jako jedyny jeszcze
żyjesz. - powiedział, klepiąc go po ramieniu. - Zabierz stąd cokolwiek
zechcesz. A potem idź do strażnika. Zaprowadzi cię do mnie. - wyszedł, a
chłopak zaczął nerwowo przerzucać wszystko.
Tak jak podejrzewał, większość dotyczyła gałęzi magii,
na których zupełnie się nie znał. Znalazł dwie o nekromancji, niestety stare i
musiał uważać. Zabrał też kilka woreczków, czyszcząc najpierw ze starej
zawartości. Zwoje okazały się zgniłe i niemożliwe do odczytania. Gdy jednak
znalazł przypadkiem stary woreczek z runami, serce zabiło mocniej. Były
zwykłymi czarnymi kamieniami z wygrawerowanymi złotymi znakami, ale mogły
zostać zamieniane na broń. Schował go jak najlepiej potrafił i ze skarbami
ruszył do strażnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz